Adam Wolski z Golden Life szczerze o byciu artystą w Polsce

Golden LifePamiętacie „Oprócz błękitnego nieba”? Moim gościem na warszawskiej Pradze był Adam Wolski, niezwykle barwna postać, legenda, wokalista zespołu Golden Life. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda uprawianie zawodu artysty – muzyka od kuchni, ile pracy trzeba włożyć nie tylko w sztukę, ale i w promocję, przeczytajcie koniecznie zapis rozmowy z Adamem. To taki typ, który pozostaje sobą, jego dusza rock’n’rollowca jest szczera aż do bólu i zarazem epatuje wrażliwością. A tak przy okazji, Adam i jego rodzina opiekują się sześcioma kotami.

Artur Pruziński: Zacznę nietypowo, od Wikipedii.

Adam Wolski: Coś tam wyczytał?

Artur Pruziński: Otóż muzyka Golden Life jest tu określana jako miks rocka, country, popu i rapu…

Adam Wolski: Raczej ten bigos wsadziłbym w pierwszą płytę. Kolejne to już zdecydowanie rock, może odrobinę pop, ponieważ jesteśmy bliżej stylistyki piosenki, tej tzw. melodyczności. Musi to być takie fajne, zaczepne, „do ucha” itd.

Artur Pruziński: No właśnie, a jak na przestrzeni trzydziestu lat, od momentu wydania pierwszej płyty aż do „Siódemki”, zmieniły się inspiracje muzyczne w zespole? Co was kiedyś bardziej kręciło, a czego teraz najwięcej słuchacie?

Adam Wolski: Inspiruje nas wszystko, co jest fajne i ciekawe. A jakie to ma przełożenie na naszą muzykę? Trudno mi to ocenić.

Artur Pruziński: Ale rock jest swoistym mianownikiem tych inspiracji?

Adam Wolski. Tak. Rock zawsze był, jest i będzie. Jesteśmy zespołem głównie koncertowym, więc dla nas zabawy w studiu są, może nie torturą, ale na pewno najbardziej swobodnie czujemy się na scenie.

Artur Pruziński: A nagrywacie w związku z tym w studiu metodą na setkę (na żywo)?

Adam Wolski. Nie do końca. Choćby z prostego względu. Każdy z nas ma mini-studio w domu i może nagrać tzw. „tejki”. Tego się trzymamy, nie ogranicza nas to w żaden sposób choćby finansowo. Kiedyś co prawda, przy nagraniach do „AQQ akustycznie…”, wyjechaliśmy poza miasto do studia na kilka dni, no i „popłynęliśmy” na taką kasę, że stwierdziłem: „No panowie, może i bardzo fajnie, ale kto to tak naprawdę zauważy, doceni ten wysiłek itd.?”.

Artur Pruziński: Poruszyłeś ciekawy temat – mianowicie: kasa (śmiech). Jak to z nią u was jest?

Adam Wolski: Wiecznie jej nie ma. Zawsze jest walka, często o nic. Wszyscy nas golą, a my na tym wychodzimy jak Zabłocki na mydle. Wydawanie płyty przez jakąkolwiek firmę fonograficzną w naszym kraju aktualnie kompletnie nie ma sensu. Taka firma nic kompletnie nie daje. To wygląda w ten sposób, że chcą ci zabrać płytę na pięć lat, a w zamian dostajesz nic. Ani ci nie załatwią stacji radiowych, ani wywiadów. Kiedyś firma fonograficzna brała na siebie ciężar promocyjny i to było fajne, miało sens. Teraz raczej się tak nie robi, chyba że jesteś finalistą idola lub jakiegoś innego – przepraszam za wyrażenie – gówna.

Artur Pruziński: Z tego co wiem, to tam artyści też nie mają tak kolorowo. Rozumiem, że w takim razie macie też jakieś inne działalności?

Adam Wolski: Tak, każdy z nas coś tam jeszcze robi. Nie ukrywam, że ja się związałem z muzyką. Życie to trochę zweryfikowało, aktualnie mam też dodatkowe zajęcia, dzięki którym mogę się utrzymać. Chłopaki zresztą też. Oczywiście może nam wpaść do głowy jakaś super piosenka, która stanie się przebojem, ale do tego wiele czynników musi się zadziać po drodze. Kiedyś, w latach 90-tych, dziennikarze muzyczni bili się o ciebie, chcieli twój utwór nawet z próby. A dzisiaj pukasz do drzwi i wszyscy mają zlewkę, mówią ci, że „Panie, szef tego nie puści. My tu mamy playlistę”. Wszystkie radia mają w dupie nową polską muzykę. Oczywiście są dziennikarze, którzy dopytują, co tam słychać, czy nagraliście nową płytę. Zaproszą. Na szczęście mam takich w zasadzie kumpli dziennikarzy i na tym to się teraz trochę opiera. Myślę, że media publiczne powinny promować polską kulturę, muzykę, rock, jazz, inne gatunki. Teraz jest tak, że ludzie kojarzą nazwę Golden Life, ale ja się czuję, jakbym za każdym razem, gdy wydajemy nową płytę, walił głową w mur, jakbym był szczylem w tym biznesie. Puszczą, nie puszczą – ciągła niepewność.

Artur Pruziński: Może powinniście za każdym podejściem do tych drzwi, nucić „Oprócz błękitnego nieba…” (śmiech).

Adam Wolski: Faktycznie ta piosenka, kompozycja Marka Jackowskiego, otworzyła nam wiele drzwi. Wszyscy mówili: „To ci od Oprócz błękitnego nieba. Bierzemy ich, płacimy, dużo płacimy” (śmiech). Piosenka powoli jednak schodziła w otchłań. Oczywiście jest grana do dziś w wielu radiach, ale tak naprawdę mamy wiele potencjalnych hitów w swojej dyskografii. Kiedyś znajomy dziennikarz powiedział mi: „Wiesz Adaś, robiliśmy badania, no i wyszło, że to właśnie ta piosenka powinna być grana….”.

Artur Pruziński: Porozmawiajmy chwilę o procesie twórczym. Jest was pięciu panów, o ile dobrze wiem, to w zespole decydujecie, tworzycie metodą demokratyczną.

Adam Wolski: Tak, zawsze tak było. Cokolwiek ktokolwiek z nas by nie stworzył, to musi to zyskać aprobatę reszty bądź większości. Niejednokrotnie miała miejsce taka sytuacja, że ktoś miał już gotowy pomysł, ale nie spodobał się on większości. Czasami to może trochę kula u nogi, no bo trzeba tym pomysłem zarazić przynajmniej większość zespołu. Na szczęście teraz jest trochę łatwiej. Aktualna technika, możliwość wymiany plików, śladów. Można szybko wysłać kolegom pomysły, nie trzeba się od razu spotykać w studiu i aż do porzygania katować jakiś kawałek, który na koniec się i tak np. nie przyjmie. Mamy oczywiście czasem takie akcje, że jedziemy na kilka dni gdzieś do jakiegoś domku na uboczu, nawalimy się, co tam kto lubi i pracujemy nad draftami wcześniej przesłanych materiałów. Wtedy nawet, gdy idziesz sikać gdzieś w krzaki, to myślisz o nowym numerze.

Artur Pruziński: Ostatnia płyta „7” – twój ulubiony utwór?

Adam Wolski: Wiesz co, to nie jest tak. Każdy numer darzę emocją. To są wspomnienia. W przypadku „7” tam jest wiele pięknych utworów, zaczepnych, mądrych z przesłaniem. Gdybym miał wytypować, na pewno zwróciłbym uwagę na „Nigdy nie mów”. On ma w sobie taki „wkurw”, trochę „nerw”. Numer płynie, a w refrenie drzesz pałę bardzo ostro, jest ściana dźwięku. Całość została uchwycona i zamknięta w słowie.

Artur Pruziński: A jeśli chodzi o warstwę tekstową…

Adam Wolski: To przyznam kula u nogi. To przychodzi najdłużej i najtrudniej. Nie mam szuflady pełnej tekstów, za każdym razem to jest szukanie, lepienie pewnych słów. Tak naprawdę powinno się pisać każdego dnia, a ja to robię wtedy, gdy naprawdę przyjdzie mi coś ciekawego do głowy. Czasem w samochodzie, czasem w kiblu, albo idziesz spać i nagle wpadasz na fajny pomysł.

Artur Pruziński: To zmieńmy temat. Playback – na pewno graliście nie raz w telewizji. Jak się z tym czujesz, czujecie w zespole?

Adam Wolski: Oj, gówno straszne. No ale to jest telewizja, czasem trzeba być bardziej aktorem niż artystą. Wielka telewizja ma swoje wymagania, nie ma mowy żeby po prostu zagrać na żywo. To są pewne kompromisy, na które musimy jako muzycy przystać. A że chcemy gdzieś – może nie za wszelką cenę – ale jednak wskoczyć na ten szklany ekran, to trzeba się podporządkować. Czasem jest to ciężkie, bo ja od razu chcę łapać interakcję z ludźmi w trakcie występu, a tutaj musisz trzymać się konwencji (śmiech).

Artur Pruziński: Nazwa Golden Life ma już 30 lat. Przyznam ci się, że zawsze miałem takie skojarzenie, że ta nazwa trochę trąci disco-polo. Jakbym was nie znał i ktoś z boku by mi powiedział, ej… jest taki zespół Golden Life, to bym pomyślał… pewnie jakiś Zenek Martyniuk.

Adam Wolski: Pamiętam, że w Stanach zostaliśmy okrzyknięci zespołem chrześcijańskim (śmiech). Pojechaliśmy do USA i Amerykanie nas pytali: „Golden Life? Christian band?”. Pierwotna nazwa, gdy przychodziłem do zespołu, brzmiała Golden Life and Big Audio Dynamite. Pomyślałem sobie wtedy „kurwa, taka długa nazwa?” (śmiech). No i skróciliśmy ją do Golden Life. To był koniec lat 80-tych. Byliśmy pod wpływem zachodu, wszystko co stamtąd smakowało lepiej. Trójmiasto było kolebką nazw anglojęzycznych. Taki posmak zachodu, wyjście z szarugi. A teraz Golden Life to już pewnego rodzaju marka, nawet jak występuję solo, to często przedstawiają mnie jako Adam Wolski z Golden Life.

Artur Pruziński: Adam, dziękuję ci bardzo za niezwykle szczery wywiad!

Adam Wolski: Dzięki serdeczne!

Artur Pruzinski