Atom String Quartet i „Penderecki”

dawid lubowicz

Atom String Quartet – polski kwartet smyczkowy nie próżnuje. Rok do roku panowie zaskakują nowym materiałem, zgarniają nagrody, koncertują i tworzą kolejny album. Tym razem wzięli na warsztat mistrza Krzysztofa Pendereckiego. M.in. o płycie „Penderecki”, ale i o wpadkach na scenie czy przywarach kolegów z zespołu, rozmawiam ze skrzypkiem Atomów – Zakopiańczykiem Dawidem Lubowiczem

Artur Pruziński: Dawid – nie jestem ekspertem od Pendereckiego, więc nie będę wypytywał o detale…

Dawid Lubowicz: Ja też nie jestem 😊

Artur Pruziński: No to mamy dobry początek 😊 Chciałbym porozmawiać z tobą o emocjach. Nowy album Atomów to intrygująca psychodelia. Taki był plan?

Dawid Lubowicz: Faktycznie słychać psychodelię na „Pendereckim”. Aczkolwiek wydaje mi się, że płyta jest zróżnicowana. Emocje są skrajnie różne: od psychodelii, gdzie improwizujemy współcześnie, po spokój i harmonię gdzie gramy w bardzo zbliżony sposób do tego, co napisał mistrz.

Artur Pruziński: Czyli część materiału została zaimprowizowana?

Dawid Lubowicz: Ludzie bardzo często nas pytają, ile mamy zapisane w nutach, a ile nie. Bywa różnie. Czasem to jest 70% piosenki czy materiału, innym razem tylko 20%. Reszta to improwizacja.

Artur Pruziński: A jak do płyty odniósł się Penderecki. Spotkaliście się z nim?

Dawid Lubowicz: Nie mieliśmy okazji porozmawiać. Nie znamy się też na tyle, żeby tak sobie zadzwonić do mistrza i podyskutować. Kontakt załatwia się przez asystenta. Mieliśmy pewne obawy, jak do tego podejdzie. Jak się okazało, jest człowiekiem i kompozytorem niezwykle otwartym na świat i kreatywność. Jakiś czas temu Piotr Orzechowski nagrał album z aranżacjami i utworami inspirowanymi twórczością Pendereckiego. Mistrz był zachwycony i powiedział, że dzisiaj młodzi mają inne spojrzenie na muzykę. Widać, że on to szanuje. Mamy taki list, rekomendację od niego, w której napisał, że wszelkie działania, jakie podejmujemy z jego muzyką, on akceptuje. Mamy pełną aprobatę. Z tego, co wiem, to słuchał płyty i mu się podobała.

 

Artur Pruziński: Czemu albumu nie ma na streamingach?

Dawid Lubowicz: To się zadzieje. Może nawet w momencie, gdy wywiad pojawi się już w sieci 😊

Artur Pruziński: Koncert premierowy odbył się w Warszawie, ale płyta ma mocne konotacje ze Szczecinem, zgadza się?

Dawid Lubowicz: Tak. Premiera miała miejsce w Simfonia Varsovia na Grochowskiej w Warszawie. Jesteśmy też szczególnie związani z Filharmonią Szczecińską. Panie, które zawiadują tym ośrodkiem kultury, bardzo nas lubią. W zeszłym roku mieliśmy tam status tzw. rezydenta. Zagraliśmy sześć koncertów w różnych odsłonach: sami bądź z gośćmi. Nagranie „Pendereckiego” w Filharmonii było takim trochę spontanicznym wyczynem. Byliśmy w trasie, zimą i akurat trafiły nam się dwa dni okienka. A że materiał był już gotowy do wejścia do studia, to zadzwoniliśmy do Filharmonii z propozycją, czy by nie chcieli nas nagrać. To nie jest taką oczywistą sprawą, bo oni mają tam około 250 koncertów rocznie. Chcieli akurat sobie zrobić kilkudniowy przestój, ale jak panie dyrektorki się dowiedziały, że to my, to stwierdziły, że zrobią wyjątek, udostępniły nam salę. A nagrał nas realizator dźwięku Mateusz Sołtysik. Także bardzo dziękujemy.

Artur Pruziński: Gracie dużo i często, również na dużych scenach. Czy mimo doświadczenia zdarzają się takie momenty, gdy stres bierze górę i coś idzie nie po waszej myśli?

Dawid Lubowicz: Zdarzają się i to są bardzo dziwne momenty, nieoczekiwane. Jeśli chodzi o np. drżenie rąk, to w wolnych numerach, to jest nawet częste. Pamiętam taką sytuację w Teatrze Roma. Napisałem sobie solo skrzypiec. Końcówka spektaklu, zupełna cisza i tylko moje solo. A w głowie cały czas: zadrży, czy nie zadrży 😊 Takie napięcie. Z Atomami pamiętam, jak graliśmy z Leszkiem Możdżerem w Krakowie i stres mocno dawał mi się we znaki.

Artur Pruziński: Jest jakaś metoda, może seteczka przed występem?

Dawid Lubowicz: My nie stosujemy… jeszcze nie stosujemy 😊 Wielu muzyków nie potrafi wyjść na scenę bez seteczki. Natomiast istnieją metody. Odkryliśmy ostatnio, że przysiady sią sprawdzają. Tuż przed występem, skupiasz się na wysiłku fizycznym. Ja czasami robię też pompki.

Artur Pruziński: Jesteście bardzo zapracowani. Wydajecie dużo płyt Atomów jak i własne. Koncertujecie. Życie kwartetu toczy się chyba głównie wokół muzyki?

Dawid Lubowicz: Tak. Można dodać, że Atom String Quartet to nasze główne zajęcie. Inne działalności podporządkowujemy pod kalendarz Atomów. Zespół jest priorytetem. To nasza pasja, ale i sposób na życie.

Artur Pruziński: Macie chyba też dużo fanów poza Polską?

Dawid Lubowicz: Trudno powiedzieć. To na pewno nie jest muzyka popowa, która trafia do mas. Aczkolwiek graliśmy ostatnio na Woodstocku, był projekt z Zakopower czy z Natalią Kukulską. Myślę, że Niemcy to kraj, w którym jesteśmy rozpoznawalni. Gramy tam dużo koncertów.

Artur Pruziński:  Dawid – reprezentujesz dzisiaj kwartet, więc masz okazję trochę obgadać kolegów z zespołu. Nadać im epitety – w rodzaju: smutny Krzysztof, melancholijny Michał bądź wesoły Mateusz.

Dawid Lubowicz: Trafiłeś. Wesoły Mateusz zdecydowanie. Bywa tak, że jak nam coś nie wyjdzie na koncercie, Mateusz się uśmiecha, a my mamy takie lekkie pretensje, żeby się nie śmiał, nie zdradzał wpadki. Czasami to jest denerwujące. Z drugiej strony Mateusz jest niezwykle konsekwentny w tym co robi i to mi bardzo odpowiada. Michał natomiast – bardzo specyficzna postać. Dwa metry, dziesięć centymetrów wzrostu i duża potrzeba snu. Po koncertach często znika, idzie spać i widzimy się dopiero na śniadaniu. Do tego dość zamknięty w sobie, mało mówi o prywatnym życiu, czasami dowiadujemy się czegoś z innych źródeł, nie bezpośrednio od niego. A Krzysiek – taki melancholik i gaduła równocześnie. Spędzamy ze sobą tyle czasu, że mam wrażenie iż to jest więcej godzin, dni niż z rodzinami. Jak Krzysiek zaczyna monolog, to z reguły wiem, co powie, jaki będzie szyk zdania, puenta. Lubi opowiadać.

Artur Pruziński: Dawid, bardzo dziękuję za wywiad!

 

Chcesz więcej Atomów?

>> Obejrzyj wywiad z wiolonczelistą Atom String Quartet – Krzysztofem Lenczowskim

>> Obejrzyj wywiad ze znakomitym pianistą Władysławem Adzikiem Sendeckim, z którym Atomi nagrali poprzednią płytę.

Artur Pruzinski