Beata Orbik – Slajd

slajd

Beata Orbik – niezwykle uzdolniona młoda wokalistka, podopieczna Marysi Sadowskiej z Voice of Poland, aktualnie jej chórzystka, debiutuje z solowym mini albumem „Slajd”. Z tej okazji Beata odwiedziła mnie na Pradze i opowiedziała słów kilka o płycie, planach na przyszłość, miłości do tańca i muzyki oraz o tym, jak postrzega sztukę. Nie zabrakło też kilku ciepłych słów o jej podlasko-mazurskich korzeniach.  

Artur Pruziński: Czy twoim idolem jest Michael Jackson? Takie dziwne pytanie na początek

Beata Orbik: Wow, faktycznie nietypowe. Bardzo lubię twórczość Michaela Jacksona, ale nigdy to nie był taki mój numer jeden. Bardzo szanuję, bardzo lubię słuchać, ale nie tak, jak np. Beyonce.

Artur Pruziński: Dlaczego o to pytam – wczoraj obejrzałem pierwszy raz „Gang Złych Dam” na twoim kanale You Tube. W teledysku możemy zobaczyć bardzo interesujące choreo taneczne. Widziałbym cię w białym kapeluszu a’la „Smooth Criminal”… taki komplement (śmiech).

Beata Orbik: Przede wszystkim bardzo lubię taniec. Od zawsze kochałam tańczyć i śpiewać. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę coś wybrać, bo nie da się robić dwóch rzeczy tak na sto procent. To znaczy da się, jeśli jesteś Michaelem Jacksonem, Beyonce, czy Justinem Timberlakiem, ale ja nie dałabym rady. Wybrałam wokal, chociaż taniec przewija się przez moje życie, jest ciągle obecny. Planuję przemycać elementy tańca, czy to w teledysku czy może w przyszłości nawet na scenie, np. występując razem z tancerkami, może i ja zatańczę.  A za choreo, o którym mówisz, odpowiedzialna jest Ania Tomczak. Klip wyreżyserowała natomiast Ilona Bekier, też tancerka, choreografka i to bardzo dobra.

 

Artur Pruziński: Widziałem twój występ w Voice of Poland do „Killing me softly”, gdzie tańczyłaś… w zasadzie to Marysia Sadowska tańczyła, a ty trochę z nią. Dlatego się zastanawiałem, czy nie korci się, aby pójść w tę stronę?

Beata Orbik: No właśnie tak. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie jeszcze więcej tańca niż było do tej pory.

Artur Pruziński: 14 maja miała miejsce premiera Twojego mini albumu „Slajd”. Trzy utwory na tym wydawnictwie. Jaki jest cel tej premiery – czy chciałaś się sprawdzić, pokazać z nowej, stricte solowej strony, czy może zaanonsować longplay?

Beata Orbik: Mam nadzieję, że będzie to promocja tego, co będzie działo się za chwilę. Planuję wydać całą płytę, być może jeszcze w tym roku. To jest takie preludium do czegoś większego.

Artur Pruziński: Wcześniej był „Beata Orbik Band”…

Beata Orbik: Tak, to był jeszcze inny materiał, inna muzyka. Graliśmy bardziej funkowo, bluesowo.

Artur Pruziński: A longplay planujesz wydać własnym sumptem, tak ja teraz przez Odpal Projekt, czy z pomocą labela?

Beata Orbik: Własnym sumptem będzie to trochę trudne. Aktualnie szukam wytwórni. Zobaczymy.

Artur Pruziński: Podobno twoimi idolami są Jill Scott, Kayah, Poluzjanci czy Sistars, czyli raczej dużo soul, r&b, trochę jazzu, funky. Tymczasem Slajd jest bardzo elektroniczny, taneczny. Słychać rękę Andrzeja „Fonai” Pieszaka (śmiech)

Beata Orbik: Tak naprawdę przez całe życie słuchałam bardzo różnych stylistyk muzycznych. Co raz  to pojawiają się nowi idole. Długo szukałam własnego kierunku. To był najdłuższy proces, aby tak naprawdę odnaleźć siebie w tym wszystkim, nabrać pewności, w którym kierunku chcę pójść. Zaczynałam od funky, soul – takiej muzyki słuchałam sporo jeszcze kilka lat temu, chociaż pojawiała się już wtedy w moich głośnikach muzyka elektroniczna. Aktualnie coraz mocniej wchodzę w ten elektroniczny świat, kręci mnie to. Obrałam ten kierunek świadomie. I faktycznie, siłą rzeczy w moich piosenkach słychać bardzo Andrzeja, który lubi elektroniczne brzmienia. Dobrze się dogadujemy w tym temacie. Bardzo lubię z nim pracować. I chyba mogę też stwierdzić, że podobnie myślimy o muzyce.

Artur Pruziński: A jak koncerty, planujesz je teraz czy czekasz na dłuższy materiał bądź promocję?

Beata Orbik: Jak najbardziej chciałabym grać teraz koncerty. Natomiast jestem na początku drogi i nie do końca jest to takie proste, aby zorganizować koncert. Organizatorzy większych festiwali nie są za bardzo zainteresowani, jeśli nie masz jeszcze „wyrobionego” nazwiska. Jeśli chodzi o repertuar, to mamy prawie skończoną płytę, a więc jest materiał. Koncert autorski odbył się póki co jeden, w grudniu. Teraz przede mną kilka ważnych miesięcy. Skupiamy się póki co na promocji.

Artur Pruziński: Powiedz proszę parę słów o osobach zaangażowanych w powstanie albumu Slajd.

Beata Orbik: Muzykę stworzyliśmy wspólnie z Andrzejem „Fonai” Pieszakiem. Za teksty odpowiadają Igor Seider, Joanna Piwowar-Antosiewicz oraz Michał Skrok, ja też dodałam trochę od siebie w utworze „Zabij gniew”. Miksy i masteringi to dzieło Marcina Szwajcera.

Artur Pruziński: Odnośnie chórków, jak się odnajdujesz w tych u Marysi Sadowskiej?

Beata Orbik: Współpracuje się świetnie. Dużo się uczę. Cieszę się, że mogę z nią pracować. Marysia też nas mocno wspiera w poczynaniach autorskich.

Artur Pruziński: Tak, widziałem, że pojawiła się u ciebie w filmie na Odpal Projekt.

Beata Orbik: Tak, dokładnie. Bardzo nam pomaga. Na koncertach też mamy zawsze swoje, przysłowiowe pięć minut.

Artur Pruziński: A dobrze płaci? (śmiech)

Beata Orbik: Haha, tego nie mogę powiedzieć.

Artur Pruziński: Na sam koniec… jesteś z Mazur, dobrze mówię? Uczyłaś się w Augustowie?

Beata Orbik: Dokładnie z Podlasia, Bargłów Kościelny. W Augustowie chodziłam do Liceum. Uwielbiam Podlasie, ludzie są bardzo otwarci, panuje tam niesamowity spokój. Lubię tam wracać.   Nawet taki krótki, dwudniowy  wypad daje mi dużo spokoju i nowej energii do działania.

Artur Pruziński: Dzięki za wywiad!

Beata Orbik: Dziękuję!

Artur Pruzinski