Czechoslovakia – taki brud to ja szanuję!

czechoslovakia

Zaczęli jako duet Piskorz-Strzelczyk i najpierw grali sentymentalno-minimalistyczne piosenki o dzieciństwie, z automatem perkusyjnym. Teraz jako trio Piskorz-Kunicki-Mondrzejewski grają garażowego rocka, „bez obróbki”, za to z klimatem. Czechoslovakia wcale nie umarła, a jedynie zniknęła z mapy! Zapraszam do lektury wywiadu z Adamem Piskorzem – liderem grupy.

Artur Pruziński:  „Taki dobry brud szanuję – w brzmieniu i na obrazku.” – to jedna z opinii na waszym kanale YouTube. Ja się z nią zgadzam, a Ty?

Adam Piskorz: Jasne! Bardzo zależało nam na uchwyceniu brudu już w samym nagraniu. Wzmacniacze mieliśmy tak rozkręcone, że większość partii nagrywaliśmy na granicy sprzężenia. Od dawna marzyła mi się płyta nagrana w ten sposób i to nie w studiu a w sali prób. Nie chciałem nakładać na to żadnych zabiegów produkcyjnych, żadnego upiększania, tylko uzyskać, że tak powiem – flaki 🙂 Andrzej Kędzierski, który nagranie realizował i potem miksował zgodził się na taki pomysł, choć na co dzień realizuje zupełnie inną muzykę. Oczywiście pod tym brudem jest spory zasób przyjemnych melodii. One przenikają się z nim, czasem wypływają z pisków i wzbudzania gitary. Tworzą wspólną falę.

Jeśli chodzi o obrazek to klip kręciliśmy na spontanie na dawnych Garnizonowych Magazynach Broni, czyli popularnym gdańskim „poligonie”, który niestety stał się już placem budowy. VHSowy efekt uzyskałem poprzez kilkukrotne psucie materiału różnymi sposobami w trakcie montażu.

Artur Pruziński: Zaczynaliście jako duet z automatem perkusyjnym, potem pojawił się bębniarz, ale wciąż graliście „czysto”. W zespole nastąpiła zmiana składu. Album „HVST” to już brud. Zastanawiałem się, gdzie mimo tylu zmian, znajduje się wspólny mianownik. I sądzę, że to sentymentalizm, który słychać zarówno w takich „Chwastach” jak i „Wakacyjnym”…

Adam Piskorz: Wspólny mianownik to po prostu moja wrażliwość. Nie wiem czy to jest sentymentalizm, bo on kojarzy mi się raczej z ckliwością i jakimś wspominaniem tego, co było kiedyś. Myślę, że wspólną myślą łączącą nasze 3 płyty nagrane w różnych składach jest chęć spojrzenia na rzeczywistość w nieoczywisty sposób. Czasem używaliśmy do tego celu pogodnego, dziecinnego języka i częstochowskich rymów, ale pod nimi kryło się drugie, ciemne dno. Tym razem teksty też unikają skomplikowanych metafor i chyba można je łatwo zrozumieć, ale niosą ważną dla mnie osobiście treść. Myślę, że HVST generalnie jest o poczuciu jedności ze światem, o pogodzeniu się w różnych aspektach od międzyludzkich do relacji z przyrodą, szczególnie tą najbliższą pod blokiem.

Artur Pruziński: Aktualnie gracie jako trio, czy to optymalny i finalny skład?

Adam Piskorz: Zdecydowanie tak. Niczego nam nie brakuje. Power trio to maksimum mocy przy minimalnej ilości kompromisów i problemów organizacyjnych. Trafiłem na ludzi, z którymi w mig się dogaduję na płaszczyźnie muzycznej i towarzyskiej.

Artur Pruziński: Ty jesteś takim motorem napędowym, liderem zespołu?

Adam Piskorz: Odkąd zespół opuścił Paweł Strzelczyk to chyba można tak powiedzieć. Wcześniej byliśmy duetem z obowiązkami po równo. Teraz to mój folwark 🙂 ale Kuba i Mateusz bardzo mi pomagają, szczególnie pod względem muzycznym. Natomiast ja odpowiadam za całościową koncepcję, teksty, oprawę graficzną itp.

Artur Pruziński: Jakbyś zachęcił ludzi, którzy was nie znają, aby zapoznali się z waszą twórczością?

Adam Piskorz: Najlepszą zachętą jest chyba odpalenie „Meduzy” na YT. W tym numerze jest esencja tego, o co chodzi nam muzycznie i albo ktoś to kupuje od razu w całości, albo to nie jego bajka. W skrócie to:

  • 90sowe myślenie o graniu na gitarach
  • melodie ukryte pod brudem
  • pewna nonszalancja i luz, brak napinki
  • teksty wprost, ale z głębią
  • smashing-ściankins 🙂
  • grunge spotyka shoegaze.

Dziękuję za rozmowę!

Artur Pruzinski