GLUPIOWYSZLO – raperska nawijka, ciekawy tekst i beat

glupiowyszlo

GLUPIOWYSZLO, czyli Bartłomiej Luzak w scenerii Tokio powraca do przyszłości. To drugi singiel łódzkiego artysty. Warto zapoznać się z tym materiałem. Jeśli lubisz dobre beaty, zacne teksty i nieoczywistą stylistykę, obejrzyj, posłuchaj i przeczytaj, co ma do powiedzenia sąsiad O.S.T.R.

Artur Pruziński: Bartek, gratuluję drugiego singla „Powrót do przyszłości”, niezła raperska nawijka, ciekawy tekst i beat. Masz chyba zapędy do bycia poetą i inteligentem kultury? 🙂 

Bartek Luzak: To chyba zależy od tego, co masz na myśli mówiąc „inteligent” (śmiech). Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach słowo to bywa wypowiadane przede wszystkim z nutą ironii. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych osób moje teksty mogą być w jakimś tam stopniu pretensjonalne, ale zdecydowałem się na pewną konwencję i chciałbym, żeby pierwsza EPka miała w sobie zarówno poezję, jak i wspomnianą inteligenckość. Zapędy mam przede wszystkim do zabawy słowem. Lubię nawiązania do popkultury, podwójne dna, wieloznaczność i teksty, które niejednokrotnie zmuszają do używania Google w celu pełnego zrozumienia tego, „co autor miał na myśli”. To, że sam przemycam u siebie takie elementy, jest więc całkiem naturalne. Brzmienia i sample, które wykorzystuję w utworach, to dodatkowe warstwy tej układanki. Razem tworzy to pewną koncepcyjną całość, która w formie suchego tekstu nie byłaby dla mnie chyba wystarczająco atrakcyjna.

Artur Pruziński: Pochodzisz z Łodzi, czyli miasta z którym niezmiennie kojarzy mi się O.S.T.R. i osiedle Bałuty, o którym często rapował. Gdybym miał Cię jednak do kogoś porównać, to bardziej pasuje mi tu Łona albo Taco Hemingway. Wzorujesz się na kimś? Do kogo z twórców rodzimej sceny jest Ci najbliżej?

Bartek Luzak: Takie porównania to duży komplement, za co oczywiście bardzo Ci dziękuję. Na pewno imponują mi błyskotliwość i erudycja Łony. Taco kupił mnie przede wszystkim storytellingiem z pierwszych dwóch płyt i umiejętnością wykorzystywania w swoich historiach celnych obserwacji pewnych schematów zachowań naszego pokolenia. Daleko mi jednak do wzorowania się na kimkolwiek – przynajmniej jeśli chodzi o teksty. Kiedy wymyśliłem sobie, że chcę zacząć pracować nad własnym materiałem, największym problemem była dla mnie technika, czyli to, jak te słowa mają wydostawać się z moich ust i układać na bitach. Moje dotychczasowe zabawy z muzyką to przede wszystkim teksty pisane dla innych artystów, gitara basowa, którą lata temu odwiesiłem na ścianę oraz sporadyczne dłubanie w programach typu Logic i Ableton. Dopiero przy pracy nad własnym materiałem zacząłem zwracać uwagę na podziały rymów, oddechy, przyspieszenia i różne style rapowania. Pomocy w tym temacie nie szukałem raczej na rodzimej scenie muzycznej. Mimo że anglojęzyczne teksty działają na nasz aparat mowy zupełnie inaczej, to jednak jakoś bliżej było mi do takich artystów jak Scroobius Pip, Mike Skinner albo Aesop Rock. I to właśnie w ich twórczości szukałem punktów odniesienia w kwestii techniki.

Artur Pruziński: Teledysk do utworu „Powrót do przyszłości ” realizowałeś w Japonii. Tak wyszło przy okazji wakacji, czy to celowa idea?

Bartek Luzak: Jechałem na wakacje z myślą, że fajnie byłoby tam nagrać jakieś ujęcia do klipu, korzystając z uroków Osaki i Tokio. Kilka dni przed wyjazdem mój serdeczny przyjaciel Łukasz „Rogini” Robakiewicz z Lukier Records podesłał mi pierwszy miks utworu, więc mogłem już nawet puścić sobie jakiś playback i zarejestrować na miejscu coś więcej niż tylko ładne widoczki. Wiem jednak jak kończą się wakacje z kamerą. Jakieś 3 lata temu leciałem do Tokio z myślą zrealizowania czegoś na kształt dokumentu. To był całkowicie prywatny wyjazd, ale zabrałem ze sobą wielki plecak sprzętu. Efekt był taki, że przez miesiąc nie do końca wiedziałem, czy jestem w pracy, czy na wakacjach. Finalnie nic z tego nie wyszło, dlatego teraz leciałem tam z zupełnie innym nastawieniem. Jedyny sprzęt filmowy, jaki zabrałem, to niewielki gimbal do telefonu. „Powrót do przyszłości” bazuje na retro sentymentach przeplatających się ze współczesną popkulturą i nowymi technologiami. Idealnym pomostem dla wszystkich tych elementów była aplikacja mobilna VHS Camcorder. Smartfon zastąpił mi starą kamerę VHS dając obrazek, który idealnie wpasował się w całą konwencję. To powrót do przyszłości w dosłownym znaczeniu. Robotę zrobiło też oczywiście samo Tokio, które od lat inspiruje artystów nawiązujących w swoich pracach do estetyki Vaporwave i New Retro Wave. „Machanki” w jeden wieczór nagrała moja wybranka serca Marysia, czyli ta sama osoba, która użyczała swojego wokalu w „Marli”. Reszta ujęć to przekonwertowane ujęcia z poprzedniego wyjazdu i trochę tego, co nagrałem telefonem podczas tegorocznych wakacji. Po 3 latach okazało się, że tamten stary materiał nie poszedł tak do końca na marne.

Artur Pruziński: Zapowiadasz w Internecie mini-album. Co to będzie?

Bartek Luzak: Tak jak mówiłem wcześniej, rozpoczynając pracę nad pierwszym singlem miałem w głowie pewną konwencję, w obrębie której chciałem się poruszać. Dwa pierwsze utwory dają już chyba pewien obraz tego, dokąd to wszystko zmierza – stylistycznie i tematycznie. Teraz pracuję nad kolejnymi kawałkami, które trafią do sieci razem z „Marlą” i „Powrotem do przyszłości” już w formie EP-ki lub minialbumu. Zwał jak zwał – na pewno nie będzie to niewiadomo jak długi materiał. Chciałbym zamknąć ten koncept w kilku utworach i zacząć pracę nad nowymi rzeczami. Mam już pomysły, do których, szczerze mówiąc, palę się teraz bardziej niż do tego, co mam w tej chwili rozgrzebane w projektach. Chciałbym jednak najpierw skończyć jedno i dopiero potem brać się za nowe rzeczy. Nie chcę składać żadnych wiążących deklaracji, ale byłoby super, gdybym zdążył ze wszystkim do wiosny. W nadchodzących utworach na pewno nie zabraknie popkulturowych nawiązań, retrosentymentów i zabawy słowem.

Artur Pruziński: Kim jest Bartek Luzak, poza tym że pochodzi z Łodzi?  

Bartek Luzak: Jeśli pytasz o życie prywatne – piszę rzeczy i z doskoku produkuję materiały wideo. Mam dwa koty, lubię dobrą kawę i składanie plastikowych modeli robotów od Bandai. Nie przepadam za kolendrą i wciąż nie potrafię określić mojego stosunku do smaku pachnotki bazyliowatej.

Artur Pruziński: Dzięki i powodzenia!

Artur Pruzinski