Joanna Morea i Adam Potęga

Morea

Joanna Morea – znakomita flecistka, saksofonistka i wokalistka już po raz drugi u nas! Tym razem we współpracy z DJ Adamem Potęgą. Artyści prezentują nieoczywisty i interesujący projekt „Joanna Morea With Power”. Mieszanka electro-groovu Adama oraz solówek Joanny. Sprawdźcie.

Artur Pruziński: Rozmawialiśmy ponad rok temu o płycie „Crazy People”. Potem ja gościłem w twojej audycji „Pociąg do jazzu” w roli muzyka zespołu SUOVA. Dziś spotykamy się trzeci raz. A to dzięki wydawnictwu „Joanna Morea With Power”.  Powiedz, co się u ciebie zmieniło przez te półtora roku?

Joanna Morea: Zmiana to niezupełnie trafne słowo. Ja zaczynam szukać. Robię równocześnie różne rzeczy. Prowokuje mnie do tego wszystko dookoła, łącznie z opiniami, muzyką która się pojawia w Polsce i na świecie. W efekcie razem z Adamem doszliśmy do wniosku, że pobawimy się trochę.

Artur Pruziński: Można chyba powiedzieć, że Adam Potęga przygotował ci elektroniczny groove pod twoje solówki na flecie i saksofonie?

Joanna Morea: Nie tylko. Ja piszę muzykę, komponuję i wysyłam mu z grubsza ustaloną formę. On do tego dostosowuje myślenie elektroniczne.

Artur Pruziński: Czyli transponuje nuty na groove, na komputer?

Joanna Morea: Nie transponuje. Dokłada, wymyśla synty. Ja mu czasem dorzucam jakieś linie basu. On to wypełnia kolorystyką. Bywa, że nadaje zupełnie inne brzmienie. Potem się dogadujemy.

Artur Pruziński: Współpracujecie głównie korespondencyjnie?

Joanna Morea: Nie tylko. Również się spotykamy.

Artur Pruziński: Pamiętam, że wspominałaś mi – to chyba było przy okazji „Crazy People” – o planach na projekt z międzynarodowym składem, o współpracy z producentem MilionBeats. Myślałem że pójdziesz w tę stronę, tymczasem pojawił się Adam. Co prawda pierwszy singiel z „Joanna Morea With Power” wyszedł jeszcze w poprzednim roku, ale wasza współpraca chyba jednak jest pewnego rodzaju zaskoczeniem…

Joanna Morea: Adam jest blisko, na miejscu, łatwiej się sprzęgamy. Natomiast mam nagranych kilka numerów z Pawłem (przyp. red. Paweł Sambor, MilionBeats), ale to są bardziej komercyjne klimaty. Czekamy na dobry moment z tym materiałem, prowadzę różne rozmowy, no i zobaczymy co z tego wyniknie.

Artur Pruziński: Na swojej nowej płycie nie śpiewasz. Dlaczego?

Joanna Morea: Zdecydowaliśmy z Adamem, że chcemy mieć produkt instrumentalny. Dla mnie to też swoisty manifest. Chcę pokazać, że kobieta może być traktowana jako stuprocentowa instrumentalistka. Po prostu gram, myślę i piszę instrumentalnie. Większość kobiet muzyków jest kojarzona wyłącznie z wokalem, czasem z akompaniującym mu pianem. Pojawiają się oczywiście instrumentalistki, ale ciężko im się przebić. Na studiach byłam jedyną instrumentalistką na roku.

Artur Pruziński: Jak z perspektywy tych kilku tygodni od premiery oceniasz reakcję fanów, mediów na twoją nową płytę, kooperację z Adamem?

Joanna Morea: Nie powinnam tego oceniać, bo jestem w środku. Natomiast jestem pozytywnie zaskoczona. Skłamałabym twierdząc, że ludzie uważają iż to jest nowatorskie i w ogóle. Ale materiał się podoba. Niektórzy co prawda mówią, że wolą mnie w odsłonie swingowej typu „Crazy People”. Ale inni piszą – pani Joanno, słucham tej epki już któryś raz i zaczynam odkrywać tyle warstw, fajnie że robi pani coś nowego. Przy tym wszystkim jestem bardzo „koncertowa”. Najlepiej czuję się występując. A z tym materiałem już gramy, widzę reakcje ludzi i to się podoba.

Artur Pruziński: Czyli nastąpi ciąg dalszy waszej kooperacji?

Joanna Morea: Tak. Mamy skończony materiał na pełny album. Instrumentalny.

Artur Pruziński: Gdybyś nie była muzykiem, to co byś robiła w życiu?

Joanna Morea: Podróżowałabym po świecie. Jedną z moich fascynacji jest marynistyka, szczególnie akweny tropikalne. W ogóle jestem bardzo zakochana w naturze.

Artur Pruziński: Dlatego wylądowałaś w Żyrardowie 😊

Joanna Morea: No właśnie! 😊

Artur Pruziński: To ostatnie pytanie. Wracamy do muzyki. Wyobraź sobie sytuację – ktoś ci proponuje wycięcie nerki, a w zamian możesz zagrać z dowolnym artystą. Kto by to był?

Joanna Morea: Hah, bardzo nie lubię takich ostrych pytań. I to jeszcze tylko jednego artystę…

Artur Pruziński: Możesz wybrać trzech i stworzyć zabójczy kwartet.

Joanna Morea: Nie ułatwiłeś mi zadania. Jedną z moich fascynacji jest Trilok Gurtu – hinudski perkusjonista, znakomity, grał zresztą z największymi. Buster Williams – świetny basista. Ron Carter – kompozytor, kontrabasista. Miałam z nim okazję się spotkać, porozmawiać. Z saksofonistów Branford Marsalis, Kenny Garrett. Dlaczego miałaby ze mą nie zaśpiewać Diana Krall? Tym bardziej, że sporo osób mnie do niej porównuje.

Artur Pruziński: W tym i ja! 😊 Dzięki za wywiad i powodzenia Asiu!

Artur Pruzinski