Joanna Morea – Crazy People

Joanna Morea

Joanna Morea – wokalistka, flecistka, saksofonistka, autorka tekstów, kompozytorka, aranżerka, absolwentka Królewskiego Konserwatorium w Brukseli na wydziale jazzu i muzyki rozrywkowej, klasy fletu oraz aranżacji i kompozycji. Koncertowała w Belgii, Holandii, Niemczech, Anglii. Od kilku lat coraz częściej „udziela się” w Polsce. Od premiery jej nowej płyty „Crazy People” minęło kilka miesięcy, a nam udało się nareszcie porozmawiać. Zachęcam do lektury. Przed Wami diva polskiego swingu.

Artur Pruziński: Joanna – słuchałem twojej płyty „Crazy People” z wypiekami na twarzy. Prawdziwy, rozrywkowy swing…polska Ella Fitz-gerald?

Joanna Morea: Bardzo mi miło, to mocny komplement, ale myślę, że do Elli trochę mi jeszcze brakuje. Rzeczywiście swing jest mi bliski, uśmiecham się sama do siebie, kiedy podkręcam mocniej każdą kolejną frazę czy to graną czy to zaśpiewaną. Ma się kołysać, ma się bujać, ma meandrować rytmicznie, tak się wręcz skradać. Uwielbiam to.

Artur Pruziński: W ostatnim czasie obserwuję powracającą modę na lindy-hop, potańcówki. Sam niedawno wziąłem udział w takiej imprezie – grała Warszawska Orkiestra Sentymentalna. Nie korci cię, aby sprawiać radość ludziom i częściej grywać koncerty typowo taneczne? 

Joanna Morea: Był czas, a były to lata 2014-15, kiedy dość regularnie grywałam na takich potańcówkach, głównie w Warszawie. Wiadomo, że muzyka na żywo jest bezkonkurencyjna, ale czasem organizatorzy zaczynają kalkulować. Tu przegrywamy z Dj-ami. Nie mogę jednak narzekać. Prawie zawsze kiedy gramy repertuar swingowy, zwłaszcza z formacją JOANNA MOREA &HER SWINGIN’ BOYS publiczność tańczy gdzieś w zakamarkach sal, a kiedy koncert jest plenerowy, wtedy jest jeszcze łatwiej. Wciąż roztańczona do muzyki swingowej jest tzw. „Stara Stodoła” – cudowna grupa ludzi działająca przy klubie Stodoła w Warszawie, gdzie również grywam. Także nie tylko mnie to korci, ale ja to robię.

Artur Pruziński: Twoje CV muzyczne, jeśli chodzi o wykształcenie, instrumentarium robi ogromne wrażenie. W którym elemencie rzemiosła, gry, twórczości czujesz się najbardziej komfortowo?

Joanna Morea: Przede wszystkim jestem flecistką, to mój „koronny” instrument i grając na nim wprowadzam chyba najwięcej zaskoczenia, zamieszania i pewnego zachwytu( zabrzmiało nieskromnie). Nie tylko to, jak gram dziwi, ale to że w ogóle jest to flet poprzeczny, który skądinąd nie jest najbardziej popularnym instrumentem w muzyce swingowej. Śpiew stał się taką naturalną formą wyrażania siebie w muzyce, natomiast z saksofonami to były etapy. Już na studiach zaczęłam grać na saksofonie altowym i pamiętam, jak wtedy niektórzy wróżyli mi  karierę saksofonistki, ale bardziej w muzyce funky czy w nowoczesnych brzmieniach jak modern jazz czy rock jazz. Potem jednak wyjechałam w podróż dookoła świata i flet był wygodniejszy i lżejszy w podróży i tak na pewien czas zaniechałam gry na saksofonie. Kiedy już mi się zatęskniło za saksofonem, po okresie macierzyństwa, to kolejno dokładałam sopranowy, tenorowy…itd

Artur Pruziński: Wracam do tematu płyty. Na „Crazy People” gościnnie zagrali Zbigniew Namysłowski i Urszula Dudziak, a więc tuzy polskiego, a właściwie światowego jazzu. Jak twoje wrażenia… polubiliście się? (śmiech). 

Joanna Morea: O tak, jak najbardziej. Zarówno Ula jak i Zbyszek to niesamowicie otwarci ludzie. Podczas nagrań, mimo mojej tremy, było tak, jakbyśmy się znali od zawsze, a do tego świetnie rozumieli. Mogłam zachowywać się jak lider całego przedsięwzięcia. I to było fantastyczne. Z Ulą stałyśmy się kumpelkami. Wciąż mamy ochotę na wspólne plany. Na płycie jest jeszcze jedna gwiazda jazzowe z polskiej sceny. To Robert Majewski, grające na trąbce i flugelhornie. To także fenomenalny muzyk i niezwykle sympatyczny człowiek.

Artur Pruziński: Bardzo dużo podróżowałaś po świecie. Swing ma korzenie w Stanach. Nie chciałabyś nagrać płyty jazzowej w składzie międzynarodowym? 

Joanna Morea: Chciałabym i wszystko wskazuje na to, że tak się stanie i to jeszcze  w tym roku. Wiem, że rok się zaczął czyli mamy niby dużo czasu, ale pewne etapy trzeba zaplanować, a to już się zaczęło. Więcej na ten temat powiedzieć nie mogę, chwilowo.

Artur Pruziński: To taka wisienka bądź truskawka na torcie na sam koniec. Knujecie coś wspólnie z producentem MilionBeats?

Joanna Morea: Wow, jakie pytanie. Knujemy, knujemy! I mam nadzieję, że nawet zamieszamy, ale to już nie swingowy rozdział. Jak już zaczniemy, wtedy chętnie coś na ten temat opowiem albo opowiemy. Tymczasem działamy czy też knujemy.

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad.

 

Artur Pruzinski