Kinga Miśkiewicz – ten wokal i tempo!

Kinga Miśkiewicz

Kinga Miśkiewicz – znana z duetu Furia Futrzaków i ekipy Mesa nareszcie debiutuje pod własnym nazwiskiem. Przebojowa ep-ka „TO MI NIE” zawiera cztery znakomite numery (nóżki same chodzą, że aż miło) i równocześnie zapowiada longplay. Zachęcam do przesłuchania. Unikam analogii, ale żeby Was zachęcić, użyję bynajmniej nieprzesadzonego porównania. Moloko, La Roux – jeśli te pseudonimy artystyczne coś wam mówią, sprawdźcie, co ma do zaoferowania Kinga Miśkiewicz. 

Artur Pruziński: Słuchałem twojej płyty kilkukrotnie. Bardzo mi się podoba. Myślę, że jej motywem przewodnim jest przebojowość…

Kinga Miśkiewicz: Dziękuję. Do muzyki jak i do całego życia podchodzę intuicyjnie, nie planuję z góry niczego. Nie planowałam też tego, jak ta płyta ma wyglądać.

Artur Pruziński: Bez dwóch zdań jest spójna.

Kinga Miśkiewicz: Tak mi się wydaje. Pokazuje mój stan ducha, jest bardzo prawdziwa, ale mimo wszystko nie była planowana pod kątem spójności. Album powstawał w pewnym przedziale czasowym, numery na ep-kę wybrałam spontanicznie.

Artur Pruziński: To cię chyba zaskoczę. Dla mnie wyznacznikiem tego, czy płyta ma spójny charakter są potencjalne problemy z wyborem singla. Każdy utwór z ep-ki „TO MI NIE” mógłby figurować z powodzeniem na listach przebojów.

Kinga Miśkiewicz: Na płycie też znajdzie się parę numerów, które mogą zostać singlami. Na ep-kę po prostu weszły numery dopięte na ostatni guzik. Mogłam je już pokazać. Słucham bardzo dużo popu, lubię przebojową muzykę. Andrzej Pieszak (współodpowiedzialny za projekt) uwielbia specyficzną, syntetyczną muzykę. Więc cały materiał to trochę taka wypadkowa, miks naszych inspiracji.

Artur Pruziński: Śpiewasz teksty bliskich ci osób. Ten Typ Mes, z którym występujesz na co dzień w jego zespole, jest odpowiedzialny w tej materii za ostatni utwór z ep-ki „Pchli targ”. Nie czujesz się z tym nienaturalnie?

Kinga Miśkiewicz: Rzeczywiście są to teksty osób, które mnie znają, nie mają przypadkowego charakteru. Wynikały z naszych rozmów. Dyskutowaliśmy o tym, o czym ma być piosenka. Znam się na tekstach, wiem które są dobre. Uznałam po prostu, że teksty, które próbowałam tworzyć gdy materiał powstawał, nie były wystarczająco dobre… Otaczają mnie tacy wspaniali tekściarze, że stwierdziłam, iż trzeba wykorzystać ten fakt. Co tu dużo mówić – jestem bardzo zadowolona z tej współpracy. Ale na płycie znajdą się dwa teksty mojego autorstwa, czy też współautorstwa. Te dobre (śmiech).

Artur Pruziński: Robisz to, co lubisz i podkreślasz ten fakt w wywiadach. A czy zdarzyło ci się np. pracować w „znienawidzonym” korpo?

Kinga Miśkiewicz: Nigdy w życiu (śmiech). Natomiast był taki moment, kiedy bardzo zazdrościłam ludziom, którzy mają etat, takiego bezpieczeństwa finansowego. Wtedy się bardzo starałam, żeby jako nauczycielka śpiewu znaleźć etat. Nie udało się. Musiałam zakasać rękawy, założyć własną firmę i to jest chyba najlepsze, co mi się przydało w życiu.

Artur Pruziński: Z innej beczki – „Odpal projekt” czyli crowdfunding. Co o tym myślisz, czy w twoim wypadku taki sposób na pozyskanie funduszy na płytę sprawdził się i czy rekomendujesz artystom ten mechanizm wsparcia finansowego?

Kinga Miśkiewicz: Zdecydowanie rekomenduję. W ten sposób mogłam też sprzedać sporo swoich ep-ek już w przedsprzedaży. Co więcej, to mnie też zmotywowało do pracy. Osobom, które wsparły projekt, obiecałam bowiem, że płyta wyjdzie, że na płycie znajdą się podziękowania.

Artur Pruziński: A czy twoim zdaniem polski artysta jest w stanie wyżywić siebie i rodzinę koncentrując się tylko na pracy artystycznej, czy jednak musi dorabiać w korpo?

Kinga Miśkiewicz: Myślę, że wiąże koniec z końcem, a nawet całkiem nieźle sobie radzi. To też zależy, jaka kwota kogo zadowala. Wydaje mi się, że spokojnie można zarobić średnią krajową, ale jeśli ktoś ma ochotę na więcej, to trzeba zakasywać rękawy, inwestować też w siebie, bo te pieniądze bardzo szybko wracają.

Artur Pruziński: A czy w twoim wypadku bierzesz pod uwagę granie na scenie za przysłowiowe piwo, na co decyduje się wielu artystów, czy jednak wychodzisz z założenia, że to jednak praca, która wymaga godziwego wynagrodzenia i trzeba się cenić?

Kinga Miśkiewicz: Nie ukrywam, że jestem już dużą dziewczynką i nawet nie byłabym w stanie sobie już pozwolić na to, żeby grać za zwrot kosztów, bo zwyczajnie muszę opłacić rachunki. Co więcej, będę grała koncerty ze wspaniałymi muzykami, którzy żyją tylko i wyłącznie z grania koncertów. I tym wspaniałym muzykom będę musiała również zapłacić. Także…ciężkie pytanie (śmiech). Nie ma opcji grania za piwo, szanujmy się!

Artur Pruziński: Kiedy premiera longplay’a?

Kinga Miśkiewicz: Prawdopodobnie maj/czerwiec. Natomiast jest parę elementów, które trzeba dopiąć, niezależnych ode mnie, także zrobię co w moich siłach, żeby wtedy się ukazała, ale na 100% nie potwierdzam. Na pewno wyjdzie.

Artur Pruziński: To tak dla rozluźnienia atmosfery na sam koniec, jesteś kociarą?

Kinga Miśkiewicz: Jestem kociarą. W zasadzie od jakiegoś czasu też psiarą. Dziś nie jestem gadułą…

Artur Pruziński: Czyli od zwierza do zwierza (śmiech). Dzięki za wywiad!

Kinga Miśkiewicz: Dziękuję bardzo!

Artur Pruzinski