List Otwarty, czyli Jazz-Hop z rockową nutą ze Szczecina. Łona i Hey w jednym!

Bałagan

List Otwarty, czyli jazz-hopowy duet z domieszką rocka i elektroniki, wkracza z impetem na polską scenę muzyczną. Bartłomiej Mieżyński i Aleksander Więcław pochodzą z dalekiego Szczecina, mini-ojczyzny Łony i Hey. Jeśli wspomniane gwiazdy bądź takie marki jak Taco Hemingway, US3 wzbudzają u Was pozytywne emocje, to znaczy, że powinniście posłuchać Listu Otwartego. Amen. 

Artur Pruziński: Bartłomieju – na wstępie gratuluję znakomitej, klimatycznej i… bardzo inteligentnej płyty; Tobie i całemu zespołowi. A skoro jesteśmy przy składzie – List Otwarty to aktualnie duet czy kwartet?

Bartłomiej Mieżyński: Bardzo dziękuję za dobre słowa. Spędziliśmy mnóstwo czasu przy tym materiale i mimo ogromnej liczby popełnionych błędów (zwłaszcza studyjnych) jesteśmy zadowoleni z efektu – przy czym utwierdzają nas takie opinie, jakie w pierwszej części pytania wystosowałeś. List Otwarty to już od dłuższego czasu duet – razem z Olkiem jesteśmy jedynymi uczestnikami tego przedsięwzięcia od samego początku, choć bez udziału kilku innych osób „Bałagan” z pewnością by nie powstał. „Przeżyliśmy” podczas procesu twórczego między innymi dwóch gitarzystów (Miłosza Miecznika i Rafała Opielę), z których każdy wrzucił swoje cegiełki kompozycyjne do całości. Z pewnością ich obecność w pewnym stopniu ukierunkowała List Otwarty na dobrą ścieżkę rozwoju. Czy duetem pozostaniemy? Tego jeszcze sami nie wiemy, póki co skupiamy się na pracach nad drugim krążkiem we dwóch.

Artur Pruziński: Jesteś multiinstrumentalistą, wokalistą – można by powiedzieć, trochę taki polski Prince, gdyby nie to, że na bardzo soczystym basie wspomaga cię Aleksander Więcław.

Bartłomiej Mieżyński: Myślę, że nazwanie mnie multiinstrumentalistą jest bardzo mocno na wyrost – faktycznie, jestem perkusistą, ale na tym kończy się mój talent do instrumentów samych w sobie. Podczas komponowania zazwyczaj przysiadam do komputera z gitarą lub klawiszami i długimi godzinami poszukuję dźwięków, które dopasowuję następnie do rytmizacji, na której znam się znacznie lepiej. Trochę też wiem o tworzeniu elektroniki, co mam nadzieję słychać gdzieniegdzie na „Bałaganie”, a znacznie więcej będzie słychać na drugim albumie, który powstaje. Zdecydowanie to Aleksander jest tą bardziej melodyjną częścią Listu i jestem bardzo zadowolony z tego, że pracujemy razem. Uważam go za niezwykle utalentowanego muzyka, odpowiada wszak za większość naszych kompozycji.

Artur Pruziński: Album „Bałagan” to mieszanka hip-hopu z jazzem, elektroniką i progresywnym rockiem. W jednej z recenzji natrafiłem na porównanie z US3. W jakim kierunku zmierzacie twoim zdaniem?

Bartłomiej Mieżyński: Po jednym z koncertów jakiś czas temu (długo przed wydaniem „Bałaganu”) podszedł do mnie nieznany mi jegomość ze słowami na ustach: „Chłopaki, nie wiem co wy gracie, ale to jest świetne”. Ten moment, myślę, ugruntował moje przekonanie o tym, jak List Otwarty powinien brzmieć. Staramy się mieszać jak najwięcej gatunków muzycznych tak, by brzmiało to przy okazji logicznie i spójnie. Istotną rzeczą są oczywiście teksty, które nadają ton każdej kompozycji. W jakim kierunku zmierzamy? Nie chcę zdradzać szczegółów (by móc czymś znowu zaskoczyć), więc powiem tylko że czeka nas dużo więcej elektroniki, o czym wspomniałem w odpowiedzi na poprzednie pytanie. Myślę też, że będziemy starali się jak najdalej odejść od hip-hopu, a zatem tekstu będzie mniej – kilka razy w dotychczasowych recenzjach widziałem opinię że ilość informacji przekazywanych przeze mnie jest tak duża, że słuchacz w pewnym momencie nie wie, co się dzieje. Uważam, że warto się nad tym zastanowić. Olo nieraz powtarzał mi, że gdybym nie wytłumaczył mu jakiejś kaskady metafor to nie dotarłby do ich sensu – choć nie wiem czy próbował!

Artur Pruziński: Dla kogo jest więc ta płyta – dla fanów hip-hopu, rocka, jazzu, hipsterów… melomanów?

Bartłomiej Mieżyński: Bardzo trudno jest mi to powiedzieć. Z jednej strony każdy znajdzie coś dla siebie, więc powinna być „dla wszystkich”, jednakże obawiam się, że niektóre momenty mogą być niestrawne dla osób, które są „fanami konkretnego gatunku”. Myślę, że im bardziej słuchacz jest otwarty na nowe brzmienia tym bardziej się ta płyta mu spodoba. Dlatego powiedzenie, że to płyta dla melomanów, będzie według mnie najbardziej trafne. Jeśli ktoś przy okazji lubi poświęcać czas na rozszyfrowywanie wiadomości podpowierzchniowych w tekstach, to tym bardziej „Bałagan” do niego powinien przemówić.

Artur Pruziński: Kiedy myślisz Szczecin, mówisz…?

Bartłomiej Mieżyński: Coraz piękniejsze miasto. Szczecin bardzo fajnie się rozwija, co widać na prawie każdym kroku. Filharmonia, Centrum Dialogu „Przełomy”, coraz ciekawsze „nowe stare miasto”… Naprawdę, z każdym miesiącem coraz przyjemniej chodzi się po szczecińskich ulicach i jako rdzenny mieszkaniec jestem z tego dumny.

Artur Pruziński: Mi Szczecin do niedawna kojarzył się z Radkiem Majdanem, Łoną i Webberem, ale i najstarszym działającym kinem na świecie (Pionier). Od marca Szczecin to zdecydowanie także List Otwarty.

Bartłomiej Mieżyński: Ponownie – bardzo dziękuję za miłe słowa. Trochę jest nam przykro, wnioskując po zaangażowaniu mediów w nasz projekt, że poza granicami naszego miasta cieszymy się większym zainteresowaniem niż u nas, ale może do tego kiedyś dojdziemy. Oczywiście kultura w Szczecinie działa na wysokim poziomie. W muzyce poza Łoną i Webberem czy Hey wypływają coraz to ciekawsze zespoły, jak Chorzy, tsar czy Godbite. Niestety, trochę się zmieniło podejście ludzi do muzyki z niższego szczebla reputacji po upadku klubu Kontrasty w 2010 roku. Gdy ten legendarny klub istniał, 200-osobowa frekwencja na koncercie lokalnego, nieznanego zespołu była zjawiskiem całkowicie normalnym. Teraz bywają takie dni, kiedy na świetny zespół, tylko bez teledysków i 10 tysięcy polubień na facebooku, który tworzy naprawdę wysokiej jakości muzykę, przychodzi po 10 osób. Być może nie jest to uzależnione stricte od upadku wspomnianych Kontrastów, a jest to zjawisko globalne, znak czasów. Ale u nas się to tak podejrzanie zgrało i bardzo tego do dziś żałuję. A Pionier dalej działa!

Artur Pruziński: Pytałem cię już o inspiracje, zahaczyliśmy o miasto nad Odrą. W tym kontekście muszę ponownie wspomnieć o Łonie. Twój sposób śpiewania, recytacji jak i niebanalne teksty momentami bardzo go przypominają. Nie wzorowałeś się choć odrobinę na swoim sąsiedzie?

Bartłomiej Mieżyński: „Wzorowanie” się to nieodpowiednie słowo. Łonę bardzo cenię, przy okazji pierwszy duży koncert, jaki List Otwarty zagrał (a drugi w ogóle) był supportem przed Łoną, Webberem i The Pimps. Doceniam przede wszystkim sposób formułowania myśli w tekstach i na pewno wpływ na moją twórczość miał – ale nie tylko on. Podobne słowa mogę powiedzieć o LUC czy Fiszu, jeśli mówimy tylko o hip-hopie. A że mam podobną barwę głosu to już nie moja wina!

Artur Pruziński: Oficjalny teledysk promujący płytę został stworzony do utworu „Stan bezpowrotny”. Dlaczego tego singla nie ma na płycie?

Bartłomiej Mieżyński: „Stan Bezpowrotny” nie promował płyty, od początku był oddzielnym projektem audio+wideo, niezwiązanym z niczym. Słyszałem i czytałem już kilka razy słowa zdziwienia na temat nieumieszczenia „Stanu…” na albumie, ale ten utwór w żaden sposób nie pasował tematycznie do „Bałaganu”. Jest to zamknięta historia o miłości, która nijak nie odnalazłaby się wśród opowieści o nazistach, iphone’ach, starości i pikselach. Bardzo nam zależało, by „Bałagan” był jedną, spójną podróżą, a więc wrzucanie do listy utworów wszystkiego, co nam przyszło do głowy byłoby nieodpowiednie.

Artur Pruziński: Studiujesz informatykę. Muzyka ma być odskocznią od codzienności czy myślisz o niej poważnie w kontekście przyszłego zawodu?

Bartłomiej Mieżyński: W przeszłości, będąc bardzo młodym perkusistą, kilka razy miałem ogromne nadzieje związane z muzyką (kto nie chciał zostać gwiazdą rocka!) i tylekroć razy się bardzo rozczarowałem. Teraz podchodzę do tego z odpowiednim dystansem, choć oczywiście zależy mi na tym, by o Liście Otwartym usłyszało jak najwięcej osób i jeszcze lepiej – żeby w tą muzykę się zagłębili. Jest to jednak na tyle niszowy/ciężkostrawny twór, że nie spodziewam się, że będziemy figurować na muzycznym rynku jako gwiazdy, a na komercyjne ustępstwa nie planuję pójść. Dlatego jestem w trakcie edukacji, niedługo studia skończę i mam nadzieję ruszę w świat kariery w IT. Jeżeli będzie jednak możliwość osiągnięcia czegoś więcej w muzyce to na pewno wezmę to pod uwagę, bo jest to moją pasją od najmłodszych lat.

Artur Pruziński: Jakie macie plany na najbliższe miesiące? Będzie można usłyszeć List Otwarty na żywo na koncertach w Polsce, a może na listach przebojów?

Bartłomiej Mieżyński: W tym momencie zbieramy z Olkiem resztę potrzebnego składu na koncerty i z pewnością będziemy starali się tu i ówdzie na scenie pojawić. Jakiś czas temu podjęliśmy też pracę nad drugim albumem – część utworów jest już w fazie finalizacji i prawdopodobnie niektóre znajdą się w koncertowych setach. Jeśli chodzi o listy przebojów – nie spodziewam się! Ale kto wie, co przyniesie los…

Artur Pruziński: Trzymam kciuki, życzę jak najlepiej i będę polecał, gdzie tylko się da. Dzięki za wywiad. 

Bartłomiej Mieżyński: Również dziękuję za wywiad, do zobaczenia!

Artur Pruzinski