Michał Kmieciak – wywiad z kompozytorem

Michał Kmieciak

Michał Kmieciak, poznański kompozytor i pianista, który koncertuje ze swoim materiałem łączącym klasyczne brzmienie, z popową melodyjnością i filmowym klimatem. Towarzyszą mu skrzypaczka Dominika Dołżyńska i wiolonczelistka Aleksandra Walczak. W ubiegłym roku ukazała się płyta „Love Lost”. Kompozycje pojawiają się na ogólnopolskich antenach radiowej Trójki i Czwórki oraz w stacjach regionalnych. Michał Kmieciak był także współzałożycielem i głównym kompozytorem indie-popowego zespołu Hello Mark, z którym wystąpił m. in. na Open’er Festival, w TVP1 i Polskim Radiu. Posłuchajcie, co ma do powiedzenia.

Artur Pruziński: Michał, poznaliśmy się przy realizacji filmu Wielki Mały Człowiek w ramach 48H Film Festiwal. Nie wiem, czy powinienem się do tego przyznać jako producent, ale po projekcji obrazu najwięcej mówiło się o Twojej muzyce (śmiech). 

Michał Kmieciak: Muszę przyznać, że to była przede wszystkim dobra zabawa. Zwłaszcza, że pracowaliśmy na odległość, bo film kręcony był w Warszawie, a ja pracowałem sam w Poznaniu. W dodatku od momentu, gdy zobaczyłem pierwsze zdjęcia miałem niespełna 24 godziny na napisanie bodajże 8 fragmentów muzycznych, które były dosyć zróżnicowane stylistycznie i na dodatek utrzymane w konwencji westernu. Całą muzykę pisałem od podstaw, więc był to wyścig z czasem. Normalnie jednak wolę pracę w spokojniejszych warunkach, bez „pistoletu” przystawionego do skroni (śmiech).

Artur Pruziński: Rok 2016 był chyba dla Ciebie przełomowy, wydałeś płytę „Love Lost”, dużo koncertowałeś, można Cię było usłyszeć w rozgłośniach radiowych…

Michał Kmieciak: Zdecydowanie to był ważny i pracowity rok. Zwłaszcza, że płytę wydałem sam bez żadnego wsparcia ze strony wytwórni, więc cała robota spadła na mnie i mojego managera. W dodatku wiem, że to dopiero początek długiej drogi i najwięcej pracy jeszcze przed nami. Trasa promująca płytę będzie miała swoją kontynuację w tym roku. Pojawią się też kolejne video do utworów z płyty. Myślę, że ten rok przyniesie kilka niespodzianek.

Artur Pruziński: Melancholia, słodko-gorzka narracja – Twoja muzyka pobudza wyobraźnię, nie da się przejść obok niej obojętnie. W jakim stopniu kompozycje z „Love Lost” oddają twój ówczesny stan ducha? W jakim byłeś nastroju, pracując nad krążkiem?

Kompozytor Michał KmieciakMichał Kmieciak: Myślę, że to nie jest żadna tajemnica, bo opowiadam o tych utworach podczas koncertów. Tak, faktycznie ta płyta opowiada o pewnym etapie mojego życia i właściwie każdy utwór to dosyć osobista spowiedź i relacja z osobistych wydarzeń. Oczywiście muzyka instrumentalna ma w sobie tę siłę, że pozostawia wolną interpretację dla każdego odbiorcy. Każdy może poczuć tę muzykę inaczej. Jednak dla mnie każdy utwór to oddanie emocji, które towarzyszyły mi podczas „pisania” płyty. W pewnym stopniu za każdym razem grając kolejne utwory na koncertach, wracam do tych emocji.

Artur Pruziński: Natrafiłem na recenzję „Love Lost”, w której przyrównano Twoją muzykę do najpiękniejszych utworów Olafura Arnaldsa, Nilsa Frahma i Ludovica Einaudiego. Ja mam trochę inne skojarzenia. Zdecydowanie słyszę tutaj Davida Sylviana, oczywiście z pominięciem wokalu. Uwielbiam jego nastrojową muzykę, więc jest to zdecydowany komplement (śmiech). Skąd czerpiesz inspiracje, do kogo Ty sam byś się przyrównał?

Michał Kmieciak: Trójka kompozytorów przytoczona przez Ciebie to zdecydowanie jedni z moich ulubionych. Dodałbym do tego takie tuzy muzyki jak Max Richter, Dustin O’Holloran czy Yiruma. Mam wielki szacunek do ich twórczości. Skojarzenie z Davidem Sylvianem jest dla mnie nieco zaskakujące, nie do końca wiem, o który okres w jego karierze ci chodzi. Nie boję się tego typu porównań, choć staram się nie wzorować na nikim konkretnym. Słucham różnej muzyki, czasem niektórzy się dziwią, co potrafię puścić na imprezie (śmiech).

Artur Pruziński: Jakbyś siebie zdefiniował – bardziej kompozytor, aranżer, solista czy może wszechstronny artysta? Muzyka do filmu czy muzyka na żywo?

Michał Kmieciak: Zdecydowanie myślę o sobie w kategoriach kompozytora. Kogoś kto opowiada historie poprzez muzykę, a właściwie kogoś, kto przekłada swoje emocje na dźwięki. Do nazywania siebie pianistą jeszcze daleka droga (śmiech).

Artur Pruziński: Współpracujesz na stałe ze znakomitymi skrzypaczką Dominiką Dołżyńską i wiolonczelistką Aleksandrą Walczak. Czy planujecie powiększać skład zespołu, np. o wspomniany już wokal?

Michał Kmieciak: Przede wszystkim zacznę od tego, że bardzo się cieszę, iż poznałem dziewczyny, bo od początku świetnie się rozumiemy i myślę, że czujemy podobnie tą muzykę. Mam zresztą nadzieję, że to widać i słychać na koncertach. Myślę, że z czasem na pewno nastąpi jakieś poszerzenie składu koncertowego bo docelowo marzy mi się kwartet smyczkowy. Chyba mogę już zdradzić, że niektóre nagrania na kolejnej płycie będą bardziej rozbudowane. Co do wokalu to myślę, że też pojawią się pewne niespodzianki.

Artur Pruziński: Przygotowujecie w najbliższym czasie kolejną trasę koncertową?

Michał Kmieciak: Jak już wspomniałem niebawem zaczynamy ponownie koncertować z płytą „Love Lost”, niemniej pojawiają się też nowości oraz starsze utwory które nie trafiły na płytę.

Artur Pruziński: Na sam koniec…nowa płyta w 2017 roku?

Michał Kmieciak: Nie lubię takich deklaracji bo z doświadczenia wiem, że to potem nigdy się nie sprawdza. Powiem tylko, że obecnie pracuję już nad kolejną płytą, ale kiedy uda się ją nagrać i przede wszystkim kiedy ona wyjdzie, to już inny temat. Na pewno nie będę się z nią spieszył, bo zależy mi na tym, żeby płyta była jak najlepsza.

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad i do zobaczenia na koncercie!

Michał KmieciakMichał Kmieciak, poznański kompozytor i pianista, który koncertuje ze swoim materiałem łączącym klasyczne brzmienie, z popową melodyjnością i filmowym klimatem. Podczas koncertów towarzyszą mu skrzypaczka Dominika Dołżyńska i wiolonczelistka Aleksandra Walczak. W ubiegłym roku ukazała się płyta „Love Lost”. Zawiera dziewięć melancholijnych utworów w filmowym klimacie. Choć kompozycje te mocno odbiegają od wzorca radiowych piosenek – pojawiają się na ogólnopolskich antenach radiowej Trójki i Czwórki oraz w stacjach regionalnych. – Tą płytą opowiadam historie, których pewnie nie odważyłbym się opowiedzieć w żaden inny sposób – opowiadał Michał Kmieciak. Na „Love Lost” ze stonowanymi melodiami kontrastują fragmenty burzliwe, głośne i niepokojące. A wszystkie uczucia i emocje wyrażone są za pomocą dźwięków pianina, skrzypiec i wiolonczeli. Całość została określona „muzyką do filmu, który jeszcze nie powstał”. Warto wspomnieć, że Michał Kmieciak był współzałożycielem i głównym kompozytorem indie-popowego zespołu Hello Mark, z którym wystąpił m. in. na Open’er Festival, w TVP1 i Polskim Radiu. Dziś, pod własnym nazwiskiem, prezentuje zdecydowanie najbardziej osobisty materiał, w którym ukazuje też szerzej swoje kompozytorskie możliwości. Powinien on szczególnie zainteresować fanów takich twórców, jak Ludovico Einaudi, Ólafur Arnalds, Nils Frahm, Max Richter czy Dustin O’Halloran.

fot. Monika Lisiecka

 

Artur Pruzinski