Moonlight powraca po latach – mała czarna z Danielem Potaszem

Moonlight

Można śmiało nazwać ich jedną z legend polskiego rocka przełomu XX i XXI wieku. Zespół Moonlight – bo o nich mowa – powrócił pod koniec stycznia 2018 roku po kilkunastu latach nieobecności z nowym krążkiem zatytułowanym „nate”. Daniel Potasz – klawiszowiec, tekściarz, kompozytor, bardzo ważna postać w zespole – zaszczycił mnie z tej okazji wizytą na warszawskiej Pradze. Przy łyku małej czarnej dyskutowaliśmy o Moonlight. A że Daniel to niezwykle barwna i zarazem skromna postać, zachęcam do lektury rozmowy, którą przelałem na „papier”.

Artur Pruziński: Przejrzałem kanał YouTube zespołu Moonlight i pozwól, że zacytuję: „Ile czasu musiało upłynąć, żeby usłyszeć prawdziwy gotycki Moonlight. Ukochany zespół z okresu nastoletniego powrócił”. Takich opinii jest sporo. Fani chyba się stęsknili…

Daniel Potasz: Tak, aczkolwiek od razu padło stwierdzenie „gotycki”. Ten epitet to taki nasz mały koszmarek. Ileś lat temu naście jeden z dziennikarzy określił w ten sposób muzykę Moonlight i tak się przykleiło na stałe. Do tego zagraliśmy „Castle Party”. Jakbyśmy teraz grali np. jazz-folk, to i tak bylibyśmy zespołem gotyckim.

Artur Pruziński: No tak, gotyk – przynajmniej mi – kojarzy się z odmianą metalu.

Daniel Potasz: My uciekamy w stronę elektroniki z dodatkiem instrumentów akustycznych. Z gotykiem to już od bardzo dawna nie ma nic wspólnego.

Artur Pruziński: Żeby nie było jednak tak kolorowo – mam na myśli te pozytywne opinie – to półtora roku temu wypuściliście singiel „2 Faces” i on zebrał skrajne opinie. Ostatecznie nie znalazł się na płycie. Rozumiem, że potraktowaliście komentarze jako subtelną sugestię?

Daniel Potasz: Na pewno troszeczkę tak. Ten utwór sam miksowałem chyba kilkanaście razy. Nie szło mi i wreszcie się poddałem. Mam teraz takie wrażenie, że mieszanie gospelowych chórków, elektroniki hardcorowej i skrzypiec w jeden kawałek to za dużo. Zrobiliśmy mały falstart. Po długiej przerwie „rzuciliśmy” ludziom numer, który mocno odbiegał od zapamiętanej stylistyki zespołu.

Artur Pruziński: Odpowiadasz w dużej mierze za muzykę, ale i słowa na płycie „Nate”. Czy to nie jest pewien dyskomfort dla Maji Konarskiej, a może dla ciebie, że śpiewa osobiste teksty faceta, kolegi z zespołu?

Daniel Potasz: Powiem tak – sam jesteś pisarzem, wiesz że to z ciebie wypływa. Maja potrafi moje teksty znakomicie interpretować, oczywiście zmienia końcówki z „byłem” na „byłam” (śmiech)…Ja też tworzę teksty ze świadomością, że zaśpiewa je kobieta…więc bez jakichś „hardcorów”. Myślę, że tworzymy zgrany tandem. Maja zresztą trochę przemyca swoich tekstów. Na „Nate” słowa do jednego z utworów (Kołysanka) są w całości efektem jej pracy. Mam nadzieję, że na kolejną płytę też coś napisze, może dwie piosenki. Krok po kroczku. Nie było nas długo – Maja nabiera ponownie pewności siebie, a ja wbrew pozorom nie jestem zazdrosny, nie mam monopolu na tworzenie tekstów w Moonlight (śmiech).

Artur Pruziński: Poruszyłeś wątek długiej nieobecności na scenie i niepewności związanej z powrotem. Natrafiłem w jednym z wywiadów na wypowiedź Maji, w której wspominała wręcz o strachu przed tym, czy sobie poradzi po tylu latach…

Daniel Potasz: Każde z nas chyba czuło to samo. Ale tak, jak „Castle Party” przypiął łatę gotyku do Moonlight, tak ten sam festiwal wiele lat później w 2016 roku nas ożywił. To było jako zastrzyk z adrenaliny, zagraliśmy parę numerów, widzieliśmy tłum ludzi bawiących się razem z nami. Od razu po zejściu ze sceny wiedzieliśmy, że dobra – robimy płytę.

Artur Pruziński: Waszych starych płyt nie ma już w szerokiej dystrybucji, a ta nowa pojawi się choćby w dystrybucji cyfrowej?

Daniel Potasz: Tak, jak najbardziej. Planujemy, tylko tutaj jest cała procedura. Na pewno wejdzie iTunes, pewnie też Spotify.

Artur Pruziński: Mieliście 12 lat przerwy. Jak to jest – czy pracujecie wszyscy na etatach i czy muzyka może stać się ponownie źródłem utrzymania dla Moonlight

Daniel Potasz: Każdy z nas zajmuje się też czymś innym poza muzykowaniem, czyli to jest można powiedzieć historia 90% muzyków w tym kraju. Ja mam o tyle dobrze, że prowadzę sobie działalność pokrewną, profesjonalne studio nagrań…nagrania lektorskie, reklamówki. Wiem, że po tych wszystkich latach grania i komponowania nie nadaję się do pracy za biurkiem, więc to była jakaś naturalna droga. Maja pracuje w bardzo fajnym miejscu, gdzie przychodzi wielu muzyków, literatów, aktorów – palarnia kawy, która znajduje się wokół szkół, teatrów, bardzo przyjemne miejsce…trochę przypomina sklep kolonialny. Paweł – basista pracuje w firmie GDS, korporacji, która być może wspomoże nas trochę finansowo na trasie koncertowej, za co bardzo dziękujemy. A Marek, co ciekawe, jest policjantem, oficerem w dochodzeniówce, w „kryminalce”. Ma kontakt z wieloma nieprzyjemnymi rzeczami typu wypadek, zabójstwo. Marek wtedy jest najczęściej pierwszy na miejscu zdarzenia. W przypadku Marka granie stanowi pewną formę odskoczni, hobby, odreagowania od tego, z czym spotyka się na co dzień w swojej pracy.

Artur Pruziński: Daniel – przeprowadziłeś się do Warszawy, a reszta zespołu została na Pomorzu. Jak wygląda kwestia prób?

Daniel Potasz: Internet przede wszystkim. Robię np. szkice, wysyłam chłopakom, oni to ogrywają. Do Szczecina wpadam i tak raz, dwa razy w miesiącu i wtedy najczęściej ustawiamy dłuższą próbę.

Artur Pruziński: Gdy zaczynaliście, mieliście po 20 lat, aktualnie jesteście już dorosłymi ludźmi, macie rodziny, dzieci. Perspektywa się zmienia?

Daniel Potasz: Wiesz co, w zeszłym roku np. byliśmy na wakacjach w Chorwacji. Marek – gitarzysta – miał wykupione tam noclegi i stwierdziliśmy, że jedziemy w to samo miejsce, spędzimy miło wspólnie czas, dzieciaki będą się ze sobą bawić. Także, kiedyś piło się piwko przez barem na ulicy, a teraz dzieci na plaży, ty pilnujesz (śmiech). Czyli relacje międzyludzkie zostały te same, tylko priorytety się trochę zmieniły. Moja córka czasem już bywa na koncertach,  ciągam ją po castingach…wystąpi niedługo w „Winiarach” (śmiech). Kręci ją to bardzo póki co.

Artur Pruziński: Daniel, dziękuję ci pięknie za wizytę, powodzenia!

Daniel Potasz: Dzięki!

Artur Pruzinski