Non Violent Communication – kwartet tria i solisty

nvc

Arek Lerch – perkusista zespołów Non Violent Communication i So Slow (a także Czerni i Sanity Control) odwiedził mnie, aby porozmawiać o spontanicznym debiucie tego pierwszego. Arek to niezwykle fajny i zdolny gość. To ogromna przyjemność móc poznawać takich ludzi. Tym bardziej zachęcam do posłuchania, co też panowie ciekawego zmajstrowali w studiu i na wspomnianym już „spontanie”. A w trakcie tej muzycznej uczty, do przeczytania wywiadu Arku.

Artur Pruziński: Kwartet, ale trochę niczym duet złożony z tria i solisty…

Arek Lerch: Fakt. W pierwotnym założeniu Non Violent Communication miał być duetem. Wymyśliłem sobie ten zespół dawno temu, chciałem zrobić band bazujący na improwizacji, może trochę zahaczający o jazz. Pomyślałem o konwencji dwuosobowej zainspirowany kilkoma innymi duetami, dlatego zaprosiłem do projektu Rafała Wawszkiewicza. Zrobiliśmy dwie, trzy próby i stwierdziliśmy, że jest fajnie, ale… brakuje basowych częstotliwości. Pojawił się więc Łukasz Lembas ze swoją gitarą basową. W momencie, gdy już wchodziliśmy do studia, uznaliśmy, że naprawdę super będzie, gdy dodamy tło elektroniczne. Stąd Michał Głowacki i docelowy kwartet.

Artur Pruziński: Tak się właśnie zastanawiałem nad tym składem. Z Michałem i Łukaszem grasz w So Slow, a Rafał udzielał się kilka razy gościnnie w waszych utworach. Rozumiem zatem, że za ideą sygnowania projektu pod innym szyldem stoi wspomniana geneza, w tym chęć jazzowej improwizacji…

Arek Lerch: Tak. Inna stylistyka to zdecydowanie główna geneza, choć najbardziej pasuje słowo „improwizacja”. Marzyłem, żeby było jej dużo, żeby obyło się bez gitary, bo w każdym zespole, w którym grałem do tej pory, gitara stanowiła ważny instrument. Nie bez znaczenia był też moment. Mieliśmy chwilę przerwy w graniu z So Slow, podobnie Rafał w pracy nad swoimi projektami. Poza tym, na początku nie planowaliśmy nagrywania płyty. Chcieliśmy sobie po prostu pograć, zrobić coś razem. A że wyszło z tego coś naprawdę ciekawego, zdecydowaliśmy się jednak nagrać album i zobaczyć co się dalej wydarzy. Ja się zresztą długo wahałem, zastanawiałem się, czy w mocno wypchanym rynku muzycznym jest miejsce na kolejny, improwizowany projekt i czy przy swoich możliwościach jestem w stanie coś ciekawego stworzyć. Na szczęście, współpraca z Rafałem pozwoliła mi uwierzyć w ten pomysł.

Artur Pruziński: Jako słuchacz mogę ci powiedzieć, że dobrze zrobiłeś, nagrywając „Obserwacje”. Bez cienia wątpliwości. Nawet jeśli nie jest to Snurky Puppy, to i tak znakomicie słucha się tej płyty. Melomanii na pewno ją docenią.

Arek Lerch: Dzięki! Wiesz, staraliśmy się też, aby uzyskać pewną transparentność w tych improwizacjach, żeby się zbytnio nie przekrzykiwać. Jestem bardzo zadowolony z tego albumu. Co więcej, wreszcie mam na koncie materiał, który… podoba się dziewczynom. Jak to mówi moja żona: „fajnie się słucha”. To samo powiedział ostatnio mój znajomy… że przyjdzie na koncert, bo jego żonie bardzo się ta muzyka podoba (śmiech). 😊

Artur Pruziński: A powiedz mi, jak się dobiera tytuły utworów w sytuacji, kiedy nie ma wokalu, nie ma tekstu?

Arek Lerch: Nagraliśmy te numery i realizator zapytał się, to właściwie jak je tytułujemy? I ktoś, chyba Rafał, wpadł na genialny pomysł; skoro jest nas czterech, czyli tylu, ile mamy numerów na płycie, to niech każdy wymyśli tytuł dla jednego kawałka. Banalne, ale skuteczne. Mój tytuł to „Lubaczówka”. Numer, do którego zostało zrealizowane video, czyli „Kosma”, to tytuł zaproponowany przez Michała. Urodził mu się wtedy syn i takie dali mu imię.

Artur Pruziński: Zmieniając temat, napisałeś kiedyś książkę (Kyuss / Quenn Of The Stone Age: Pieśni dla głuchych – przyp. red.)…

Arek Lerch: To dawna historia, choć nadal jestem zadowolony, że książka powstała, dodać oczywiście należy, że napisaliśmy ją wspólnie z Łukaszem Dunajem (NOISE magazine). W sumie, robię dużo rzeczy, co czasami przekłada się na spory chaos w moim życiu, ale chyba taki styl działania jest mi pisany. Aktualnie pracuję zresztą znowu nad czymś w rodzaju książki, choć na razie to za dużo powiedziane i nie chcę zdradzać zbyt wielu rzeczy.

Artur Pruziński: Fabuła?

Arek Lerch: Nie, to bardziej coś w rodzaju fabularyzowanego pamiętnika. Moje odczucia na temat współczesnego świata, na temat mojego w nim miejsca. Oczywiście, będzie też dużo o muzyce. Może kiedyś, gdzieś z tym potem pójdę i znajdzie się chętny podmiot, aby całość opublikować. Ale na razie cicho, sza…

Artur Pruziński: Wydaje mi się, że jesteśmy bardzo do siebie podobni. Obaj gramy, piszemy, spotykamy się z ludźmi, pracujemy…

Arek Lerch: Tak. Oprócz wspomnianych działań, pracuję zawodowo w czymś w rodzaju consultingu gospodarczego, gram w iluś zespołach, piszę do gazet. Jestem dość zajęty na co dzień, ale nie wyobrażam sobie innego stylu życia. Zawsze przypomina mi się tekst piosenki „Acidland” Myslovitz, w którym padają słowa „…bierz życie jakim jest I pomyśl, że na drugie nie masz szans“ – banalne, ale cholernie prawdziwe; czasami zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli jeszcze do wykorzystania trzy życia, tymczasem na realizację planów mamy tylko jedno i tego staram się trzymać.

Artur Pruziński: Arku, dzięki za rozmowę i powodzenia na wszystkich polach działalności!

Autor zdjęcia wykorzystanego w publikacji: Janek Fronczak Photography

Artur Pruzinski