Ola N – z The Voice of Poland na solową ścieżkę

Ola N

Ola N. czyli Ola Niewęgłowska, wokalistka i pianistka z Końskich, znana szerszej publice z programu The Voice of Poland. W październiku 2017 ukazała się jej debiutancka epka, którą promuje teledysk i singiel Wirtualna Miłość. Na jesień 2018 Ola planuje płytę długogrającą. Niejako z dwojga okazji spotkaliśmy się na kawie, aby porozmawiać o jej twórczości. A że warto się z nią zapoznać, nie mam wątpliwości. Inklinacje zacne, jazzowe, z popowym sznytem, a to wszystko zrobione z pasji do muzyki.

Artur Pruziński: Dlaczego Ola N? Zapracowałaś już na nazwisko Ola Niewęgłowska, tymczasem swoją solową twórczość sygnujesz właściwie nie tyle pseudonimem, co skrótem.

Ola N.: Myślę, że ludzie mogą mnie, występującą jako Ola N. kojarzyć z nazwiskiem. Chciałabym z tym pseudonimem artystycznym utożsamiać się w przyszłości. 

Artur Pruziński: Podobno jesteś choleryczką. Czym to się objawia?

Ola N.: Lubię wrzasnąć, krzyknąć, trzasnąć drzwiami. Mam ciężki charakter.

Artur Pruziński: Na scenie również?

Ola N.: Na scenie absolutnie odwrotnie. Spokój, cisza. Jeszcze się trochę stresuję występami, ale uważam, że to jest zdrowa trema.

Artur Pruziński: A masz na nią skuteczną metodę?

Ola N.: Nie (śmiech). Staram się skupić na tym, żeby występ poszedł jak najlepiej, po mojej myśli.

Artur Pruziński: Wiem, że studiujesz anglistykę, a myślałaś o studiach muzycznych?

Ola N.: Jestem na drugim roku magisterki, na anglistyce. Natomiast tak, myślałam o studiach muzycznych. Jeździłam swego czasu na konsultacje do Katowic, chciałam tam studiować wokalistykę jazzową. Po rozmowie z rodziną zdecydowałam jednak na taki, można powiedzieć, racjonalny kierunek w Warszawie (śmiech). Biorę pod uwagę w Warszawie szkołę na Bednarskiej. Zobaczymy, co się wydarzy.

Artur Pruziński: Twój brat jest basistą, prawda?

Ola N.: Tak. Grał na basie w krakowskim zespole. 2, 3 lata temu wrócił do domu rodzinnego do Końskich, przejął firmę po dziadku. Naprawia instrumenty. Wiem, że ciężko tam pracuje na swoją renomę.

Artur Pruziński: Porozmawiajmy o twojej epce. Stylistyka albumu nasuwa skojarzenia z Piotrem Szczepanikiem. To dobry trop?

Ola N.: Faktycznie. Bardzo dużo osób porównuje utwór „Wirtualna miłość” do takich artystów jak Anna Jantar czy właśnie Piotr Szczepanik. Jest to dla mnie bardzo duży komplement i chciałam iść w tym kierunku. Epka to taka wizytówka, płyta natomiast będzie utrzymana w podobnym nurcie i również na swój sposób zróżnicowana.

Artur Pruziński: To kiedy?

Ola N.: Planuję płytę na jesień tego roku. Zaczęłam współpracować z Januszem „Johanem” Stasiakiem, który jest głównym autorem muzyki i tekstów. Współkompozytorem i producentem jest Arek Nawrocki. Natomiast to nie tak, że nie mam nic do powiedzenia na płycie, że tylko śpiewam. Mam wpływ na muzykę, mniejszy na teksty, bowiem ta sfera stanowi u mnie piętę achillesową. Pisałam trochę w liceum, ale zawsze miałam takie odczucie, że to nie to.

Artur Pruziński: Płytę chcesz wydać własnym sumptem, czy z pomocą jakiegoś labela?

Ola N.: Jeszcze nie wiem. Jestem otwarta na wszelkie propozycje. Jeśli uda się porozumieć z wydawnictwem, warunki będą ok, to jak najbardziej. A jeśli nie, to wydam ją po prostu jako ja, Ola N.

Artur Pruziński: A może crowdfounding, inna forma inwestycji?

Ola N. Tak, myślałam o tym. Głównym sponsorem epki jest moja rodzina, ja i burmistrz miasta Końskie. Także nie ukrywam – wsparcie na pewno może się przydać, bo to są konkretne nakłady finansowe. Staram się szukać inwestorów, osób zainteresowanych współpracą. Różnie to bywa.

Artur Pruziński: Zmieniając temat, a gdybym ci zaproponował wspólne granie na ulicy, np. w trio, to co byś powiedziała, czy coś byś przeciw miała? (śmiech).

Ola N. Pewnie, to jest mega ciekawe doświadczenie. Widzisz reakcje ludzie na żywo, jesteś z nimi twarzą w twarz. To często lepsze niż niejedna konwersacja. Także tak, bardzo chętnie, byle nie w te mrozy (śmiech). Jestem ciekawa życia, w ogóle otwarta na różne projekty, nie tylko muzyczne. Występuje choćby czasami u YouTuberek (Szparagi).

Artur Pruziński: Co cię najbardziej inspiruje w sztuce?

Ola N.: Ciężko się ograniczyć do konkretnego artysty. Uwielbiam muzykę jazzową, ale mając piętnaście lat, pojechałam na koncert Iron Maiden. Dostałam taką borutę od taty…

Artur Pruziński: Czemu? Przecież to nie sataniści (śmiech).

Ola N.: Byłam niepełnoletnia. Koncert miał miejsce w Warszawie, 150 kilometrów od Końskich. A ja najpierw kupiłam bilet, a dopiero potem spytałam się, czy mogę jechać. Wracając jednak do tematu, bardzo lubię również poezję śpiewaną. Z artystów, gdybym już miała wybrać tych ukochanych, to może Krystyna Prońko, Grażyna Łobaszewska. Klasyki.

Artur Pruziński: A jak wspominasz swój udział w telewizji, planujesz powrót do programów typu talent show?

Ola N.: Nie, nie planuję. To raczej była forma sprawdzenia siebie, jako wokalistyki, próba charakteru. Taka szkoła życia.

Artur Pruziński: Ola, dziękuję i życzę ci, aby marzenia się spełniały!

Ola N.: Dzięki!

Artur Pruzinski