Paweł Nowicki – czarodziej muzyki z Gdańska

Paweł Nowicki

Paweł Nowicki – gdański artysta, muzyk, znany m.in.  z gry w takich zespołach jak Kwartludium, Kwadrofonik i goście, Pink Freud, Mitch and Mitch, Kobiety czy wieloletniej współpracy z festiwalem Warszawska Jesień postanowił zrealizować płytę pod własnym nazwiskiem. Album „Przypływy”, który miał swoją premierę pod koniec 2018 roku, powstał z pasji tworzenia, miłości do Bałtyku, Trójmiasta jak i radości z codziennego życia. Paweł sprawił mi osobiście ogromną przyjemność, tworząc niezwykle nastrojową, ciepłą płytę jak i wpadając później z tej okazji w odwiedziny do Warszawy. To wspaniały, pełen optymizmu i empatii gość. Z wielką radością słucha się jego muzyki, jak i tego, co ma do powiedzenia.

Artur Pruziński: Nie ukrywam – płyta „Przypływy” bardzo mi się podoba. Słychać w niej melancholię, dramaturgię, kojące fale morza jak i duch wolności. Czy ty jesteś właśnie takim człowiekiem, artystą – pełnym empatii i melancholii?

Paweł Nowicki: Bardzo jest mi miło, że tak odebrałeś tę płytę, bo i tak ja ją czuję. Zabrałem się za „Przypływy” w sposób niewymuszony. Projekt trwał kilka lat.

Artur Pruziński: Całkowicie z pasji?

Paweł Nowicki: Tak, zdecydowanie. Przez wiele lat byłem związany z kilkoma formacjami, z niektórymi gram do tej pory. Do płyty autorskiej siadłem tylko i wyłącznie z potrzeby tworzenia i chęci odkrycia nowego lądu. Muszę ci wyznać, że to co nagrałem na płycie, jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Wcześniej nie aranżowałem muzyki w aż takim zakresie; 12 instrumentów, chór dziecięcy oraz gdański carillon. Zapisałem całość w nutach, co już samo w sobie stanowiło wielką frajdę. Natomiast, wracając do meritum pytania, „Przypływy” są odzwierciedleniem mojej osobowości. Mówisz o melancholii – zdecydowanie to o mnie. Poza tym dążenie w stronę jasnej strony, ale i sinusoida codzienności. Wszyscy tu na ziemi prowadzimy bowiem wewnętrzną walkę. Zakończenie płyty to rejs ku zwycięstwu, wspomnianej jasności. Duża w tym zasługa chóru dziecięcego (red – pod skrzydłami Instytutu Suzuki), w którym zaśpiewała również moja córka. Odniesienie w stronę morza także ma miejsce. Mieszkam 150 metrów od Bałtyku, w bardzo urokliwej dzielnicy Gdańska – Brzeźno. Z domu słyszę szum wody, jesienią gdy spadną liście z drzew, widzę światła okrętów. To ma na mnie ogromny wpływ i niewątpliwie odbija się w twórczości. Puzony czy dźwięki waltorni, które pojawiają się na płycie – czułem, że one symbolizują Zatokę Gdańską.

Artur Pruziński: Zdecydowanie czuć nastrojowość tej płyty jak i przestrzeń morza…

Paweł Nowicki: No i caryllion, prawda?  W Gdańsku znajdują się 3 carylliony.  Pamiętam, jak przyszedłem do Ani Kasprzyckiej do studia… Ania nie dość, że miksowała materiał, to zagrała jeszcze partie tego instrumentu, bo… jest caryllionistką. To są dźwięki prawdziwe, nie sample. Caryllion został nagrany w Kościele św. Katarzyny w Gdańsku. Te dzwony są ogromne, robią niesamowite wrażenie.

Artur Pruziński: „Przypływy” to koncept album, a więc dość niespotykana już konwencja. Czy chciałeś w ten sposób zahaczyć o tematykę filmową?

Paweł Nowicki: Wiele osób faktycznie o tym wspomina. Natomiast to był strumień świadomości. Robiłem muzykę tak jak umiałem i przede wszystkim czułem. Nie planowałem konkretnej formy, taka narodziła się sama, naturalnie. Wychodziłem zawsze z fortepianu, mimo że jestem w głównej mierze perkusistą. Wszystkie kompozycyjne sprawy dzieją się przy fortepianie za wyjątkiem pierwszego utworu, który powstał z pomysłu wibrafonowego. Ułożyło się to w pewną muzykę programową, pojawiła się rzeczywiście narracja filmowa, stąd być może takie skojarzenia. Łukasz Pawlak, wydawca płyty od razu odebrał tę cechę jako atut.

Artur Pruziński: A dlaczego tryptyk? Strumień świadomości, po którym naturalnie zdecydowałeś, że ułożysz całość w taką formułę?

Paweł Nowicki: Tak, dokładnie, samo się zamknęło 😊 Wiedziałem, że to mają być te trzy główne utwory, niczego więcej nie potrzebuję.


Artur Pruziński: Mieszkałeś kiedyś krótko w Warszawie, ale tak poza tym twoje życie jest związane z Gdańskiem. Wyobrażasz sobie przeprowadzkę do innego miasta?

Paweł Nowicki: Warszawa jest chyba jedynym polskim miastem poza Trójmiastem, gdzie czułbym się dobrze. Często przyjeżdżam do stolicy, taka sytuacja ma miejsce od kilkunastu lat, od kiedy gram z zespołem Kwartludium.

Artur Pruziński: To ciekawe, bo Warszawiacy często mówią, że Trójmiasto to miejsce, gdzie też czuliby się dobrze. Wyraźnie mamy międzymiastową chemię 😊

Paweł Nowicki: Tak, powstała też w swoim czasie płyta „Warszawa Gdańska” (red – Nancy Regan). Także romans Warszawy i Gdańska niewątpliwie ma miejsce.

Artur Pruziński: I to mimo sztamy kibiców Legii i…szczecińskiej Pogoni.

Paweł Nowicki: Dokładnie 😊 Gdańsk to też takie miasto, które ma lekki powiew. Latem, gdy słońce zachodzi po 22:00, siadamy sobie z żoną na plaży, patrzymy w dal, relaksujemy się. Co więcej, nawet woda w Bałtyku jest przyjazna. Twardość wody, niskie zasolenie powodują, że ta woda cię nie męczy. Plaża bez kamieni. Ludzie pewnie teraz pomyślą, co ty opowiadasz, zimno, brudno itd., no ale jest coś magicznego w tym naszym morzu.

Artur Pruziński: Zdecydowanie się z tobą zgadzam. Powiedz proszę parę słów na temat muzyków, którzy pojawili się na płycie. Grono liczebne i zacne.

Paweł Nowicki: Miałem szczęście i przyjemność pracować z muzykami, których już wcześniej znałem. Jest to grupa ludzi wzajemnego zaufania. Na fortepianie zagrał mój brat Piotr Nowicki, z którym muzykuję od wielu lat w Kwartludium. Kwartet smyczkowy NeoQuartet, w którym na skrzypcach gra Karolina Piątkowska-Nowicka – żona mojego brata, Paweł Kapica – drugie skrzypce, Michał Markiewicz – na altówce i Krzysiek Pawłowski na wiolonczeli. Sekcja instrumentów dętych blaszanych to ludzie związani z Liceum Muzycznym w Gdańsku, do którego mam ogromny sentyment. Mariusz Stawski – który gra teraz na puzonie w Filharmonii Bałtyckiej, Adriana Zjawiona – pierwsza waltornia w tejże Filharmonii,  Paweł Hulisz związany z wieloma gdańskimi projektami oraz Marta Różańska na oboju oraz Andrzej Wojciechowski na klarnecie. Ania Kasprzycka, o której już wspominałem, miksowała płytę oraz zagrała na caryllionie. Piotr Pawlak, związany przez wiele lat z Tymonem Tymańskim, zajął się także ostatecznym brzmieniem płyty.  Także duży zespół ludzi plus… fotograf, Magda Morawska😊 .

Artur Pruziński: Nazwa zespołu Paweł Nowicki 3City Ensemble jest trochę taka multilanguage, tytuł płyty polski, a utwory na spotify zostały wylistowane w języku angielskim. Przypadek? 😊

Paweł Nowicki: To trzeba skorygować, po prostu 😊 . Choć z drugiej strony Spotify dociera do ludzi w najróżniejszych zakątkach świata zatem międzynarodowy język mógłby być uniwersalnym rozwiązaniem.

Artur Pruziński: Paweł, bardzo dziękuję. Życzę Ci, aby płyta zdobyła grono świadomych odbiorców, fanów, bo zdecydowanie na to zasługuje.

Paweł Nowicki: Dziękuję

Artur Pruzinski