Piotr Żaczek – wywiad

Piotr Żaczek

W lipcu miałem przyjemność spotkać się ze znanym muzykiem Piotrem Żaczkiem. Powiedzieć – znakomity basista, to za mało. Tworzy i gra na wszelkich możliwych wariacjach basowego instrumentarium, a także na… akordeonie. Członek zespołu Poluzjanci, muzyk solowy i sesyjny. Nawet się nie spodziewacie, na ilu polskich płytach można go usłyszeć. Piotr opowiedział mi o swoich korzeniach muzycznych, udzielił kilku złotych rad. Zapytałem go także o warsztaty oraz inspiracje. Zachęcam do lektury wywiadu.

Artur Pruziński: Przydarzyła mi się ostatnio taka sytuacja – gram na basie w studiu, wchodzi realizator i wali z grubej rury: „Ty to pewnie grałeś kiedyś na gitarze. Basiści to najczęściej gitarzyści, którym się nie powiodło na sześciu strunach…”.

Piotr Żaczek: Czekaj, jak to było… Kiepski wokalista gra na gitarze, kiepski gitarzysta na basie, a słaby basista na bębnach. Taki znany żarcik muzyczny [śmiech].

Artur Pruziński: U ciebie zaczęło się od basu?

Piotr Żaczek: Otóż nie. Pierwszy stopień muzyczny skończyłem na akordeonie. Jeżeli chodzi o „średnią muzyczną”, był to już mój autonomiczny wybór: kontrabas klasyczny. Z muzyką rozrywkową związałem się dosyć późno, sięgnąłem po gitarę basową już jako pełnoletni człowiek. Najpierw była muzyka klasyczna, przez trzy lata grałem w orkiestrze symfonicznej i w pewnym momencie poczułem, że brakuje mi takiej indywidualnej wypowiedzi. Dźwięki do tej pory miałem zapisane w nutach, całość interpretował pan z batutą. Poczułem, że chciałbym dać coś od siebie, zacząłem chodzić na jam session do Piwnicy pod Baranami w Krakowie.

Artur Pruziński: No tak, pochodzisz z Krakowa…

Piotr Żaczek: Tak, od 20 lat mieszkam w Warszawie, właściwie pod Warszawą.

Artur Pruziński: Zespół Polucjanci, teraz już Poluzjanci, również zaczynał swoją przygodę pod Wawelem?

Piotr Żaczek: Zespół swoje korzenie ma w Katowicach, w tamtejszej akademii. Na razie po tej smutnej historii z Przemkiem Maciołkiem (przegrał walkę z chorobą) zawiesiliśmy koncertowanie. W każdym razie zarówno Robert Luty (perkusista), jak i ja nie kończyliśmy Katowic. W środowisku panuje opinia, że Poluzjanci to zespół muzyków, którzy skończyli Katowice, a to nie do końca prawda. Na początku był to zespół instrumentalny, wtedy nazywał się Polucjanci, przez „c” w środku… adekwatna nazwa na tamten czas. Zespół funkcjonował na zasadzie „piżama party” – przebieraliśmy się, rzucaliśmy cukierkami do publiczności. Potem dołączył Kuba. Graliśmy dalej instrumentalnie – może inaczej – z wokalem były tylko dwa, trzy numery. Z czasem proporcje się odwróciły i zrobił się po prostu zespół z wokalistą.

Artur Pruziński: A czy jest szansa, mimo tej tragicznej historii, że Poluzjanci jeszcze zagrają?

Piotr Żaczek: Mam nadzieję, że tak, być może po wydaniu materiału, który zrobiliśmy jeszcze z Przemkiem. Niestety nie zdążył tego materiału nagrać. Natomiast „wyciągnęliśmy” gitarę Przemka z jednej sesji nagraniowej i niejako zagraliśmy pod nią. Czyli nasz przyjaciel, nie będąc już z nami, jakby zagrał z nami trzy piosenki.

Artur Pruziński: Jesteś uważany w środowisku za jednego z najlepszych polskich basistów.

Piotr Żaczek: Przesada.

Artur Pruziński: Tak się mówi, ja to też potwierdzam [śmiech]. Kimś się inspirujesz, z polskich basistów na przykład? Korporacyjnie mówiąc – masz prywatny benchmark?

Piotr Żaczek: Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem. Jest dużo świetnych, młodych i starszych basistów, naprawdę, ale nie chciałbym wymieniać jednego, zapominając o drugim, bo w tym momencie będę niesprawiedliwy.

Artur Pruziński: Jasne, a z zagranicznych? Grałeś trochę z Richardem Boną?

Piotr Żaczek: Nie do końca. Graliśmy na wspólnej scenie, ale nie razem.

Artur Pruziński: Pękła ci kiedyś struna na koncercie?

Piotr Żaczek: Nie. Raczej jestem z tych basistów, którzy grają lekko.

Artur Pruziński: Ale masz gdzieś drugi instrument w pogotowiu na koncercie?

Piotr Żaczek: Tak, drugi set zawsze jest przygotowany na wypadek takiej sytuacji lub innej awarii.

Artur Pruziński: Porozmawiajmy chwilę o twojej karierze solowej. Wydałeś do tej pory dwie płyty pod własnym nazwiskiem. Coś się „szykuje” w najbliższym czasie?

Piotr Żaczek: Troszkę odszedłem od tej ścieżki z prozaicznego powodu – braku czasu wśród kolegów muzyków. Wszyscy gdzieś grają. Teraz miałem zakontraktowane dwa koncerty i okazało się, że nie jestem w stanie skompletować składu. Zagramy zatem w trochę innej konfiguracji i z innym repertuarem. Mnie też w ostatnim czasie bardzo inspiruje nowy instrument, poświęcam mu dużo czasu. Gitara basowa poszła chwilowo w odstawkę, ale to nie tak, że i niskie dźwięki również. Chodzi o samą koncepcję tego nowego instrumentu.

Artur Pruziński: Nazywa się tenor bas?

Piotr Żaczek: To po prostu instrument mojego pomysłu. Jakbyś na siódmym progu na sześciostrunowym basie założył kapodaster. Puste struny to G, C, F, B, Es, As. Tak strojony instrument – w tym rejestrze – bardzo dobrze brzmi na różnego rodzaju efektach. Świetnie mi się na tym gra, kreuję nowe brzmienia.

Artur Pruziński: Jakieś złote rady dla początkujących basistów? Dajmy na to dorosłych ludzi, którzy zaczynają przygodę z muzyką lub po latach wrócili do pasji, jaką jest muzykowanie.

Piotr Zaczek: Zdecydowanie znaleźć czas na ćwiczenie. Dobrze, aby odbywało się to wielotorowo. Praca nad świadomym graniem, technika oraz teoria.

Artur Pruziński: Masz swoją ulubioną technikę gry na basie?

Piotr Żaczek: Nie. Dla mnie najważniejszy jest przekaz. Sposób wypowiedzi jest nieważny, najważniejsza jest treść – żeby to było szczere, prosto z serca, takie płynięcie w muzyce.

Artur Pruziński: Od jakiegoś czasu wspólnie z przyjaciółmi prowadzisz warsztaty muzyczne…

Piotr Żaczek: Tak. Coraz więcej ludzi zaczęło się tym interesować. Prowadzimy warsztaty z Robertem Lutym jako sekcja, czasami prowadzę solo, niedługo będziemy prowadzić także z Grzegorzem Jabłońskim. Przekazujemy młodym ludziom wiedzę, informacje, jak bardzo można się „zespolić”.

Artur Pruziński: A jak te warsztaty wyglądają w praktyce?

Piotr Żaczek: Zazwyczaj zaczynamy zajęcia w grupach, poznajemy się muzycznie. Rozmawiamy o muzyce, inspiracjach, proszę, aby każdy coś zagrał i opowiedział o sobie.

To pozwala mi później udzielić wskazówek, jak ćwiczyć i na co szczególnie zwrócić uwagę. Potem zaczynają się zajęcia z perkusją, tu przede wszystkim skupiamy się na tym, aby sekcja była jak jeden organizm.

Artur Pruziński: Jak można się na nie zapisać?

Piotr Żaczek: Zazwyczaj na fanpage’u reklamuję warsztaty, w których biorę udział, więc chyba tam najłatwiej.

Artur Pruziński: To na sam koniec – czy zdarzyło ci się kiedyś występować z playbacku?

Piotr Żaczek: W tym zawodzie czasem jest to nieuniknione, jednak bardzo tego nie lubię. Nawet jeżeli mam udawać pod moje dźwięki wcześniej zagrane, jest to dla mnie nienaturalne.

Bardzo tego nie lubię, ale zdarzyło się. Jakiś sylwester, gdy jest -20, wtedy raz, że nie dałbyś rady fizycznie, dwa – że instrument by nie podołał z powodu warunków atmosferycznych. Ale bardzo tego nie lubię, bo zawsze gram trochę inaczej, po innych dźwiękach, czasami sam siebie zaskakuję. A playback – wiadomo – odtwarzasz konkretne dźwięki.

Artur Pruziński: Dzięki za wywiad!

Piotr Żaczek: Dzięki!

Artur Pruzinski