Plastic, czyli hipsta-dyskoteka

Plastic

Duet Plastic, czyli kolorowi i uśmiechnięci Agnieszka Burcan oraz Paweł Radziszewski. To była przemiła rozmowa. Artyści zapowiadają premierę swojego czwartego albumu. Jego przedsmak ukazał się w postaci singli i teledysków „Out of Control” oraz „U gonna love it”. Jeśli jesteś psychofanem Plastic – w tym materiale znajdziesz parę smaczków, o których – klnę się na babcię – nie wiedziałeś. A jeśli nie kojarzysz, co to, kto to – najpierw zescrolluj na sam dół, odpal ich numer „I want U”, przypomnij sobie, jak się do niego bujałeś z Helenką, Januszem na parkiecie na hipsta-dyskotece i wróć do czytania wywiadu.

Artur Pruziński: Odezwała się do mnie Daria, wasza managerka…

Paweł Radziszewski: Daria jest naszym wsparciem od promocji. Mamy nową managerkę, z której jesteśmy bardzo zadowoleni.

Artur Pruziński: A to z poprzedniej nie byliście zadowoleni?

Agnieszka Burcan: Nie, nie, ha ha ha. Wszystkie byłe managerki Plastic to nasze przyjaciółki.

Paweł Radziszewski: To się zadziało dość naturalnie. Karolina, poprzednia managerka, pracowała z nami krótko tylko i wyłącznie z uwagi na brak czasu. Teraz pomaga nam Magda, jest fajnie.

Artur Pruziński: A dlaczego jest fajnie?

Paweł Radziszewski: Bo z Magdą pracowaliśmy już wcześniej. Zajmowała się bookingiem koncertów. Dobrze się nam pracowało razem.

Agnieszka Burcan: Tak, zdążyliśmy się poznać i ta relacja przeszła w coś więcej niż tylko kwestie zawodowe.

Artur Pruziński: Wracając do Darii, czyli wsparcia promocji, usłyszałem od niej hasło „Plastic” i ciekaw jestem, czy zgadniecie jaka była moja pierwsza reakcja?

Paweł Radziszewski: Plastic Fantastic?

Artur Pruziński: Nie. Zaskoczę was. Poznajecie to nagranie? (pokazuję składankę „Klubowe Granie” z roku 2003, audycja Sebastiana Korsaka – wtedy w Programie Trzecim Polskiego Radia).

Agnieszka Burcan: Taaak! To nasz debiut.

Artur Pruziński: Utwór „Plastic sound”

Agnieszka Burcan: Pierwszy numer Plastic, którego nie ma na żadnej płycie, ani na streamingach. Historyk z ciebie.

Artur Pruziński: Tak inteligentnie chciałem zagaić i wyszedł nieco przydługi wstęp. A sam numer bardzo fajny, z bujającym groovem.

Paweł Radziszewski: Taką ciekawostka dla ciebie jako basisty może być fakt, że w tym utworze zagrał bardzo znany polski basista sesyjny, Piotrek Żaczek.

>> Czytaj także wywiad z Piotrem Żaczkiem

Artur Pruziński: No tak, basista Polucjantów. Byłem kiedyś u niego na korkach. Powiedział mi, że mam niedźwiedzią łapę. A potem, jak się okazało że w sumie to sam muszę i tak w domu poćwiczyć, to zrobiliśmy wywiad… ale przejdźmy do nowych czasów. Wasza czwarta płyta na horyzoncie. Wypuściliście już 2 single. Konsekwentnie trzymacie się wypracowanej na poprzednich krążkach stylistyki.

Agnieszka Burcan: Myśmy do niej po prostu wrócili, ha ha ha.

Paweł Radziszewski: Nasza pierwsza płyta „Plastic” była bardzo klubowa. Potem rozstrzał.

Agnieszka Burcan: Drugi krążek „P.O.P.” to kompletna zmiana stylistyki. Mocno akustyczna forma, w opozycji do pierwszej płyty. Minęło dziesięć lat od premiery tego albumu, co zresztą hucznie świętujemy w tym roku.

Artur Pruziński: Świętujecie dziesięć lat drugiej płyty? A czemu nie X-lecie pierwszej bądź trzeciej?

Agnieszka Burcan: Tak. Bo tamte nie mają dziesięciu lat, ha ha ha.

Paweł Radziszewski: Pierwsza już miała dziesięć lat, świętowaliśmy, a trzecia jeszcze nie miała, więc dopiero będziemy świętować.

Artur Pruziński: No tak, logiczne!

Agnieszka Burcan: Drugi album był takim skokiem w bok. Aczkolwiek znajduje się na nim utwór, esencja tego, o czym mówisz, takiej naszej spójności. To ukryty track.

Artur Pruziński: W sensie jak wypowiesz życzenie, to boombox go odpali?

Agnieszka Burcan: Musisz mieć przede wszystkim stary odtwarzacz CD. Pierwszy utwór należy przewinąć do tyłu i pojawia się ukryty track.

Artur Pruziński: Ktoś o tym w ogóle wie?

Agnieszka Burcan: Ostatnio zaczęliśmy o tym mówić na koncertach.

Paweł Radziszewski: Na pewno wiem ja, Jacek Gawłowski, który robił miksy i nasi psychofani.

Artur Pruziński: Porozmawiajmy o teledyskach. Pracujecie dużo z Dawidem Krępskim, znanym video directorem, designerem…

Agnieszka Burcan: Nie tylko. Tak się złożyło, że akurat trzy klipy zrobiliśmy wspólnie.

Paweł Radziszewski: Pracowaliśmy z różnymi reżyserami. Z Dawidem natomiast faktycznie świetnie się rozumiemy, nadajemy na tych samych falach.

Agnieszka Burcan: Mamy do niego duże zaufanie. Na początku rozmawiamy, potem się nie wtrącamy, a Dawid pracuje i następnie nam przesyła coś, co właściwie stanowi finał tych prac, bo jest po prostu tak dobre, zgodne z naszymi oczekiwaniami. Czasami mam wrażenie, że on zajrzał mi do głowy, widzi co bym chciała i nie musi więcej o nic pytać. Spełnia nasze marzenia. Ja zawsze chciałam „być kreskówką”, a potem staliśmy się neonami. Każda gwiazda chyba o tym marzy.

Paweł Radziszewski: Sugerujesz, że jesteś gwiazdą? Ha ha ha.

Agnieszka Burcan: Taaa…

Artur Pruziński: Trochę chyba tak. Wiecie, możemy porozmawiać o waszej drodze na Eurowizję…

Agnieszka Burcan: Chodzi o to, że między nami funkcjonuje wzajemne zrozumienie i zaufanie.

Artur Pruziński: Nagrodę nawet zdobyliście ostatnio za wspólnie zrobiony teledysk, zgadza się?

Paweł Radziszewski: Tak. Polish Music Video Awards nagrodziło Dawida za klip do utworu „U gonna love it” w kategorii muzyka elektroniczna. To było duże zaskoczenie, odbieraliśmy tę nagrodę w imieniu Dawida.

 

Agnieszka Burcan: Przy czym teledysk został już wcześniej wyróżniony na arenie międzynarodowej – znalazł się na czternastym, a potem piętnastym miejscu w rankingu „The best music video 2019” amerykańskiego portalu Thrillist, który to portal ma bardzo dużą rzeszę odbiorców, o czym zresztą wcześniej nawet nie wiedziałam.

Artur Pruziński: Odnośnie neonów i bycia gwiazdą… startowaliście w polskich eliminacjach do Eurowizji i to chyba kilkukrotnie?

Agnieszka Burcan: Raz braliśmy udział, a drugi raz skończyło się na wysłaniu zgłoszenia.

Paweł Radziszewski: Zresztą nie dostaliśmy się do dziesiątki finalistów, którzy mieli walczyć o reprezentowanie Polski w tym konkursie. Byliśmy na pierwszym miejscu listy rezerwowej. Okazało się, że Krzysiek Zalewski zgłosił piosenkę o tytule „Kiełbasa”. Nie spełnił regulaminu, bo utwór znalazł się wcześniej bodaj na YouTubie. Został zdyskwalifikowany, a my wskoczyliśmy do tej dziesiątki, co nas totalnie zaskoczyło wtedy.

Agnieszka Burcan: I już w finałach zdobyliśmy drugie miejsce wśród publiczności, a ogółem trzecią lokatę. Dzięki temu zyskaliśmy nowych fanów.

Artur Pruziński: A planujecie kolejne podejścia? Może do Eurowizji Junior? Teraz jest na topie, a jako zespół nie macie osiemnastu lat.

Pawel Radziszewski: Mamy szesnaście lat. Chyba się kwalifikujemy, ha ha ha.

Artur Pruziński: W notce prasowej znajduje się informacja o waszych inspiracjach podróżami za ocean. Jakie to inspiracje?

Agnieszka Burcan: To będzie motyw przewodni czwartej płyty. Bardzo lubimy słuchać innej muzyki i chodzić na koncerty różnych artystów, często bardzo odbiegających stylistyką od tego, co sami tworzymy. Zainspirowała nas książka Douglasa Adamsa i Marka Carwardine’a „Ostatnia okazja, by ujrzeć”. Dzieło dotyczy ginących gatunków. Panowie postanowili zobaczyć to, co ginie, czego wkrótce prawdopodobnie już nie będzie. My, idąc tym tropem, postanowiliśmy zobaczyć na żywo zespoły, których już pewnie też więcej nie zobaczymy. Oczywiście to był też pretekst do podróży. Przy okazji tych wycieczek nagraliśmy dużo atmosfer, dźwięków. Zostaną one wykorzystane na płycie.

Paweł Radziszewski: Na przykład cykady z Minneapolis, dokąd pojechaliśmy, aby zwiedzić dom Prince’a.

Artur Pruziński: Super. Zobaczyć Prince’a na żywo to było jedno z moich marzeń, którego już nie zrealizuję. Dobrze, słuchajcie, bo się rozgadaliśmy i zaraz nam wyjdzie wywiad rzeka. Powiedzcie na koniec, za co siebie kochacie, a co wzbudza irytację. Za wami kilkanaście lat współpracy.

Paweł Radziszewski: No właśnie, pracujemy tyle lat, czyli układ działa.

Agnieszka Burcan: Kiedyś Marek Kościkiewicz powiedział nam bardzo interesującą rzecz, której u nas nie lubi, mimo że generalnie bardzo się lubimy. Mianowicie czasami jak coś się dzieje, to my z Pawłem popatrzymy na siebie i nic nie powiemy, ale wiadomo że wymieniliśmy spostrzeżenia.

Paweł Radziszewski: Po prostu znamy się jak łyse konie.

Artur Pruziński: Dziękuję za rozmowę, trzymajcie się ciepło i powodzenia!

Artur Pruzinski