Post-industrialna opowieść od Shagreen

Shagreen Falling Dreams

Shagreen, czyli Natalia Gadzina-Grochowska odwiedziła domową redakcję Ciekawie o Kulturze w związku z premierą płyty „Falling Dreams”. Natalia swoje pierwsze kroki muzyczne stawiała w programie „Od przedszkola do Opola”, potem święciła sukcesy w „Szansie na Sukces”. Jako prawie dorosła dziewczyna wydała EP o nazwie „Darkest Place”, by rok 2019 rozpocząć z niezwykle barwnym i emocjonującym post-industrialem. Jej teledyski to prawdziwa uczta wizualna, a muzyka uwiodła już niejednego słuchacza.

Artur Pruziński: Często mylą cię z Shakirą?

Shagreen: Nie, ale jedna z moich koleżanek uprzedzała mnie dawno temu, że pseudonim artystyczny, który wtedy dopiero powstawał, może się ludziom kojarzyć z Shakirą.

Artur Pruziński: Falling Dreams, czyli post-industrialna opowieść o tobie. Co się kryje pod tym skrótem myślowym?

Shagreen: Każdy z tych utworów jest opisem czegoś negatywnego, co miało miejsce w moim życiu.

Artur Pruziński: Tylko negatywnego?

Shagreen: Do końca może nie. Chciałam np. napisać coś o miłości, ale w mniej oczywisty sposób. Pomyślałam sobie – a gdyby tak stworzyć coś na zasadzie, że nie życzę komuś dobrze, tylko życzę mu źle? 😊  W sensie, żeby poczuł się źle, tak jak ja się czułam źle… że niby kocham, ale jednak nie. I według tego pomysłu powstał numer „Desire”. Myślałam o pozytywnych uczuciach, ale chciałam je zamienić w negatywne.

Artur Pruziński: „Desire” to najbardziej klubowo-chillowy utwór z płyty, dość spokojny…

Shagreen: No tak, ale jednak smutny. I właśnie o to chodziło. Cały płyta to taki zlepek emocji, historii z mojego życia, ubrany w formę, o jakiej zawsze marzyłam. Wcześniej bowiem nie potrafiłam robić takiej muzyki ani nie znałam nikogo, kto czułby się dobrze w tym klimacie. Szukałam ludzi przez internet z nadzieją, że znajdę odpowiednich muzyków, ale nie było żadnego odzewu. W efekcie sama nauczyłam się robić ów post-industrial, ale proces edukacji zajął mi kilka dobrych lat.

Artur Pruziński: Teksty i kompozycje do płyty Falling Dreams są twojego autorstwa, ale wiem, że pomagał ci również mąż – Arek Grochowski. Jak się pracuje w rodzinie?

Shagreen: Bardzo dobrze. W dużej mierze dlatego, że mamy określony podział ról. Jak już mam prawie gotową piosenkę, to z reguły nie pytam się Arka, co sądzi na temat danej kompozycji, tylko proszę go o konkretną pomoc, typu dogranie do tego gitary, czy dopracowanie miksu. Na ogół jestem bardzo wrażliwa na to, że piosenki mają być “moje” i chcę mieć 100% kontroli nad utworami, ale na tyle ufam mężowi, że zostawiam go z nimi sam na sam, bo za każdym razem jestem bardzo ciekawa co zaproponuje. I do tej pory się nie zawiodłam 🙂

Artur Pruziński: Przez ostatnie lata sporo się uczyłaś, o czym już wspomniałaś. Mam na myśli tworzenie muzyki za pomocą komputera, czy właśnie miksowanie. Ile czasu trwa taka edukacja?

Shagreen: Poziom, który osiągnęłam, to efekt 6-7 lat nauki, przy czym miałam też 2 lata przerwy, kiedy nie pracowałam zbyt wiele na komputerze. Pewnie, gdyby w grę weszła systematyka, to ten proces trwałby znacznie krócej.

Artur Pruziński: Myślę, że warto było czekać na te kilka lat twojej pracy. Słuchałem Falling Dreams już kilka razy, oglądałem teledyski. Rusza mnie ta muzyka, obrazy i wydaje mi się, że jest w tym potencjał komercyjny. Mam nadzieję, że wypłyniesz ze swoim dziełem na szerokie wody.

Shagreen: Dziękuję bardzo. To było też tak, że bardzo długo zwlekałam z tym materiałem. Tworzyłam go przez kilka lat. Nie miałam śmiałości, również jeśli chodzi o pseudonim Shagreen. Remiksy, które robiłam wcześniej, publikowałam pod nazwiskiem. Największego kopa dało mi drugie miejsce w konkursie organizowanym przez 2track. Założenie było takie, żeby zremiksować utwór z puli dziesięciu piosenek wytwórni Nextpop. Wybrałam 3 utwory, potem wrzuciłam wszystkie na platformę konkursową. Jeden z nich dostał wspomniane drugie miejsce, a kolejny wyróżnienie. Odbiło się to dość szerokim echem tu i ówdzie. Bogdan Kondracki – muzyk i właściciel 2track – napisał o mnie kilka bardzo miłych zdań w uzasadnieniu wygranej. Nie zacytuję dokładnie, ale przekaz był mnie więcej taki, że muzyka, którą stworzyłam, ma w sobie niepokój i wydawać by się mogło, że to już przesada, bo aż tyle się w niej dzieje, ale równocześnie wiem, gdzie jest granica i bardzo umiejętnie jej nie przekraczam. Pomyślałam wtedy – kurcze, może nie powinnam się już bać i zaczęłam robić bardzo bogate aranżacje, w efekcie również trudne do zmiksowania. Stąd też nieoceniona pomoc mojego męża Arka.

Artur Pruziński: Wiem, że twój ulubiony numer z płyty to „This This”. Zrobiłem szybką sondę wśród trzech moich kumpli. Pokazałem im teledyski Shagreen na kanale YouTube i poprosiłem o ocenę, który im się najbardziej podoba. Każdy wybrał inny numer. Album zatem chyba jest bardzo „równy”, skoro różne piosenki zdobywają uznanie. Jak sądzisz?

Shagreen: Też się z tym spotykam. Natomiast „This This” to kawałek, który najlepiej „zażarł” na YouTube. Na Soundcloud mnóstwo osób go udostępniło. Mnie się akurat tak bardzo on podoba, bo ma ciut inną melodię niż pozostałe numery z Falling Dreams. Mąż mnie zainspirował. Był taki moment, gdy poczułam, że wpadam we wtórność i Arek wtedy zaintonował kawałek przyszłego refrenu. W efekcie „This This”  jawi mi się jako trochę odklejony od płyty, co ma swoje zalety, bo zaciekawia swoją innością. No i dużo się w nim dzieje. W każdym razie też słyszałam bardzo różne opinie. Ludzie mówią, że najlepszy jest ten bądź tamten numer.

Artur Pruziński: Abstrahując od płyty, pochodzisz z Wałcza?

Shagreen: Nie, ze Złocieńca, ale w Wałczu się urodziłam.

Artur Pruziński: Pytam, bo masz bardzo ciekawe nazwisko (przyp. red.: Gadzina). Nie wiem, czy wiesz, ale zdecydowana większość ludzi o tym nazwisku mieszka w Małopolsce, a w szczególności w Nowym Sączu. Tymczasem Ty pochodzisz z Pomorza Zachodniego. To dość zadziwiające.

Shagreen: Możliwe, że tak jest. Mój dziadek pochodzi z Małopolski, ale akurat nie z Nowego Sącza. Ja jestem lokalną patriotką. Miłość do Złocieńca zaaplikował mi tata 😊

Artur Pruziński: Słuchaj – występowałaś już jako dziecko w programie „Od przedszkola do Opola”. To kiedy zatem Opole?

Shagreen: O Jezu – to chyba nigdy z taką muzyką 😊. Chociaż oglądałam ostatnio Eurowizję. Zobaczyłam, że można na ten konkurs wysłać absolutnie wszystko. Wystąpił np. zespół Hatari z Islandii. Bardzo mi się spodobał, dużo ich słucham. Pomyślałam, że jeśli ktoś ma w ogóle odwagę wysłać taki materiał na Eurowizję, to dlaczego nie ja? Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że polscy telewidzowie przyznali Islandii najwięcej, bo aż 12 punktów! To też jest jakiś pozytywny znak. Choć w przypadku Opola musiałabym najpierw napisać coś w języku polskim.

Artur Pruziński: A gdybyś mogła zdecydować, z kim z gwiazd polskich lub zagranicznych chcesz nagrać płytę, to kto by to był?

Shagreen: Dla mnie takim autorytetem jest Trent Reznor – lider Nine Inch Nails. Współpraca z nim to byłoby spełnienie moich marzeń. Przy czym to pewnie dość oczywista odpowiedź z mojej strony. Nieoczywistym wyborem będzie artysta z regionów drum and bass, zwłaszcza z gatunku neurofunk. Nie potrafię bowiem robić takiej muzyki, ale myślę że mogłabym coś ciekawego do niej dodać. Wracając jednak do Reznora, jedna z moich szynszyli ma tak na imię 😊

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad!

Artur Pruzinski