Roots Cafe – transowa muzyka z pogranicza reggae, afro i funk

Roots Cafe

Roots Cafe – transowa muzyka z pogranicza reggae, afro i funk. 11 muzyków, w tym moi dzisiejsi goście – znany m.in. z Golden Life Adam Wolski (wywiad z Adamem z marca tego roku) oraz pochodzący z Senegalu aktor Teatru Powszechnego w Warszawie, muzyk i performer Mamadou „Góo” Ba. Fanów reggae, jak i połamanych brzmień oraz afro klimatów zachęcam gorąco do sięgnięcia po płytę „Koniugacja” oraz do zaparzenia kawy i przyjemnej lektury wywiadu z nietuzinkowymi artystami.

Artur Pruziński:  Góo, zacznę od Ciebie, bo Adama już trochę znam. Na co dzień jesteś aktorem Teatru Powszechnego w Warszawie. Jak to się stało, że znalazłeś się w Warszawie i pracujesz w teatrze?

Mamadou „Góo” Ba: Dużo pracowałem twórczo przed angażem w teatrze, głównie jako muzyk. Będąc członkiem jednej z grup muzycznych dostaliśmy propozycję od Teatru, natomiast ja tam wtedy dorabiałem również jako kelner…w teatrze. Zauważono mnie i padła propozycja, abym zagrał jedną rolę, no i aktualnie mam tam pół etatu.

Artur Pruziński: Czyli muzyka jest dla ciebie taką odskocznią od teatru, dodatkowym zajęciem?

Adam Wolski: Góo gra bardzo dużo jako solowy artysta, także te dwa światy właściwie są wyważone po równo u niego.

Mamadou: Tak, ja też dużo występuję na scenie muzycznej, podobnie jak Adam, w różnych projektach. Ostatnio grałem gościnnie koncert w Poznaniu.

Artur Pruziński: A długo siedzisz w Polsce?

Mamadou: 7 lat, wcześniej trochę mieszkałem we Francji, ale większość życia spędziłem w Senegalu w miejscowości Pikin, miasteczku położonym blisko stolicy.

Artur Pruziński: A skąd pomysł na Roots Cafe? Wiem, że zespół istniał wcześniej pod różnymi nazwami, w trochę innych konfiguracjach osobowych.

Adam: Ktoś mnie odnalazł na fejsie, bodaj Bartosz Kozakiewicz, basista. Zaproponował udział w projekcie, doszło do pierwszego spotkania. Coś pośpiewaliśmy razem, zaczęło się układać, uznaliśmy że dobrze nam idzie i powstał pomysł, żeby zrobić płytę. Przygoda Góo z kolegami z Trójmiasta trwała zresztą dłużej, bo wcześniej współpracowali w ramach zespołu The Rockas.

Artur Pruziński: No tak, różne zespoły wcześniej i równolegle, ty też przecież na stale od dawna śpiewasz w Golden Life.

Adam: Tak, właściwie wszystkich chłopaków już gdzieś, skądś znałem. Jedynym gościem, który był dla mnie niewiadomą, był Góo z którym tu dziś u ciebie jestem. Zarówno on i ja mieszkamy w Warszawie i nagle się okazało, że razem we dwóch jedziemy do Gdyni na próbę zespołu, bo tam mamy większość składu.

Artur Pruziński: Zespół jest w takim razie trójmiejsko-warszawski.

Adam : Gdyńsko-warszawski. Dla ludzi z trójmiasta to często jest istotne, aby rozróżniać Gdynię od Gdańska. Dla mnie to nie ma żadnego znaczenia, ale dla świętego spokoju, lepiej założyć, że mamy do czynienia z kooperacją gdyńsko-warszawską.

Artur Pruziński: I co, jeździcie do Gdyni na próby?

Adam: Były taki okres, że całkiem często, teraz pracujemy głównie „zaocznie” – korzystając z możliwości Internetu i domowego studia.

Artur Pruziński: A jakiś teledysk planujecie? Na kanale YouTube nie widziałem żadnego video pod konkretny utwór z płyty.

Adam: Jest teledysk, nie został jeszcze opublikowany, ale taka produkcja miała już miejsce. To się odbyło w formie warsztatów, w których miałem przyjemność brać udział. Zespół nie zdecydował jeszcze o ostatecznej, oficjalnej wersji tego teledysku. Wielu muzyków, demokracja, wymaga to ustalenia.

Artur Pruziński: Jasne. Porozmawiajmy w takim razie o płycie „Koniugacja”. Premiera miała miejsce 16 sierpnia…

Adam: Tak, płytę wydaliśmy własnym sumptem. Jest dostępna na streamingach, można też ją zakupić w wersji fizycznej przez internet. Pomógł nam z tymi tematami – mam na myśli kwestie formalne i dystrybucję – kolega z Hussar Records, Mariusz. Nakład jest na chwilę obecną niewielki. Mam nadzieję, że niedługo zagramy też koncerty promującą to wydawnictwo. Nie jest to proste, bo liczny skład oznacza, że to robi się karkołomnie w kontekście występu na scenie, logistyki, kalendarza – ale jest to do zrobienia, dajemy radę.

Artur Pruziński: Góo, a o czym są twoje teksty?

Mamadou: Teksty są głównie o ludziach, społeczeństwach. W tym kontekście pojawia się też miłość, wszelkie trudności… Teksty są w dużej mierze autorskie. Natomiast posiłkuję się też historiami. Na przykład utwór „Ziemiec” jest inspirowany historią zasłyszaną od jednej artystki. To historia o żołnierzu mieszającym zupę, uznawanym za wariata. Stworzyliśmy z tego „senegalski blues”.

Ziemiec

Artur Pruziński: Waszą muzykę sami opisujecie jako transową, wywodzącą się z reggae i funk, ale pojawiają się także wątki ZZ TOP, Bowiego…

Adam: Fakt, zaczęliśmy grać numery inspirowane twórczością artystów, o których wspomniałeś – pozornie odległej od stylistyki Roots Cafe. Jednak w naszej aranżacji jest to bardzo bliskie stylistyce reggae, którą lubimy i w końcu uznaliśmy, że warto je umieścić na płycie. W tym miejscu dodam że kilka utworów, między te o których mówimy, powstawały już na miejscu w warunkach studyjnych.

Mamadou: Tak, utwór „Heroes” z tekstem Davida Bowie już wcześniej śpiewałem, także jego obecność na płycie też nie jest dziełem przypadku.

Artur Pruziński: Mi się na tej płycie najbardziej podobają się ostatnie numery, są połamane, bardzo przyjemnie też bujają…

Adam: Ja nie mam swojego ulubionego numeru. Całość mi się podoba.

Artur Pruziński: A będziecie chcieli coś dalej robić, czy to jednorazowy projekt?

Adam: Myślę, mam nadzieję, że będzie to projekt długoterminowy. Jest „chemia” między nami, Góo i wszyscy mamy głowy pełne pomysłów… Jest też trochę takiego plemiennego klimatu na tej płycie, co myślę pozytywnie nas wyróżnia.

Artur Pruziński: Panowie, serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że płyta dotrze do szerokiej publiki, bo bez wątpienia jest tego warta. Powodzenia!

Artur Pruzinski