SagittariuS – czyli krakowski spleen. Wywiad z wokalistką zespołu.

Sagitarrius

Gościmy wokalistkę krakowskiej grupy rockowej SagittariuS. Joanna Lampa (Dżoana) opowiada o historii, dokonaniach jak i planach zespołu, a także o tym, jak na co dzień…współpracuje się z samymi mężczyznami.

Artur Pruziński: Asia, dołączyłaś do zespołu SagittariuS w 2014 roku. Jak się czujesz jako rodzynek w męskim, mocno gitarowym towarzystwie i jak bardzo zespół zmienił się, ewoluował od tego czasu?

Joanna Lampa:  Cześć, nie jest to mój pierwszy raz jako rodzynek (śmiech). Swoją przygodę z mocnym graniem zaczęłam na studiach muzycznych czyli ładnych parę lat temu. Śpiewałam wtedy w dużo cięższym brzmieniowo zespole Extravaganja. Tu ciekawostka, chyba jako jedyny w historii hardocorowy zespół zdobyliśmy wyróżnienie na Festiwalu piosenki studenckiej w Krakowie. Rodzynkiem byłam w sumie też na studiach, ponieważ skończyłam  „wagę ciężką” czyli akordeon. Jak więc widzisz mam praktykę…

A przygoda z Sagittariusem wzięła się z chęci powrotu do śpiewania. Oni kogoś szukali, ja ich znalazłam i chyba zażarło. Myślę, że to nadal się przegryza. Mnie zawsze ciągnęło do prostoty (nie mylić z prostactwem). Dlatego piosenki, które dostałam w spadku początkowo średnio mi leżały. Trochę z powodu dużej ilości tekstu, często mocno „połamanego na frazie”. Nie za bardzo mogłam się odnaleźć w tej konwencji. Dlatego wydaje mi się, że  stojąc z boku można dość wyraźnie  oddzielić Saggitariusa sprzed Dżoany i z Dżoaną.

Artur Pruziński: Pretekstem do wywiadu jest ballada „No more”, którą niedawno wypuściliście i została numerem 1 kategorii Rock in Poland w amerykańskim serwisie NumberOneMusic. To singiel zapowiadający pracę nad kolejną płytą?

Joanna Lampa:  Tak, z tym NumberOneMusic to bardzo fajna sprawa. W sumie przez przypadek, Rafał,  nasz gitarzysta  trzymający cały ten bałagan od strony muzyczno- organizacyjnej,  wrzucił tam nasz numer i nagle okazało się, że ludzie go słuchają. Co więcej, na tym się nie skończyło. Co jakiś czas dostajemy wiadomość, że nasza muzyka się spodobała, że grają ją na imprezach,  udostępniają znajomym itp. W dzisiejszych czasach, kiedy każdy gdzieś pędzi, to naprawdę duża wartość doświadczyć, że komuś gdzieś tam z końca świata chciało się napisać wiadomość, że to, co robisz, potrafi poruszyć. Fajnie się robi na sercu.

Ballada „No more” rzeczywiście jest zapowiedzią nowej prawie gotowej epki. Co do rankingu, to w danej chwili nadal jesteśmy na pierwszym miejscu. Nasz profil oglądało ponad 7000 osób, Mamy prawie 6000 odsłuchów. Nasz drugi kawałek „Shout if you can” znajduje się na miejscu trzecim i też pnie się w górę w statystykach.

Link do utworu 

Artur Pruziński: Zespół powstał na początku lat 90-tych, po kilku lat zawiesił  działalność i został reaktywowany w 2012 roku, by jak można przeczytać na waszej stronie „robić to, co naprawdę nas kręciło przez całe życie”. Czy macie pomysł, plan na siebie w kolejnych latach, czy raczej podchodzicie do tematu na rockowym luzie?

Joanna Lampa:  Na rockowym luzie (śmiech). Artur, sam wiesz jak jest. W tej branży oprócz talentu najważniejszym czynnikiem jest szczęście. Na pewno chcemy grać jak najwięcej koncertów. Mieć jak najczęstszy kontakt z publicznością. Od samych prób w salce, choćbyśmy do jakiej perfekcji nie doszli, nie zyskamy rozpoznawalności. Fajnie, że są też inne środki przekazu, ale koncertowe mięso, live, jest nagrodą, celem, tym po co to robisz i spędzasz „dupogodziny” w towarzystwie tych samych twarzy… a co będzie, to będzie, bez spiny.

Artur Pruziński: Dużo aktualnie koncertujecie?

Joanna Lampa: Poproszę  o inny zestaw pytań … Nie, kroi nam się koncert 17 marca ale ze względu na małe zawirowania nie mamy pewności co do dalszych terminów. Poza tym, koncerty organizujemy sobie sami. Nie mamy żadnego managementu. Chętnie więc gdyby coś, ktoś miał ochotę nas przygarnąć, … jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje.

Artur Pruziński: Które utwory usłyszymy na koncertach? Zespół grywał ostrzejszą muzykę, aktualnie ma bardziej melancholijny, balladowy sznyt, zmieniały się też wokalistki…

Joanna Lampa: Tak, to co było w latach 90 to było naprawdę mocne. Nie za bardzo jest co porównywać. Aczkolwiek kilka kawałków ocalało w trochę zmienionej formie. Na koncertach gramy teraz materiał z pierwszej płyty, nagranej z poprzednią wokalistką Aliną. Zespół zdobył z nią wyróżnienie w plebiscycie Radia Kraków Megafon w 2012 roku. Gramy też utwory, które powstały lub zostały zmodyfikowane po moim przyjściu do Sagittariusa. Nie ukrywam, że ciągnie mnie do trochę mocniejszego grania. Jeśli ma być ballada, to też nie do końca łzawa, ale z pazurem. W sumie to nawet nie o ten pazur chodzi, ale napięcie i taką formę wyrazu, która sprawia, że muzyka ma siłę. Dlatego nie ważne czy to będzie wykrzyczane, zawyte czy powiedziane szeptem – musi mieć siłę. Nie wiem, czy widziałeś nasz teledysk, w którym w sumie nie występujemy, o pięknym tytule Dżihad.

Artur Pruziński: Nawet słyszałem.

Joanna Lampa: I tu się zacznie. Od razu, zanim spłyną „ hejty”, chcę zaznaczyć, że nie mieliśmy zamiaru ośmieszać, znieważać ani umniejszać niczyjej wiary. Chodzi o napiętnowanie terroryzmu, który ostatnimi czasy działa pod jedną banderą. Skoro robi to oficjalnie dlaczego mamy udawać, że tak nie jest. Chcieliśmy zilustrować muzyką całą potworność zabijania.

Artur Pruziński: Jak wygląda rockowa scena w Krakowie, czy funkcjonuje w niej wiele zespołów czy też może kilka, kilkanaście i spotykacie się z nimi często w salach prób? Poleciłabyś kogoś bądź jakąś kapelę wartą posłuchania? – rzecz jasna poza SagittariuSem (śmiech).

Joanna Lampa: Hmm…zespołów jest mnóstwo. W każdej piwnicy ktoś tłucze. Żartuję. Na poważnie, mamy swoją salę prób, obok gra punkowa kapela. Z zespołami spotykamy się podczas koncertów. Jest kilka klubów, w których ciągle ktoś gra. Nie ma zastoju.

Artur Pruziński: Nie wiem, czy wiesz, ale mieliśmy kiedyś okazję pośrednio współpracować…

Joanna Lampa: Taaaaa????

Artur Pruziński: Chodzi o amatorski film krótkometrażowy Goofy, w którym zagrałaś rolę, o ile dobrze pamiętam… menela (śmiech). Zdjęcia do filmu zostały zrobione przez naszych wspólnych przyjaciół prawie 20 lat temu i odgrzebane, zmontowane przeze mnie po kilkunastu lat. Bo każdy pretekst, żeby się napić, jest dobry (śmiech).

Joanna Lampa: O nie !!! Jedna z najbardziej zakręconych inicjatyw, w których brałam udział. Z najlepszymi ludźmi na świecie. Z tego, co wyrabialiśmy, byłaby niezła książka. Słyszałam, że nawet czerwony dywan był i kapusta na premierze. Ale, żeby „gwiazdy” w osobie menela na premierę nie zaprosić.(śmiech). Gratuluję montażu. To musiało być nie lada wyzwanie (śmiech). Tylko błagam nie wklejaj linku do „ making of”.

Artur Pruziński: Wkleję do filmu…a do making of, jak ktoś będzie bardzo chciał, to zapewne i tak znajdzie. Dzięki i samych sukcesów scenicznych!

Joanna Lampa: Również dziękuję.

fotografia zdjęcia w artykule: Rychu Lis

strona www zespołu

Artur Pruzinski