Sermon – anglojęzyczny rock z Krakowa

Sermon

Zakorzeniony w rock’n’rollu stoner rock nadciąga z Krakowa. Śpiewają po angielsku, a grają iście międzynarodowo. Zespół Sermon. W ciągu zeszłego roku nagrali album zatytułowany You can’t darken the light but you can lighten the dark. Krążek opowiada o pięknie, poszukiwaniach drogi, miejscu człowieka w czasoprzestrzeni i emocjach. Swoją premierę miał 8 czerwca 2017. Okładka zainspirowana została m.in przez Codex Seraphinianus. Zapraszam do lektury wywiadu z muzykami.

Artur Pruziński: To mój drugi „krakowski” wywiad i ponownie jego przyczynkiem jest ciekawy, rockowy projekt. Kraków nową stolicą topowej muzyki lat 70-tych?

Jaro: Oby! Jednak pod wieloma względami muzyka w Krakowie ma się dobrze. Są dziesiątki wartych uwagi koncertów, a także spora i różnorodna scena muzyki improwizowanej.

Krzychu: Wydaje mi się, że raczej zbyt mocne słowa, jest parę dobrych projektów bazujących na tych latach, jednak raczej chowają się w „podziemiu”.

Adam: Myślę, że Kraków jest mieszanką muzyki, nie tylko topowej muzyki lat 70-tych. Krakowski jazz dla przykładu też jest na całkiem wysokim poziomie. Mamy większe pole do popisu niż zeszłe pokolenia dlatego każdy nurt muzyki będzie się rozwijał dużo sprawniej.

Artur Pruziński: Pretekstem do tej rozmowy jest wasz debiutancki album „You can’t darken the light but you can lighten the dark”, który miał premierę 8 czerwca tego roku. Do kogo adresujecie płytę, kto powinien po nią sięgnąć?

Krzychu: Wszyscy Ci, którzy nie boją się nowości, lubią dużo brudu i nie są zbyt dokładni.

Adam: Po prostu do każdego, kto będzie czerpał przyjemność z jej słuchania, to może być choćby czarnoskóry człowiek z plemienia Mursi czy rdzenny Indianin z północnej Kanady. Jeżeli tylko coś w nim drgnie, słuchając Sermon, to do niego adresuje tą muzę.

Artur Pruziński: Zakorzeniony w rock’n’rollu stoner rock. Jakie są najbardziej charakterystyczne elementy muzyki, którą gracie?

Jaro: Trudno nam jednoznacznie określić jaką muzykę gramy. Tutaj powinien się wypowiedzieć ktoś inny. Raczej nie zakładamy jednego kierunku, gramy razem już wiele lat i gramy po prostu tak jak lubimy grać. Ja osobiście staram się aby było mocno, energicznie i rock’n’rollowo, a z drugiej strony lubię próbować nowych rzeczy.

Krzychu: Jak wyżej (śmiech): brud, hałas, dużo dołu .. coś, czego nie da się słuchać, ale jakoś dajemy radę.

Adam: Drop D.

Artur Pruziński: Średnio raz w tygodniu koncertujecie.. Rozumiem, że muzyka w tym momencie to dla was priorytet, godzicie bez problemu podróże po kraju z codziennymi obowiązkami? Gdzie m.in w Polsce będzie można was posłuchać na żywo do końca roku?

Jaro: Nie jest tego tak dużo, z chęcią gralibyśmy tych koncertów jeszcze trochę więcej. Często też się widujemy na próbach – średnio dwa razy w tygodniu.

Krzychu: Mi muzyka daje poczucie pewności w każdej sferze życia, cokolwiek by się nie działo zawsze mi pomoże, podpowie, także zawsze będzie priorytetem nawet jeśli nie będzie grosza przy duszy…Pewnie ze godzimy (śmiech). Każdy z nas gdzieś pracuje i coś poza tą pracą trzeba robić, bo tak naprawdę czasu jest mnóstwo. Czasem pracy nie ma – wtedy jest Cheap Thrills. Cały przebieg trasy można śledzić na naszej głównej tudzież facebookowej stronce.

Adam: Jest to w zasadzie pierwszy taki intensywny rok, więc myślę, że każdy dopiero to sobie układa, a przynajmniej planuje na bieżąco. Średnio raz w tygodniu gramy koncert, ale tylko od maja do sierpnia, więc nie wychodzi tego wcale tak dużo, może około 20 koncertów w ciągu tych 4 miesięcy, dlatego można to pogodzić z codziennymi obowiązkami bez większego problemu, tym bardziej, że każdy ma jeszcze osobne projekty muzyczne.

Artur Pruziński: Krzychu i Adam – śpiewacie w języku angielskim. Kariera międzynarodowa, a może tak czujecie po prostu?

Krzychu:  Jeśli się uda rozwinąć coś poza Polską, to czemu nie! Trzeba próbować. Jak narazie wojujemy w kraju i też jest fajnie. Lubię stosować angielski, nie wiem.. jakoś lepiej mi pasuje i ładnie brzmi z naszą muzą (śmiech).

Adam: Ja tak czuję, angielski dobrze się łączy z muzyką, wszystko się zgadza. Intuicyjnie zaczęliśmy po angielsku. Kariera międzynarodowa swoją drogą. Zakładam, że większy odzew będzie w Europie czy na świecie prezentując anglojęzyczny album niż w Polsce, gdzie ludzie zwracają uwagę głównie na tekst i gdzie pożywką muzyczną jest disco-polo.

Artur Pruziński: Na koniec powiedzcie proszę parę słów o sobie, kogo kochacie, z kim sypiacie, czemu Kraków nie lubi Warszawy itp. – takie smaczki, jak to w rock’n’roll’u.

Jaro: Najbardziej kocham dobrą energię. Zakochałem się też ostatnio w pierwszej płycie Black Sabbath, naprawdę. Ogólnie hippiesowe klimaty mocno mi pasują, ale i na metalowy rytuał z chęcią się wybiorę, a z Krzychem gramy jeszcze w bandzie, gdzie łączymy Black Metal i HC. Mogę się też podzielić informacją: Pentagramček – satanistyczny folk dla dzieci po słowacku – polecam.

Krzychu: Kocham funk z lat siedemdziesiątych, zimne piwko i dużo grooovu. Cześć!

Adam:  Kochamy się, ale nie sypiamy ze sobą.

Zapraszamy na fanpage zespołu oraz stronę www.

Artur Pruzinski