SOUNDFEAR – metal wymykający się stereotypom

Soundfear

Muzyki metalowej w Ciekawie o Kulturze jeszcze nie było. Miałem przyjemność porozmawiać z muzykami kalisko-wrocławskiego zespołu SOUNDFEAR: Marcinem Buchnajzerem (gitara) oraz Szymonem Orłowskim (wokal). Panowie opowiadają szczerze o emocjach, stylistyce, o tym, dlaczego metal można uznać za wariację muzyki klasycznej. Polecam lekturę, w szczególności tym wszystkim, którzy na co dzień utożsamiają metal z „darciem mordy” i głośnym graniem. To tylko etykieta, warto spojrzeć głębiej.

ARTUR PRUZIŃSKI: Panowie, gracie nowoczesny death metal. Co to za nurt, czym się różni stylistycznie choćby od takiego mało znanego zespołu Metallica?

MARCIN BUCHNAJZER: Gramy zupełnie inną muzykę niż Metallica, chociaż jesteśmy częścią wielkiego koszyka o nazwie Muzyka Metalowa. My raczej wyciągamy z muzyki, ile się da. Kombinujemy, szukamy nowych rozwiązań. Nie tworzymy muzyki, która się sprzeda, tylko taką, która jest w stanie jeszcze kogoś zaskoczyć. Stworzyć wrażenie, że czegoś takiego słuchacz jeszcze nie słyszał (i nie widział). Bardziej niż popularni, chcemy być wyjątkowi.

SZYMON ORŁOWSKI: Dla wielu nasz rodzaj muzyki to zwykłe “darcie ryja” – w ogóle się z tym nie zgadzam. Wg mnie jest to gatunek dla ludzi, którzy szukają czegoś więcej niż tylko przyjemnego pulsu “pod nóżkę”.

ARTUR PRUZIŃSKI: Jakie mamy podgatunki w metalu i które z nich są najbardziej strawne dla typowe słuchacza Lata z Radiem?

MARCIN BUCHNAJZER: Mój mózg nie jest w stanie połączyć tych dwóch rzeczy (śmiech). Koncerty metalowe to zupełnie inne zjawisko, niż eventy w stylu „Lato z radiem”. W metalu chodzi o granie muzyki na żywo, o pełny pakiet emocji z tym związany, a koncerty Lata z Radiem to raczej występy nastawione na muzykę puszczaną z playbacku. Jak dla mnie, wszelkie próby łączenia muzyki metalowej z innymi popularno-radiowymi gatunkami wychodzą kiepsko i brzmią jakby były robione na siłę. Ciężko jest znaleźć kompromis. Tutaj kontrprzykładem może być stary dobry System of A Down z pierwszych płyt. Muzyka metalowa, do słuchania dla każdego. Nawet moja dziewczyna Daria bardzo ich lubi, a na co dzień zupełnie nie słucha niczego ”ciężkiego”.

SZYMON ORŁOWSKI: Dla kompletnego laika death metal to ciężki kawał chleba. Myślę, że zapoznanie się z metalowymi klasykami brzmienia i kompozycji metalowej ułatwi późniejszy odbiór ciężkich brzmień. Polecam sprawdzić Korn, System Of A Down, Apey and The Pea ect.

ARTUR PRUZIŃSKI: Mam wrażenie, że na polskiej scenie mamy dwa zespoły metalowe – Behemoth i Vader, które zrobiły zawrotną karierę międzynarodową, a cała reszta bezustannie usiłuje przebić się do szerszej publiki. Czy tak faktycznie jest? Być może jest to muzyka skazana na wąskie grono odbiorców, dlatego wyjście poza granice kraju to najlepszy z możliwych pomysłów? I które miejsce w tym szeregu zajmuje Soundfear?

MARCIN BUCHNAJZER: My staramy się tworzyć własną historię. Oczywiście pośrednio korzystając z tego, co osiągnęły te zespoły oraz z drogi jaką utorowały. W przyszłości widzimy siebie na jednej z scenie z taką kapelą jak Behemoth, ale również z dziesiątkami najlepszych składów z całego świata. Ambicje mamy wygórowane i jesteśmy wytrwali. Uważam, że to dużo.

SZYMON ORŁOWSKI: Nie zapominajmy o Decapitated! Odpowiadając na pytanie – wyjście poza granice kraju to standardowy krok dla każdego muzyka z ambicjami na karierę międzynarodową.

ARTUR PRUZIŃSKI: Kontynuując wątek globalny, graliście dużo w kraju i zagranicą. Czy aktualnie macie więcej fanów w Polsce czy poza ojczyzną?

MARCIN BUCHNAJZER: Aktualnie nasz zasięg powinien się głównie zawierać w obrębie Polski, z tego względu, że gramy koncerty głównie u nas w kraju, poza paroma wyjątkami. Także ciężko nam zweryfikować fakt czy dużo osób nas słucha poza Polską. Zdarza się, że dochodzą do nas jakieś przyjazne sygnały z takich krajów jak Brazylia czy Stany, ale raczej jesteśmy jeszcze producentami na skalę krajową.

SZYMON ORŁOWSKI: I tu dodam, że nawet odwiedzając Stany udało mi się trafić na kogoś, kto słuchał Soundfear – to było dla mnie abstrakcją, ale też uświadomiło mi jakie możliwości dotarcia do słuchaczy mamy obecnie.

ARTUR PRUZIŃSKI: A czy metal można usłyszeć w radiu, telewizji, czy też mainstreamowe media unikają tego gatunku?

MARCIN BUCHNAJZER: Metal, który nas interesuje, nie jest rozchwytywany przez mainstreamowe media. Mieszkając w Polsce, jedyną drogą dojścia do ciekawej metalowej muzyki jest Internet. I pewnie taka sytuacja ma miejsce w każdym kraju, no chyba że jak miałbym strzelać to stawiałbym, że w Norwegii muzyka metalowa leci w radiu w dziennych audycjach i jest to dla nich zupełnie naturalne (śmiech).

SZYMON ORŁOWSKI: Zdarza się, że Behemoth poleci w radiu, ale to jakoś koło 4:00 rano. Poza tym radio mnie nie interesuje – nie ma nic do zaoferowania w porównaniu z całą masą pięknej muzyki na świecie.

ARTUR PRUZIŃSKI: Taka obserwacja: gram z zespołami jazz-rockowymi po różnych studiach i widzę, że większość kapel, która funkcjonuje w podziemiu, to składy progresywne, punkowe, rockowe – dużo ludzi chce grać taką muzykę, tylko słuchaczy brak… W tym kontekście zapytam o koncerty, dużą macie publikę?

MARCIN BUCHNAJZER: Dopóki nie gra się na największych festiwalach, a w Internecie nie hulają pięknie spompowane klipy, które mają po kilka milionów wyświetleń to ciężko jest wyciągnąć na normalnym koncercie w klubie nawet te 200 osób.

SZYMON ORŁOWSKI: Zgadza się. Zebranie publiki to długi i wymagający proces. Trzeba dać się poznać i zachęcić swoim koncertem do przyjścia na kolejny. Jeśli grasz gdzieś czwarty raz to widzisz różnicę. Oczywiście wiele zależy też od sezonu koncertowego – w lato więcej osób pójdzie na grilla niż na koncert.

ARTUR PRUZIŃSKI: Dla mnie metal to przede wszystkim matematyka – skomplikowane, trudne formy i do tego nie zawsze łatwo przyswajalne…

MARCIN BUCHNAJZER: Metal to połączenie matematyki i naturalności. Gra się często skomplikowane partie, ale grało się je już tyle razy podczas nauki oraz ćwiczeń, że wykonuje się je bez namysłu, za pomocą pamięci mięśniowej, dlatego grając metal można odczuwać przyjemność, a nie tylko w pełnym skupieniu próbować wbić każdy dźwięk.

Od strony słuchacza metal może być ucieczką od rzeczywistości muzycznej, którą tworzą między innymi utwory robione na tych samych w kółko przewijających się patentach, rzeczy które już były zagrane dawno temu i to dużo lepiej, nie mających w sobie nic wartościowego, takiego jak innowacja, zaskoczenie, wprowadzenie w jakiegoś rodzaju trans czy wytworzenie dużej energii poprzez mocno przemyślane niespotykane przejście. Mam w głowie, być może jest to iluzja, że metal ma w sobie taki potencjał, co muzyka klasyczna. Muzykę metalową można pisać w milionie różnych wariantów, od najwolniejszych riffów po szybkie tremola, a dzięki ciężkim przesterowanym gitarom, wrzaskom oraz perkusji będzie to wszystko zachowane w stylistyce metalowej. Dlatego komponując utwory metalowe, można w pełni wykorzystać możliwości, jakie dają nam prawa muzyki i „polecieć” z tematem w zupełnie nowe zakątki (śmiech).

ARTUR PRUZIŃSKI: Nie korci was, żeby trochę ugrzecznić muzykę, to znaczy zanurzyć się w klimat ballady, wokal sprowadzić do czytelnej formy? Istniejecie już na scenie ponad 10 lat, może czas na eksperymenty?

MARCIN BUCHNAJZER: Soundfear od samego początku był jednym wielkim eksperymentem. Od zawsze chcieliśmy nie stać w tym samym rzędzie, co każdy. Dlatego eksperymenty TAK, ale tylko po naszemu. Z każdym dniem stajemy się inną kapelą, ewoluujemy. Bardzo nam się to podoba i mam nadzieję, że zawsze będziemy czymś ciekawym, godnym zobaczenia na żywo, czymś co daje do myślenia i zostaje w pamięci.

SZYMON ORŁOWSKI: Nie oddałbym przyjemności grania po swojemu dla sprawdzenia czy ballad słucha więcej osób. OK, słucha tego więcej osób, ale też więcej osób takie rzeczy próbuje grać (z różnym skutkiem). Zresztą wydaje mi się, że dla nas byłby to strzał w kolano.

ARTUR PRUZIŃSKI: Na sam koniec: wydaliście do tej pory dwie ep-ki. Kiedy usłyszymy longplay?

MARCIN BUCHNAJZER: Jesteśmy w połowie nagrywek na płytę. Bliżej jeszcze nigdy nie byliśmy!

SZYMON ORŁOWSKI: W grudniu nagrywamy wokale. Zostanie bas i perkusjonalia plus smaczki efektowe. Dlaje wysyłamy tracki do miksu i masteru. Na koniec skupimy się na wydaniu i promowaniu LP.

Artur Pruzinski