Suzia Kłosińska – a może tak koncert w domu? (wywiad)

Suzia Kłosińska

Suzia Kłosińska – wokalistka, kompozytorka, piosenkarka, gitarzystka, laureatka FAMA 2015 i YAPA 2017, artystka prawdziwie unikalna i niebywale zdolna. Możecie się o tym przekonać, czytając poniższy wywiad, ale przede wszystkim zachęcam do posłuchania jej piosenek. Są dostępne zarówno na platformach streamingowych typu spotify, jak i w formie fizycznego krążka „Nie dzieje się nic”. Szczególnie polecam wybrać się na koncert, bądź…uwaga, zaprosić Suzię na prywatny występ, np. domówkę ☺  Jest zacnie i ze smakiem, duża dawka pozytywnej energii!

Artur Pruziński: Przesłuchałem twoją płytę „Nie dzieje się nic” kilka razy. Jest cudowna. Bardzo mi się podoba. Masz głęboką barwę głosu, a gdy się słucha wnikliwie materiału, to przechodzą dreszcze…

Suzia: Jest mi bardzo miło to słyszeć. Przez długi czas bałam się nagrywać jakikolwiek materiał. Brakowało mi pewności siebie i wiary w autorskie piosenki. Natomiast już po nagraniu płyty, która powstawała we współpracy z Michałem Wrzosińskim, mam takie poczucie, że się udało. Tym bardziej, gdy słyszę taki komplement, bardzo się cieszę i wiem, że płyta stała się zwieńczeniem ciężkiej pracy. Dziękuję.

Artur Pruziński: Czy to nie jest trochę tak, że uczestnicząc w FAMIE czy w YAPIE, budowałaś pewność siebie, przełamywałaś kolejne bariery?

Suzia: Myślę, że trochę tak. To były wręcz przełomowe momenty, dzięki którym poczułam, że scena to moje miejsce.

Artur Pruziński: A pamiętasz swój pierwszy występ publiczny?

Suzia: Oj pamiętam 🙂 Tragedia. To się działo w ART.BEM czyli Bemowskim Centrum Kultury w Warszawie. Koncert uczestników zajęć „Studio Piosenki Rozrywkowej” p. Bożeny Zalewskiej. Wyszłam na scenę z własną piosenką i zaczęłam śpiewać. W połowie utworu zapomniałam tekstu… zatrzymałam się, nogi trzęsły mi się jak galareta, podobnie głos…powiedziałam, że zacznę jeszcze raz i…zaczęłam 🙂 To było ciężkie przeżycie, ale z perspektywy czasu wiem, iż bardzo potrzebne. Mimo stresu bawiłam się fantastycznie i wiedziałam, że to dopiero początek.

Artur Pruziński:  Zaintrygowała mnie pewna rzecz. To może być trochę nietypowe pytanie – uprzedzam. Czy oglądałaś film Macieja Ślesickiego „Sara” z lat 90-tych?

Suzia: Oglądałam, ale bardzo dawno temu.

Artur Pruziński: Tam jest taka kwestia Cezarego Pazury, gdzie wypowiada słowa „do domuuu!”, akcentując je w niezwykle nietypowy sposób. Po latach w jednym z wywiadów opowiedział, że wymyślił taką formę wypowiedzi, aby jeszcze mocniej podkreślić swoją rolę.  Słuchając utworu „Wróć ze mną do domu” przypomniała mi się ta anegdota, bo stosujesz tutaj podobny trik. 

Suzia: Wiesz co, ja generalnie cierpię, kiedy słyszę transakcentację – to mnie boli, ale przede wszystkim dlatego, że wiem, iż sama też z niej korzystam. Czasami muzyka wymaga tego, aby niektóre słowa do niej nagiąć. Aby dopasować tekst do muzyki, bywa że jest to niezbędne. Zwykle nie robię tego celowo. Dopiero, kiedy skończę komponować, słyszę że zrobiłam to, czego tak bardzo sama nie lubię. Niemniej wydaje mi się, że jeśli dzięki temu piosenka staje się łatwiejsza do zapamiętania, to nie będę z tego rezygnować.

Artur Pruziński: Tak sądzę, mam nadzieję, że będzie hit.

Suzia: Oby 🙂

Artur Pruziński: Widziałem zresztą, że byłaś niedawno u Gabi Drzewieckiej w Chilli Zet. Puszczają cię tam teraz?

Suzia: Tak, było bardzo sympatycznie! Ale nie wiem, czy puszczają, muszę sprawdzić.

Artur Pruziński: A widziałaś już jakąś złotówkę z ZAIKS? 🙂 

Suzia: Nie jestem jeszcze zarejestrowana, ale wiem, że coś tam na mnie czeka, bo dostałam kilka wezwań od bodaj ZPAVu.


Artur Pruziński: Skoro już o pieniądzach mowa…„Wspieram to”. Gratuluję sukcesu crowdfundingu, bo widziałem że udało ci się i to znacznie przekroczyć cel finansowy zbiórki, dzięki czemu powstała płyta „Nie dzieje się nic”. Chciałbym cię spytać o nagrody, które można było zdobyć w ramach tej akcji, a dokładnie o warsztaty z kreatywności i pisania piosenek oraz prywatne koncerty. Dużo miałaś takich zapytań, nagród do zrealizowania? Jak to w praktyce wygląda?

Suzia: Jeżeli chodzi o prywatne koncerty, mam już doświadczenie w graniu w dziwnych miejscach. Ulica w tym kontekście nie stanowi dla mnie wyznacznika jeśli chodzi o definicję takiego miejsca. Mam na myśli zaproszenia na koncert grany w mieszkaniu, zaproszenia od prywatnych osób. Takie rzeczy już robiłam i wiedziałam, że to się sprawdza. Na liście znajduje się kilka osób, które zdecydowały się na tąką nagrodę. Pierwszy z prywatnych koncertów zagrałam pod koniec sierpnia. Następne przede mną.

Artur Pruziński: I jak  to wygląda? Rodzina siada na sofie, tyle że nie przed telewizorem, tylko na wprost ciebie i ty tam z gitarką robisz show?

Suzia: Mniej więcej tak ☺. Mam przygotowany cały program z piosenkami. Trochę tak jak koncert w klubokawiarni. 100% dawania z siebie emocji, profesjonalizmu.

Artur Pruziński: A sąsiedzi się nie denerwowali, że ktoś za ścianą im tu przez godzinę koncertuje?

Suzia:  Nie, zwykle sąsiedzi są zapraszani. Może to z tego wynika… Jeśli chodzi natomiast o warsztaty, to nie miałam póki co okazji takowych prowadzić, ale mam na nie konkretny pomysł. Pisałam do kilku osób, które takie nagrody „kupiły” i na razie nie mam w tej sprawie odzewu, więc zobaczymy.

Artur Pruziński: A kojarzysz francuską artystkę ZAZ?

Suzia: No jasne!

Artur Pruziński: Trochę w nawiązaniu do tych domowych czy też ulicznych koncertów pytam. Bardzo lubię ZAZ z jej pierwszego okresu twórczości, gdy jeszcze nie była super rozpoznawalna, grała ze swoim trio na ulicy, a całość miała niepowtarzalny klimat. Potem weszła do studia i dla mnie osobiście czar prysł, niemniej do czego zmierzam… otóż widziałbym ciebie solo lub z mniejszym składem, jeżdżącą po dużych europejskich miastach i grającą na skwerach, rynkach. Trzeba by tylko przełożyć teksty utworów na język angielski.

Suzia: To by było fantastyczne i nie mówię nie. Zresztą, pierwsze piosenki pisałam w języku angielskim. Nie wykluczam nagrania albumu w tym języku.

Artur Pruziński: A jak w tym kontekście wygląda kwestia zespołu? Jest was już więcej, grasz z grupą zdolnych muzyków.

Suzia: W 2012 roku powstał pomysł na Suzię. Na początku to był „one man (lub girl) show”. Po pewnym czasie poznałam innych songwriterów, którzy funkcjonowali od jakiegoś czasu w podobnej konwencji. Zebraliśmy się, zaczęliśmy grać razem, koncertować akustycznie po Warszawie. W międzyczasie uznaliśmy, że ciekawym uzupełnieniem tych występów będzie dogrywanie sobie nawzajem. Wtedy pierwszy raz słyszałam moje kompozycje w większym aranżu. Te same utwory, ale zagrane, zaśpiewane na więcej instrumentów, wokali. Przez długi czas myślałam, że taka forma grania to jest dokładnie to, co się dla mnie sprawdza. Natomiast kiedy kilka lat później doszłam do wniosku, że jestem gotowa do nagrania płyty, Michał Wrzosiński namówił mnie na bardziej przestrzenne aranżacje. Przekonał, że wejście w nową konwencję się sprawdzi. Poczułam, że to dobry krok, że chcę wynieść swoje kompozycje na nowy poziom.

Artur Pruziński: Suzia, właściwie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci w takim razie kolejnych kroków. Chciałbym, żebyś została gwiazdą, żeby ludzie nucili twoje piosenki.

Suzia: Dziękuję.

Artur Pruziński:…Ale nie, jeszcze ostatnie pytanie, tak na sam koniec ☺ Grałaś ostatnio na plaży – fajnie było?

Suzia: Tak, wspaniale. Grałam w Beach Barze Piaskownica w Rewalu, tuż nad wodą, na samej plaży. Gra się przy odgłosach szumu fal, przy wietrze, przy zachodzącym słońcu, dla ludzi, którzy siedzą pod kocami, przy herbatce lub winku. Coś pięknego.

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad Suzia. Powodzenia!

Artur Pruzinski