Symptom Izera – wywiad z artystami

Symptom Izera

Symptom Izera – rockowy kwintet z Wrocławia, choć przewrotnie można powiedzieć, że słychać u nich klimat zielonej Irlandii, jasnogórskiej Częstochowy, śląskiego Rybnika czy zakrapianego bawarskim piwem Monachium. Rockowa różnorodność to drugie imię muzyki wykreowanej przez Symptom Izera. W maju 2018 ukazał się ich debiutancki krążek „Come with me”. Sięgnijcie po płytę, zdecydowanie warto ją sprawdzić. A z okazji premiery albumu, reprezentacja zespołu odwiedziła mnie w Warszawie. O to efekt naszej rozmowy.

Artur Pruziński: Panowie, przedstawcie się proszę – jaką każdy z was z osobna pełni funkcję w zespole plus może parę słów o sobie prywatnie.

Emil Madaliński: Emil Madaliński – gitarzysta. Kocham ludzi i zwierzęta. Gram również w innych zespołach, także na harmonijce. Nie tylko hardrockowa muzyka, ale i choćby jazz.

Przemysław Korth: Przemek – również gitara…

Artur Pruziński: Przemek jak słyszę jest bardzo wylewny 🙂 Został nam Tomasz.

Tomasz Pawlak: Tomasz Pawlak, Symptom Izera, bas. Wszędzie i w innych projektach – zawsze bas.

Artur Pruziński: A kontrabas? Może chcesz kupić w promocji? Mam jeden elektryk do sprzedania…

Tomasz Pawlak: Nie, nie. Pomacałem. To już nie jest to 🙂

Artur Pruziński: Przejechaliście z Wrocławia do Warszawy długą drogę. Robicie taki mini-tour po mediach. Dzięki za odwiedziny również i u mnie. Znam kilku muzyków we Wrocławiu, głównie związanych z jazzem oraz Narodowym Forum Muzyki. Tymczasem wasza muzyka to taki konkretny schabowy – to moje pierwsze skojarzenie po przesłuchaniu płyty „Come with me”.

Tomasz Pawlak: W sensie, że kotlet? 🙂

Artur Pruziński: Nie że kotlet, tylko że jest tutaj mięso, nie metalowe mięso, ale po prostu jest treściwie. No tak… wam od razu się skojarzyło z coverami, faux pas z mojej strony.

Emil Madaliński: Wiesz, ja czasem trochę mam do czynienia z kotletami, np. jakaś bossa nova.

Tomasz Pawlak: Też miałem przygodę, ale bardziej covery pod piwo, nie wesela całe szczęście, bo chyba nie potrafiłbym zagrać z czystym sumieniem takiej np. „Jarzębiny” 🙂

Artur Pruziński: A oglądaliście polski film z zeszłego roku „Gotowi na wszystko. Exterminator”? Film o kapeli metalowej, która po dwudziestu latach reaktywuje się, chce wrócić z repertuarem, ale okazuje się, że popyt jest już tylko na wspomnianą „Jarzębinę”.

Tomasz Pawlak: Nie widzieliśmy, ale w takim razie na pewno po niego sięgniemy. Co do samych coverów, grałem sety po kilkadziesiąt minut, sety rockowych zespołów. Podczas koncertu potrafiło się przewinąć pięćset, sześćset osób. To nie mało.

Artur Pruziński: Wręcz pokaźna liczba. A aktualnie gracie koncerty?

Emil Madaliński: Jeszcze nie, ale są w planach.

Tomasz Pawlak: Problemy natury technicznej. Wokalista, Waldemar Bolesta, mieszka w Monachium.

Artur Pruziński: Ale to wokalista dojeżdża?

Emil Madaliński: My z reguły spotykamy się we czterech, jeszcze z Sebastianem Sroką – perkusistą. Razem nagrywamy, wysyłamy Waldkowi.

Tomasz Pawlak: Tak, a kiedy przyjeżdża na kilka dni, to wtedy najczęściej spotykamy się u mnie w garażu, gdzie mam, powiedzmy, domowe studio. I tam czasem gramy, przy czym ja mieszkam pod Legnicą, dziewięćdziesiąt kilometrów od Wrocławia. Gdy spotykamy się już we Wrocławiu, to wtedy wynajmujemy salkę prób.

Emil Madaliński: Jest to wszystko trochę skomplikowane logistycznie. Monachium, Wrocław, Legnica, ale podchodzimy do tego na spokojnie. Chcieliśmy nagrać płytę. A teraz, jak się uda w tym roku zagrać 2, może 3 koncerty, to będzie super, ale nic na siłę. Chcemy to zrobić solidnie.

Tomasz Pawlak: Poza tym Waldek wyjeżdżał do Monachium już od kilku lat, więc wiedziałem, ściągając go do zespołu, że nagle nie zniknie z dnia na dzień. Pierwsze półtora roku był jeszcze we Wrocławiu, dopiero przy nagrywaniu wokali zdecydował się na przeprowadzkę.

Artur Pruziński: Stwierdził pewnie, że ma was już dość…

Tomasz  Pawlak: Jego żona się wyprowadziła kilka lat temu. Ostatecznie znalazła stałą pracę, mieszkanie, no i Waldek się wyprowadził.

Emil Madaliński: Ale zadeklarował się, że będzie przyjeżdżał. I tak jest. Krótko mówiąc, stawiamy na jakość, nie na ilość.

Artur Pruziński: Geneza Symptom Izera. Jesteście konglomeratem artystów, którzy grali w Polsce w różnych zespołach, miejscach. Jak to się stało, że wy się kurde w końcu zebraliście w jeden band?

Emil Madaliński: Ja z Sebastianem Sroką grałem wcześniej w zespole Odium w Częstochowie, w latach 1995 – 2000. Nagraliśmy dwie płyty, a potem wyjechałem do Irlandii, gdzie spędziłem dziesięć lat. Tam oczywiście po drodze kilka projektów, też szkoła jazzowa. Potem zamieszkałem we Wrocławiu, zadzwoniłem do Sebastiana, spytałem co tam słychać…

Przemysław Korth: A tymczasem Sebastian grał ze mną w tym czasie, już zresztą od kilku lat. Wynajęliśmy sobie salę we dwóch i tak tydzień po tygodniu muzykowaliśmy, głównie dla przyjemności. No i nagle odezwał się Emil, postanowiliśmy założyć zespół.

Emil Madaliński: Idąc dalej, wrzuciliśmy ogłoszenie na Gumtree, że szukamy basisty. I tak się nam człowiek trafił – Tomek Pawlak. Zadzwonił, powiedział że przyjeżdża, no i przywiózł swoje graty, wielką „lodówkę” 🙂 Rozłożył się z tym wszystkim, a potem jeszcze zawsze pierwszy był na próbie, mimo że dojeżdżał prawie sto kilometrów.

Tomasz Pawlak: I tak ziarnko do ziarnka, ściągnąłem już ja do zespołu Waldusia, z którym pracowałem w różnych projektach prawie dwadzieścia lat. Akurat odchodził z Anastasis, więc moment był dobry.


Artur Pruziński: Porozmawiajmy o płycie „come with me”. Premiera miała miejsce w maju. 6 kompozycji. Z czego jesteście najbardziej dumni na tej płycie, czy to wspólne demokratyczne dzieło, czy ktoś się szczególnie przysłużył do jego powstania?

Emil Madaliński: Zdecydowanie każdy z nas przysłużył się po równo, jeśli chodzi o powstanie płyty. Ja jestem najbardziej dumny z tego, że jest tu moja gitara, są moje pomysły, a także robiłem miks albumu. Master robił już Adam Celiński, świetny facet, który ma bogate doświadczenie, odpowiedni sprzęt i krótko mówiąc zrobił świetną robotę.

Przemysław Korth: Cała płyta, od momentu startu, czyli marca 2016 do września tego samego roku pracowaliśmy nad tymi numerami z konsekwencją. Jesteśmy dumni z całości.

Artur Pruziński: Natknąłem się na taką recenzję, w której jeden z dziennikarzy opisał waszą muzykę jako skrajności łączące się w spójną całość…

Emil Madaliński: Tak, każdy z nas coś przemycił od siebie. Ja od początku nie chciałem skupiać się na ostrym graniu, tylko dorzucić coś bardziej  w stylu fussion. Stworzyliśmy pierwszy wspólny numer te 2 lata temu i wiedzieliśmy, że to jest to, taki trochę pomost między naszymi gustami.

Artur Pruziński: A dlaczego gracie, chcecie być gwiazdami rocka, czy to po prostu hobby, pasja?

Tomasz Pawlak: Kiedyś na pewno człowiek myślał, żeby to poszło gdzieś dalej. Ale teraz to bardziej hobby, a właściwie to jest jak powietrze. Kiedyś miałem taki moment, że przestałem grać, stwierdziłem, że nie ma już z kim u mnie w mieście, sprzedałem graty… nie wytrzymałem. Pierwsza kapela, która się pojawiła po tym czasie w  Legnicy, to byli żołnierze. Od razu się zgłosiłem J Graliśmy naprawdę duże koncerty. Fajna przygoda. Dostaliśmy np. rozkaz grać na jakimś festynie. Bardzo ciekawie.

Artur Pruziński: To tak na koniec wywiadu, chcielibyście komuś szczególnie podziękować w związku z premierą albumu?

Emil Madaliński: Chciałbym podziękować studiu ARMATA, w którym pracuję, gdzie jestem realizatorem dźwięku. Dziękuję chłopakom ze studia za udostępnienie pomieszczeń i za to, że mogliśmy tam miksować i nagrywać.

Tomasz Pawlak: Ja na pewno rodzinie, bo…pozwoliła 🙂

Przemysław Korth: Wszystkim, którzy przyczynili do powstania płyty. Ciężko tak z osobna, żeby przypadkiem kogoś nie pominąć nie chcący.

Artur Pruziński: Dzięki, gratulacje raz jeszcze i powodzenia!

Artur Pruzinski