Tango Milonga – wywiad z Justyną i Andrzejem

Justyna i Andrzej Tango

Tango wkracza pełną parą na warszawskie parkiety. Ten pełen emocji, dostojny i niezwykle elegancki taniec staje się coraz bardziej modny…i słusznie. Rozmawiam z propagatorami i instruktorami tanga: Justyną Jędrzejewską-Bernaś i Andrzejem Bernasiem. Poznajcie magię milongi.

Artur Pruziński: Jesteście instruktorami tanga od 2008 roku. Czy to Wasz pierwszy styl taneczny?

Andrzej Bernaś: Przed tangiem był taniec towarzyski. W moim przypadku krótki epizod w ramach zajęć sportowych na studiach.

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Ja trenowałam i tańczyłam turniejowo od dzieciństwa, zetknęłam się też z innymi technikami, jak jazz i taniec współczesny. Oboje tańczyliśmy również salsę i uczęszczaliśmy na zajęcia contact improvisation.

Artur Pruziński: Propos salsy, miałem okazję ją tańczyć, podobnie jak bachatę, swing i oczywiście tango. Pierwsze trzy style są dla mnie synonimem świetnej, wręcz beztroskiej zabawy, pozytywnej energii, ale czasami i kiczu. Tango natomiast traktuję zdecydowanie bardziej emocjonalnie, poważnie, choć i tutaj świetnie się bawię. W kulturze tanga jest chyba coś wyjątkowego?

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Bardzo miło, że zauważyłeś, że jest coś takiego jak kultura tanga.

Artur Pruziński: Proszsz (śmiech).

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: To nie tylko taniec, ale cała otoczka, sposób bycia i życia, muzyka, poezja, język, sposób zachowania się na milongach. Jest w tym tańcu bardzo dużo emocji skierowanych do wnętrza pary, właśnie przez to poczułeś, że jest inny od pozostałych stylów, których zasmakowałeś.

Artur Pruziński: To jakie cechy przypisalibyście tangu? 

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Tango jest ….wysublimowane, eleganckie, z dużą dawną emocji, intymne, ale jednocześnie przekraczające granice. Jest to taniec, który dużo daje i jednocześnie też dużo odbiera.

 

Artur Pruziński: Porozmawiajmy trochę o kulturze tanga – kojarzone jest z paletą zasad i obyczajów, opowiedzcie proszę po krótce o tych najważniejszych… jak dla laika, który jeszcze się waha, czy rozpocząć naukę.

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Te zasady i obyczaje oczywiście istnieją, ale wolelibyśmy porozmawiać o samym tańcu, co jest w nim takiego magicznego. Przede wszystkim tango jest to forma komunikacji bez słów. Chcemy się dogadać w ruchu, w objęciu, tańcząc różne kroczki i elementy, które proponuje (prowadzi) partner. To właśnie partner buduje całą strukturę tego tańca, improwizując na parkiecie, zadaniem partnerki jest wypełnić swoim ruchem tą strukturę.

Andrzej Bernaś: Obie role są bardzo przyjemne (śmiech). Z obyczajów naszym zdaniem najciekawszy jest sposób proszenia się do tańca wzrokiem, tzw „cabeceo”. Najpierw chcemy złapać kontakt wzrokowy z osobą, z którą chcielibyśmy zatańczyć, potem uśmiech lub skinienie głowy oznacza akceptacje zaproszenia. Partner podchodzi do partnerki i zaczyna się magia.

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: W ten sposób oczywiście mogą prosić i Panowie i Panie. To bardzo dyskretne i jednocześnie ujmujące.

Artur Pruziński: A czym są słynne milongi oraz na ile różnią się od tzw. „practik”, które m.in. i wy organizujecie w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki? 

Andrzej Bernaś:  Milonga to jest impreza tangowa. Osoby przychodzą, żeby potańczyć tango, spotkać się ze znajomymi dzielącymi tą samą pasję. Muzyka ułożona jest w określony sposób, obowiązują pewne zasady proszenia się do tańca, i poruszania się na parkiecie.

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Practica to czas i miejsce gdzie można poćwiczyć…to mniej formalna milonga, można się zatrzymać na parkiecie, przedyskutować, co poszło nie tak i dlaczego nie dogadaliśmy się w ruchu. Na practice zazwyczaj są też obecni instruktorzy, których zawsze można o coś podpytać. Nasze practicolongi (połącznie practiki i milongi) odbywają się w każdą niedziele w PKiN od 20.30, zawsze jest bardzo przyjazna i swobodna atmosfera, domowe ciasto i coś do picia (śmiech).

Artur Pruziński: Czy tango argentyńskie to synonim tanga czy też najbardziej popularna odmiana tego stylu?

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Jest tango i kropka. Przymiotnik argentyńskie dodaje się, żeby scharakteryzować skąd ten taniec pochodzi i odróżnić je od tanga, które tańczone jest w ramach tańców turniejowych. To tak jak mówimy „samba brazylijska” – nie ma innej samby przecież.

Artur Pruziński: Muzyka w tangu – jacy artyści królują „na parkietach”, a jakich usłyszymy w przestrzeni mainstreamowej? Mi z tangiem najbardziej kojarzą się Astor Piazzolla oraz francusko-argentyński Gotan Project. 

Justyna Jędrzejewska-Bernaś:  Na milongach raczej nie usłyszymy Piazzolli ani Gotan Project. Powód jest prosty. Tancerze potrzebują muzyki tanecznej, z ustalonym i niezmiennym rytmem. Jeżeli mamy improwizować w tańcu (a to właśnie robimy za każdym razem na parkiecie) to musimy być w stanie przewidzieć co zaraz w muzyce będzie. Co więcej taniec rozwijał się mniej więcej do lat 40-tych XX wieku, wtedy wciąż jeszcze tańczono do muzyki na żywo, więc muzycy grali wyłącznie dla tańczących. Od lat 50-tych coraz częściej tangowe orkiestry gościły na salach koncertowych i grały dla publiczności siedzącej. Piazzolla był wielkim kompozytorem, łączył tango z muzyką klasyczną i jazzową, co sprawiło, że jego dzieła rewelacyjnie nadają się do słuchania, lecz niestety nie do tańczenia. Sam mistrz twierdził, że nie tworzy dla tancerzy. Gotan Project natomiast to tango elektroniczne.

Andrzej Bernaś: Bardzo lubimy te utwory i wykorzystujemy je na zajęciach. Na milongach króluje natomiast klasyczna muzyka tangowa, czyli orkiestry z Buenos Aires z lat 30-40, tak zwana Złota Era Tanga.

Artur Pruziński: A książki i filmy – polecacie coś zarówno zaczynającym przygodę z tańcem jak i starym wyjadaczom? Ostatnio wpadła mi w ręce pozycja „Dwanaście minut miłości. Opowieść o Tangu”… 

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: O, nie znam tej książki, pożyczysz?

Artur Pruziński: Wykorzystałem ją kiedyś jako prezent dla pewnej cudownej, zakochanej w tańcu kobiety. 

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Odnośnie filmów, to ostatnio ukazał sie bardzo dobry dokument „Ostatnie Tango”, opisujący historię pary: Maria Nieves i Juan Carlos Copez, postacie autentyczne i bardzo dużo w świecie tangowym znaczące. Z książek polecam biografię Astora Piazolli, gdzie między innymi można się dowiedzieć o spotkaniu Carlosa Gardela (największego śpiewaka tang z dawnych lat) z malutkim Astorem, i jak by się historia zmieniła gdyby Astor nie był posłuszny rodzicom (śmiech).

Artur Pruziński: Andrzej, pytanie do Ciebie – jesteś nie tylko instruktorem i propagatorem tanga, ale również artystą – fotografem. Na ile te dwa zawody się przenikają, gdzie jest ich wspólna przestrzeń?

Andrzej Bernaś: Właściwie to fotografuję dzięki tangu. Tancerze, ruch i emocje przeżywane na parkiecie były tematem moich zdjęć przez bardzo długi czas. Zawsze chętnie do tego wracam.

Artur Pruziński: Na sam koniec…plany na najbliższy rok i czego mogę Wam życzyć?

Justyna Jędrzejewska-Bernaś: Każdy rok przynosi nam nowe niespodzianki zarówno zawodowe jak i prywatne. Na pewno w dalszym ciągu będziemy animować warszawskie środowisko tangowe, organizować zajęcia milongi i maraton.

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad i do zobaczenia na parkietach!

Justyna i AndrzejJustyna Jędrzejewska-Bernaś: Zainteresowałam się tańcem gdy miałam 10 lat, wcześniej grała na pianinie, lecz rodzice kazali mi wybrał między pianiniem a tańcem – taniec zdecydowanie wygrał! Najpierw był taniec towarzyski, później jazz, taniec współczesny, podstawy baletu, contact improvisation i salsa. Tango zdecydowanie wygrało ze wszystkimi innymi technikami. Tańczę tango od 13 lat, i mam nadziejęm że ta przygoda będzie trwała jak najdłużej. Uczę tanga od 9 lat, a od 5 lat jestem również DJem tangowym, czyli gram na milongach, festivalach i maratonoch tangowych w całej Europie.

Andrzej Bernaś: Tańczę od 2003 roku. Początkowo było to tylko hobby, z czasem stało się całkowitym uzależnieniem i sposobem na życie. Zajmuję się uczeniem tanga oraz organizacją milong i imprez tangowych. 

Artur Pruzinski