TRIOMAKU

TRIOMAKU – niepokorny, zjawiskowy jazz

Na wstępie chciałbym oddać głos Wojtkowi Makowskiemu, gitarzyście i liderowi zespołu. Jego słowa najlepiej wyrażają emocje, jakie staną się Waszym udziałem, o ile tylko zdecydujecie się zagłębić w tą poetycką, ale i trudną muzykę. „Dawno temu, zaczęło się od jazzu. Bardziej niż o jazz chodziło jednak o najlepszy sposób wyrażenia siebie, dający największe możliwości ekspresji i upragnioną wolność. Wolność to coś czego nie ma, ale to też coś do czego pragniemy dążyć. Konstrukcja świata to coś absolutnie niedoskonałego. Cały system, w tym edukacji i pracy to twór Orwellowsko średniowieczny. Muzyka jest wentylem normalności, to taka nasza ludzka potrzeba wyrażenia duchowości. Nie religii, a tego, że człowiek to coś więcej niż dyplom, konto w banku i codzienna rutyna. Jesteśmy szczególnymi istotami, codziennie gwałconymi propagandowymi informacjami, wojnami, reklamami, photoshopem. Kultura, sztuka daje nam minimum możliwości pomyślenia, że jesteśmy czymś więcej. To coś co pozwala nam oderwać się od ziemi i spojrzeć na wszystko z odległości. TRIOMAKU muzyką uderza właśnie w to wszystko, prowokuje inne odczuwanie czasu, zaczepia uśpione emocje. To krzyk i ukojenie. Nasza muzyka to współczesna dźwiękowa poezja, abstrakcyjna, czasem ciepła i jeszcze trochę romantyczna a czasem zimna, surowa i destrukcyjna. To co robimy to nasz wewnętrzny zew, marzenie, z którym każdy z nas przemierza życie.

Kim są Ci Panowie?

Wojtek Makowski szerszej publice może być znany z występów ze Skubasem oraz udziału w projekcie sióstr Wrońskich „Ballady i Romanse”. Dopiero jednak w TRIOMAKU pokazuje pełnię swoich możliwości. Zręcznie, a przede wszystkim bardzo emocjonalnie, gra na gitarze, posiłkując się, tam gdzie trzeba, laptopem. To, co najbardziej chwyta mnie w muzyce, to nie wirtuozeria (której Wojtkowi również nie brakuje!), ale klimat. Ten zdecydowanie jest. Słuchając jego gitary mam wrażenie, jakbym odpalał w stereo najlepsze płyty Billa Frisell’a okraszone bardzo nastrojową elektroniką.

Lepsza wersja Bill’a Frisella z pierwszej płyty TRIOMAKU:

Ale ja tu o debiucie, a w sieci pojawił się nowy krążek zespołu…

Klucz do oznaczania traw

Nowa płyta pt.”Klucz do oznaczania traw” zainspirowana jest książką J.Czarneckiego o takim właśnie tytule. Tu ponownie oddam głos artystom. To gęstość świata roślin, gatunków traw i im podobnych, tak złożonych i zróżnicowanych, że aż przez to podobnych do nas, do ludzi. Jesteśmy częścią tego absolutnie cudownego świata, ale też robimy z siebie pseudo bogów i przez to ten świat niszczymy. TRIOMAKU wrzuca to wszystko w swój muzyczny kocioł, dodaje ostre przyprawy i podczas koncertów gotuje na dużym ogniu. Druga płyta zespołu to ciężkie jazzowe granie. Tutaj wypada wspomnieć o dwóch pozostałych muzykach tria. Bartek Łazarski, znakomity kontrabasista. Na koncertach jego gra wprawia w wibrację całą salę, a w takich utworach jak Lollum Perenne, nogi same chodzą w rytm tanecznego groovu. Wojtek Kurek dwoi i troi się na perkusji, syntezatorach i trąbce. Tam, gdzie trzeba, potrafi zagrać powolnie, bez rozmachu, innym razem uderzenia w werbel mają tempo Jimmy Cobb’a z najlepszych lat.  Chapeau bas. Na koniec nie byłbym sobą, gdybym nie wskazał na mój ulubiony fragment z płyty. Ostatni numer o nazwie „Rytm wzrostu” niezwykle mocno działa na moją wyobraźnię. Polecam, słuchając go, zamknąć oczy, odciąć się od bodźców zewnętrznych i dać się ponieść cudownym dźwiękom.

Świeżutkie nagrania z płyty „Klucz do oznaczania traw”:
https://triomaku.bandcamp.com/album/klucz-do-oznaczania-traw

Komu polecam

Zdecydowanie miłośnikom jazzu, głównie tego w tradycyjnym oraz awangardowym wydaniu. Myślę, że również wielbiciele King Crimson czy choćby Bill’a Frisella wczują się w klimat TRIOMAKU.

Perspektywy

Zespół już zdobył pierwsze cenne nagrody. Do mainstreamu pewnie nie trafi, bo nie jest to radiowa muzyka, ale w swoim gatunku zdecydowanie topowa pozycja.