Violet Train – rockowy kwartet z Wrocławia

Violet Train

Wrocław był już bohaterem naszych materiałów, wystarczy wymienić jazzowy EABS, projekty związane z Narodowym Forum Muzyki czy metalowy Soundfear. Dziś prezentujemy kwartet rockowy Violet Train, który w 2018 roku wydał debiutancką epkę i coraz mocniej rozpycha się na scenie muzycznej. Dla muzyków  najważniej jest zespół, pracują aby tworzyć. Trzymam za nich kciuki i zachęcam do lektury wywiadu oraz posłuchania, co mają do zaproponowania słuchaczom.  

Artur Pruziński:  Zespół Violet Train figuruje pod szyldem „Alternative Music Experience”. Gdybyście mieli porównać swoją twórczość, brzmienie do dowolnej legendy muzyki, kto by to był i dlaczego New Order i Joy Division? 🙂

Diuk: Peter Hook ze swoją melodyjną grą wywarł ogromny wpływ na basistów na całym świecie, motywy z „Disorder” czy  „Love Will Tear Us Apart” będę pewnie miał zawsze z tyłu głowy przy tworzeniu swoich partii. Ale nasza muzyka jest zdecydowanie mniej neurotyczna, przynajmniej w kwestii lirycznej. Kurt Cobain określał muzykę Nirvany jako Beatlesów molestowanych przez Black Flag. W takiej perspektywie mogę powiedzieć, że dla mnie Violet Train brzmi jak Tom Jones na randce z MGMT.

Perka: Chciałbym powiedzieć, że Depeche Mode, chociaż jest to bardziej pobożne życzenie. Początkowo najmocniej inspirował nas Muse – później inspiracje zaczęły być coraz bardziej rozległe, dzięki czemu wydaje mi się, że nie da się nas przypisać jako: „Zespół który bardzo chciałby brzmieć jak ‚Tu wstaw nazwę’ ale nie do końca im wychodzi”.

O ile skojarzenia z New Order jestem w stanie zrozumieć, chociażby dlatego, że utwór „Sometimes” figurował pod takim roboczym tytułem, tak trudno znaleźć mi powiązania z Joy Division. Może poza gitarą w refrenie „What Comes Around…” której rytm podjumałem z „She Lost Control”.

Kacper: Jeśli chodzi o New Order, rzeczywiście ten zespół jest dla nas w pewnym sensie punktem odniesienia. Zarówno brytyjska kapela, jak i my łączymy elementy rocka i synthpopu. Obok gitarowych brzmień pojawiają się u nas syntezatorowe dźwięki. Na pewno wpływ na naszą muzykę miał zespół Muse. Zwłaszcza na samym początku. Z polskich zespołów dla mnie dość inspirująca jest wczesna twórczość Papa Dance (mniej więcej do drugiego albumu). Hook za hookiem, fantastyczne melodie, bardzo „skuteczne” harmonie. Debiutancki krążek i płyta „Poniżej krytyki” to pop na bardzo wysokim poziomie, co zresztą zauważył ponad dekadę temu Borys Dejnarowicz w świetnej, odkrywczej recenzji obu albumów.

Artur Pruziński: Co Was najbardziej kręci w tym projekcie: chęć tworzenia, grania koncertów, bycia sławnym, a może odskocznia od codzienności lub… dziewczyny? 🙂

Diuk: Zdecydowanie chęć tworzenia i nauki. Kontakt ze sztuką uwalnia chęć do współuczestnictwa. W przypadku muzyki udało mi się zamienić chęci w rzeczywisty wysiłek, a Violet Train to przywilej tworzenia w towarzystwie przyjaciół.

Perka: Oczywiście pieniądze! Uwielbiam je wydawać. A tak na poważnie, zespół jest w moim  życiu numerem jeden. Nie traktuję muzyki jako hobby, lub odskoczni od pracy… Pracuję po to, by móc grać, rozwijać się, nagrywać i grać koncerty. Poza tym mocno wierzę, że nasza muzyka ma siłę przebicia, ale nadal potrzebuje pęknięcia, by mogła się przebić do szerszego audytorium.

Kacper: U mnie chęć grania w zespole zrodziła się jakoś naturalnie. Zdecydowanie lepiej jest muzykować w większym gronie niż samemu. Zakładając Violet Train nie zastanawiałem się, z jakich pobudek to robimy. Na pewno uwielbiam grać koncerty i dzielić się z ludźmi naszą muzyką i energią. Po dobrym występie zawsze jestem bardzo pozytywnie nakręcony i nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy na scenę.

Artur Pruziński: Subiektywna konfrontacja. Podoba mi się wasze brzmienie, sekcja rytmiczna chodzi przyzwoicie, sądzę że jest w tej muzie sound, który może się podobać i znaleźć swoich odbiorców. Natomiast wokal jest odrobinę nieśmiały, być może dlatego że wokalista skupia się równolegle na graniu.

Diuk: Moim zdaniem jeszcze poszukujemy swojego brzmienia i wiele może tu się wydarzyć, ale pewne wzory zaczynają się krystalizować. Teraz znajdujemy się pomiędzy scenami rocka, popu i alternatywy, co sprawia, że odnalezienie odbiorców wydaje mi się trochę większym wyzwaniem, niż gdybyśmy chcieli pozwolić na dominację któregoś z wpływów. Violet Train jest zespołem czującym się lepiej na scenie niż w studio. Osoby zainteresowane doświadczeniem naszej muzyki zapraszamy przede wszystkim na koncerty, co pozwoli na wyrobienie samodzielnej opinii, czy gra na instrumencie w jakikolwiek sposób ogranicza Kacpra 😀

Perka: Na ten temat niech lepiej wypowie się Kacper 😛

Kacper: Przed Violet Train nie śpiewałem w żadnym zespole. Dopiero podczas tych kilku lat w zespole uczyłem się swojego głosu i powoli zdobywałem świadomość. Nie oznacza to, że przez kilkanaście lat w ogóle nie śpiewałem, ale nie miałem zupełnie żadnych podstaw. Natomiast na klawiszach gram odkąd pamiętam. Partie klawiszowe w zespole wykonuję niemalże automatycznie, dlatego na koncertach mogę się skupić przede wszystkim na śpiewaniu, w czym instrument zupełnie mi nie przeszkadza 😊

Artur Pruziński: Jesteście młodym zespołem, w wieku studenckim. Czy to pierwszy projekt muzyczny dla każdego z Was z osobna, czy też macie za sobą inne doświadczenia twórcze?

Diuk: Grałem w kilku małych zespołach ale Violet Train jest najambitniejszym składem w jakim uczestniczyłem. I zdecydowanie najbardziej skupionym na rozwoju.

Perka: Z tego co się orientuję, każdy z nas ma za sobą jakieś wcześniejsze doświadczenia. Sam przez okres licealny prowadziłem grunge’owy band na mojej lokalnej wsi, z którym dałem kilka koncertów dla kilkuset osób. Można więc powiedzieć, że miałem okazję obyć się ze sceną. Do Wrocławia przyjechałem na studia, ale cały czas miałem jeden cel – założyć zespół.

Kacper: W liceum razem z dobrym kumplem dołączyliśmy do zespołu metalowego. Grałem tam na klawiszach. Wiele mnie ta przygoda nauczyła. Zdobywałem też swoje pierwsze, skromne doświadczenia koncertowe. Nauczyło mnie to na pewno pracy w zespole i tego, że granie w większym składzie często musi opierać się na kompromisach.

Artur Pruziński: W 2018 nagraliście EPkę złożoną z czterech utworów. W 2019 realizujecie i planujecie pokazać publice kolejne utwory. Czym się one różnią i będą różniły od debiutu?

Diuk: Nowe utwory odbiegają od rockowego, gitarowego brzmienia. Piosenki mają bardziej „amerykański” feeling, z większym naciskiem na sekcję rytmiczną.

Perka: W przeciwieństwie do utworów z EPki, w przypadku nowych kawałków trudno jest mi przypomnieć sobie ich proces twórczy. Czasami odnoszę wrażenie, że kawałki te po prostu powstają i za pierwszym podejściem wiem już co powinienem zagrać. Prawda jednak jest inna. Kacper się rozkręcił i sypie pomysłami na nowe utwory jak z rękawa, a wymyślanie swoich partii pod gotową harmonię jest zdecydowanie łatwiejsze, niż wspólne składanie utworów kawałek po kawałku.

Kacper: Na pewno nie odchodzimy od tego, co wypracowaliśmy na debiutanckim minialbumie. Można tam zauważyć zalążki czegoś, co chciałbym nazywać naszym stylem. Natomiast mamy tyle pomysłów i tak wiele rzeczy kręci nas w muzyce, że nie mogę ze 100-procentową pewnością powiedzieć, jak będzie brzmiał materiał, który planujemy wydać. Na pewno ponownie znajdzie się trochę mniej lub bardziej świadomych odniesień do twórczości artystów, których lubimy.

Artur Pruziński: Wrocław bardzo dobrze mi się kojarzy, jeśli chodzi o scenę muzyczną, wystarczy wymienić jazzową perełkę EABS, czy Narodowe Forum Muzyki. A jak się ma scena rockowa i alternatywna w tym mieście. Macie gdzie i dla kogo koncertować?

Diuk: Jestem fanem EABS i cieszę się, że Wrocław się z takimi muzykami kojarzy. W mieście jest sporo klubów i wydarzeń, na których mogą pokazać się zarówno zespoły grające rocka i alternatywę. Swego czasu bardzo popularne były klimaty stoner rocka / post hard-core’u, z którymi kojarzą się wydarzenia jak Asymmetry Festival i klub Firlej. W całej Polsce jest teraz chyba duży popyt na techno, i sporo lokali we Wrocławiu zaspokaja tego typu pragnienia. Z drugiej strony, ostatnio dużą popularnością cieszą się tak zwane tribute’y, w ramach których zdolni muzycy wykonują piosenki uznanych artystów. Zastanawia mnie, czy to nie powrót do czasów ogrywania standardów i początek zmierzchu sceny alternatywnej w sferze nocnego życia.

Perka: We Wrocławiu króluje techno, stoner-metal, hardcore i tribute bandy. Trudno jest nam znaleźć dla siebie miejsce lub podobne stylistycznie zespoły, z którymi moglibyśmy pokoncertować. W zeszłym roku poznaliśmy chłopaków z zespołu WATA i obecnie mamy za sobą kilka wspólnych koncertów. Jednak poza nimi nie jestem w stanie wymyślić nikogo więcej. Jeśli chodzi o lokalne zespoły godne polecenia, będzie to na pewno Bluszcz. Wpadł mi też w ucho debiutancki singiel Chwilantropii „Nie mówię nie”. Wygrali w tym roku w Muzycznej Bitwie Radia Wrocław i widzę w nich ogromny potencjał.

Kacper: Oprócz wykonawców, których wymienili koledzy, na pewno warto wspomnieć o duecie Oxford Drama. Ich płyta „Songs” to jeden z najlepszych albumów, jakie słyszałem w ostatnich miesiącach. Naprawdę mało młodych zespołów posiada taki talent songwriterski. Polecam zapoznać się koniecznie z trzema singlami promującymi album, „Alter Ego”, „Be Kind” i ‚Velvet”.

Artur Pruziński: Dzięki panowie i powodzenia na scenie!

zdjęcie: Monaveen

Artur Pruzinski