Wojtek Szczepanik – nowa gwiazda modern classic – wywiad

Wojtek Szczepanik

Ma dopiero 20 lat, a już 2 płyty na koncie i status wschodzącej gwiazdy modern classic. „Trafiłem tu przez przypadek i nie żałuję”  – to jedna z wielu pozytywnych opinii, jakie znajdziecie na jego kanale YouTube. Doskonały i niezwykle skromny pianista z Tczewa Wojtek Szczepanik. Bohater wywiadu opowiada, jak się nagrywa muzykę w starej zabytkowej kaplicy i dlaczego uzyskane brzmienie jest unikalne.

Artur Pruziński: Wydałeś płytę w Szwecji w 1631 Recordings. Dlaczego tam?

Wojtek Szczepanik: 1631 Recordings wydaje albumy z nurtu modern classic. To niewielka wytwórnia, ale pomyślałem, że skoro zajmuje się artystami z tego gatunku muzyki, to stanowi właściwe miejsce i dla mnie. Uznałem, że tak będzie lepiej, niż gdybym próbował sił w dużej wytwórni, ale zajmującej się inną muzyką.

Artur Pruziński: Nie ma odpowiednika tego typu wytwórni w Polsce?

Wojtek Szczepanik: Właśnie nie. Kontaktowałem się również z wytwórnią My-Music, która wydała m.in. album Hania Rani & Dobrawa Czocher – czyli twórczość Ciechowskiego w wersji klasycznej. Stwierdzili jednak, że muzyka jest fajna, ale chcą się skupić na muzyce popularnej.

Artur Pruziński: „Modern Classic” – przywołałeś już tą nazwę. Tak określa się twoją muzykę. Ile w niej Chopina, tradycji, a ile wirtuozerskiego jazzu, nowoczesnych brzmień? Jakie są proporcje?

Wojtek Szczepanik: Instrumentarium pochodzi z muzyki klasycznej. Są smyczki, instrumenty akustyczne, ale z drugiej strony pojawia się i elektronika. Z jazzu na pewno jest harmonia, improwizacja.

Artur Pruziński: Ale czymś się inspirujesz, coś cię szczególnie porusza w XIX-wiecznej jak i współczesnej muzyce?

Wojtek Szczepanik: Czerpie z bardzo wielu źródeł. Ale z klasyki uwielbiam Claude’a Debussy. Instynkt 3 jest efektem inspiracji nim. Ze współczesnej zdecydowanie Nils Frahm – legenda tej muzyki oraz Max Richter.

Artur Pruziński: Czyli mega alternatywnie. A z popularnej… może Beyonce? (śmiech)

Wojtek Szczepanik: Naprawdę ciężko mi powiedzieć..hmm..

Artur Pruziński: Weekend?

Wojtek Szczepanik: Nieee. Lubię muzykę popularną, ale raczej z niej nie czerpię. Jest prosta i chwytliwa, to jej główny atut. Z popularnej to może harmonia, bo też i u mnie opiera się najcześciej na kilku akordach.

 Artur Pruziński: Studiujesz architekturę w Gdańsku, nie skończyłeś muzyki…jesteś samoukiem?

Wojtek Szczepanik: To pytanie jest zawsze (śmiech). Skończyłem ognisko muzyczne, ale niewiele mi to dało… tyle co nauczyłem się czytać nuty. Jestem samoukiem.

Wojtek Szczepanik

Artur Pruziński: A architektura?

Wojtek Szczepanik: W trzeciej klasie gimnazjum stwierdziłem, że idę na architekturę, że to mi się podoba. Poza tym chciałem mieć jakiś zawód, nie ryzykować bycia muzykiem przez całe życie.

Artur Pruziński: Przemawia przez ciebie pragmatyzm.

Wojtek Szczepanik: Ale teraz widzę, że muzyka to może być plan A, a architektura jednak plan B.

Artur Pruziński: Ale planujesz edukację muzyczną, czy raczej stawiasz na współpracę z artystami typu Michał Kmieciak, o którym rozmawialiśmy jeszcze przed wywiadem?

Wojtek Szczepanik: Miałem trochę indywidualnych zajęć, dużo sam się uczę, pomaga mi też kolega z Berlina, który zajmuje się muzyką filmową. Myślę jednak, że będę czerpał głównie z doświadczenia i współpracy z innymi muzykami.

Artur Pruziński: Tczew, czy jesteś postrzegany jako chluba miasta, czy wszystkich dystansuje w tej kategorii Grzegorz Ciechowski?

Wojtek Szczepanik: Grzegorz jest gdzieś tam w tle, ale to nie tak, że jest ikoną Tczewa. Nie wiem, „Czarne kwiaty” może…W każdym razie muszę potwierdzić, że wszyscy mnie znają w Tczewie, szczególnie młodzi ludzie. Współpracuję z Centrum Kultury i Sztuki.

Artur Pruziński: Zacytuję jedną z recenzji „Instrumentami Wojtka są ręce i czarnobiałe klawisze fortepianu”. Pozostaniesz solistą czy planujesz współpracować z innymi artystami, może grać w zespole jako lider? Gdzieś tam możliwa jest współpraca ze wspomnianym już Michałem Kmieciakiem. W ogóle można mówić o tym, czy to jeszcze tajemnica?

Wojtek Szczepanik: Nie wiem, do tej pory było to między mną a Michałem, a teraz również między tobą (śmiech). W każdym razie myślę, że na następnej płycie instrumentarium zostanie poszerzone. Ostatnio pisałem utwór na kwartet. Chciałem się sprawdzić w roli kompozytora na cztery instrumenty. Pisałem numery na fortepian i wiolonczelę.

Artur Pruziński: Grasz też na wiolonczeli?

Wojtek Szczepanik: Nie. Moja koleżanka Mirela Gromowska. Występowaliśmy zresztą wspólnie i wyszło naprawdę dobrze.

Artur Pruziński: A muzyka elektroniczna, wiem, że lubisz…

Wojtek Szczepanik: Tak, chciałbym połączyć te dwa gatunki, modern classic i elektronikę. Moja dyskografia może mocno ewoluować.

Artur Pruziński: 10 czerwca, planujesz koncert na Łotwie, skąd ta propozycja?

Wojtek Szczepanik: Koncert odbędzie się w ramach szerszego festiwalu. Wystąpię solo. Mój pierwszy koncert poza Polską, taki profesjonalny, bo kiedyś grałem…w Berlinie w knajpie. Grałem nawet na ulicy! Podróżowałem z siostrą przez Europę, spaliśmy na couchsurfing’u i któregoś dnia wyprawy ukradli mi portfel. Zostaliśmy bez kasy… nie za bardzo wiadomo, co robić. Znalazłem pianino na dworcu w Londynie. Napisałem na kartce, że mnie okradziono, nie mam za co wrócić do kraju, wystawiłem kapelusz i zacząłem grać. W godzinę zarobiłem pięćdziesiąt funtów i tak przez kilka dni, aż mi się wszystko zwróciło. Czwartego dnia pogonili mnie ochroniarze.

Artur Pruziński: Nagrywałeś w drewnianej kaplicy, która ma 300 lat. W materiałach prasowych wspominasz, że ten konkretny kościół stał się drugim instrumentem. Na ile klimat kościoła naprawdę czuć w nagraniach, a może to… zabieg marketingowy?

Wojtek Szczepanik: Zawsze jest trochę marketingu, ale jednak zdecydowanie w tym kościele panowała atmosfera czegoś unikalnego. Jak nagrać album, aby brzmienie miało unikalny sznyt – to była główna idea. Ustawiliśmy siedem mikrofonów w różnych miejscach, niektóre trochę eksperymentalnie i to słychać na płycie. Dopiero potem marketing.

Artur Pruziński: „Trafiłem tutaj przez przypadek, nie żałuję” – jeden z komentarzy pod jednym z utworów na twoim kanale YouTube. Ja nie trafiłem przez przypadek, ale także nie żałuję. Jak odbierają twoją muzykę ludzie – zdobywasz słuchaczy, czy trafiają przypadkiem i zostają, a może… hejtują?

Wojtek Szczepanik: Hejtu praktycznie nie spotkałem poza jednym komentarzem odnośnie sposobu nagrywania w kościele. Ludzie raczej chwalą to, co i jak robię. Dostaję same pozytywne oceny. Wysłałem dwa utwory do kanału ambient na YouTube i one zebrały mi publiczność. W ten sposób trafili do mnie ludzie na soundclound, fanpage i mój własny facebook.

Artur Pruziński: Plany na najbliższe miesiące i gdzie siebie widzisz jako artystę?

Wojtek Szczepanik: Myślę, że architekt to jest najgorszy inżynier wśród inżynierów i najgorszy artysta wśród artystów. Jesteś pomiędzy tym i tym. W najbliższym czasie na pewno muszę zdać sesję, potem dwa koncerty i chciałbym zorganizować małą trasę koncertową, może współpraca z Michałem – zobaczymy czy to wypali. Berlin, studia, następna płyta – powoli krok po kroku i zobaczymy.

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad.

Więcej o Wojtku Szczepaniku:

Fanpage, Strona WWW 

Zdjęcia: Justyna Prabucka

Artur Pruzinski