Carol Markovsky

Polski The Doors?

Carol MarkovskyCzy muzyka rockowa rodem z lat 60-tych i 70-tych może być wciąż trendy? Czy aby ktoś nie pomylił epoki? Panowie z Carol Markovsky mają wszelkie stereotypy w trąbie i grają, co im dusza dyktuje. Nie ukrywają, że inspirują się rock&rollem, czy takimi tuzami jak choćby The Doors. Miałem przyjemność oglądać ich na scenie i przyznam, że wyglądało to trochę zabawnie, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu; image rodem z filmów „Powrót do przeszłości”, wyluzowane podejście do grania (zarazem profesjonalne wykonanie!) oraz bardzo młody wiek członków zespołu. Bałem się, że chłopaki odgrzeją kotlety sprzed 40 lat, tymczasem zagrali własne numery w stylu minionej epoki, ale okraszone naturalną, pełną radości fantazją. Tak trzymać!

Prawie dorośli

Zespół powstał pod koniec 2014 roku w Makowie Mazowieckim, niejako za pośrednictwem kompozytora i dźwiękowca Marka Karolskiego, pod czujnym okiem którego swoje pierwsze kroki muzyczne stawiali basista i fan The Beatles Mikołaj Kacprzykowski oraz klawiszowiec i harmonista Szymon Żmijewski. Uczniowe liceum postanowili założyć band, a w hołdzie i pewnie trochę dla żartu zrobili wariację na temat dowodu osobistego swojego guru. Nazwali zespół Carol Markovsky. Wokalistą i gitarzystą został młodzian w bujnej, czarnej czuprynie Szymon Fabisiak, a perkusistą Kacper Jakub Nowicki. Niedawno kapelę wzmocnił dodatkowy gitarzysta Maciej Komorowski. Panowie (już nie chłopcy) oscylują wokół magicznej bariery 18 lat, częściowo na studiach, niektórzy jeszcze w liceum. Jeśli ich drogi się nie rozjadą po całej Polsce, a na to się raczej nie zanosi, wkrótce pewnie zagrają… na juwenaliach.

Gitarowo-klawiszowe brzmienie

Zespół ma dość wyważone gitarowo-klawiszowe brzmienie i to właśnie te instrumenty nadają ton kapeli. Organy momentami bardzo przypominają charakterystyczne melodie Ray’a Manzark’a. Siarczysta gitara i rockowy bas mają właściwy nakład energii, a perkusja trzyma tempo. Po wokalu słychać, że mamy do czynienia z młodym człowiekiem, ale to kwestia paru wypitych flaszek i wypalonych papierosów, a nabierze docelowego, stricte grubego brzmienia.

Komu polecam?

Miłośnikom The Doors, rock&roll’a oraz wszystkim z sentymentem spoglądającym w kierunku minionej epoki. A jakżeby inaczej. Również ludziom, którzy lubią się dobrze bawić, z uśmiechem na ustach i z pozytywną energią. Tej panom (chłopakom) nie brakuje.

Perspektywy

Jeśli studia nie rozerwą lokalnych więzi członków zespołu, może z tego być kapela na miarę festiwali. Raczej nie do szerokiej publiki, stawiam na mniejszą scenę na Woodstocku oraz Openerze. Trzymam kciuki.

Kartonowa głowa:

Rock&Rollowa suita: