Gracjan Kalandyk ostrzy kły

Gracjan Kalandyk i WILK

Gracjan Kalandyk – wokalista, gitarzysta, kompozytor, pedagog. Kojarzony z nostalgicznymi utworami zaskoczył w maju zaskoczył fanów rockowym singlem „WILK”, którym zapowiada nadchodzący album o tym samym tytule. Zapraszam do lektury.

Artur Pruziński: Gracjan, twoja dotychczasowa twórczość kojarzyła mi się z nostalgią. Mówiąc wprost, czy teraz ostrzysz kły? 

Gracjan Kalandyk: Nadchodzący album to zupełnie nowy kierunek brzmieniowy, który obrałem. Pierwszy album, który był wyprodukowany z Robertem Amirianem opierał się na ambientowych brzmieniach, żywych instrumentach i podstawą przy produkcji była gitara akustyczna. Teraz będzie mocniej, bardziej rockowo, energicznie. I tak jak śpiewam w „Wilku” – ostrze kły! 

Artur Pruziński: Druga płyta będzie mocno rockowa?

Gracjan Kalandyk: Zdecydowanie, dużo przesterowanych gitar, potężnych bębnów i basu. Ale w tym wszystkim nie zapomnieliśmy o chwytliwych melodiach i aktualnych modnych brzmieniach dobrych produkcji. Szczypta elektroniki i sampli dodała nam również nowej świeżości. 

Artur Pruziński: Planujesz koncerty w 2020, czy przeniosłeś się tymczasowo całkowicie do Internetu z uwagi na koronawirusa?

Gracjan Kalandyk: Planujemy koncerty na 2020. Wystartujemy od września jeżeli znowu się nam świat nie wykolei. Koncerty online niestety nie są nawet namiastką tego czym jest koncert na żywo w klubie. Czekam na publiczność, na energię osób z drugiej strony. Bardzo się za tym stęskniłem.

Artur Pruziński: Ostatnio modne na facebooku były łańcuszki w stylu 10 płyt, które ukształtowały mój gust. Gdybyś miał wskazać 3 takie płyty, to byłyby to…

Gracjan Kalandyk: Coma – Pierwsze wyjście z mroku. Nirvana – Nevermind. Linkin Park – Meteora.

Artur Pruziński: Słyszałem w jednej ze stacji radiowych, że artyści statystycznie i to na całym świecie, w 95% wykonują też inne zawody, bo nie są w stanie się utrzymać z działalności artystycznej. Czy ty należysz do tych szczęśliwych 5% i dlaczego twoim zdaniem tak trudno dostać się do tej grupy? To kwestia talentu, gustów, układów, niezrozumienia artystów czy  może intensywnej pracy?

Gracjan Kalandyk: Nie należę do 5% szczęśliwców. Prowadzę swoją prywatną szkołę Black Cat Division, gdzie uczę śpiewać i grać na instrumentach. Uczę pisać piosenki i otwieram głowy na muzykę. Moja szkoła również jest oficjalnym wydawnictwem. Black Cat Division to wytwórnia działająca na pełnych obrotach w której pojawi się już niedługo wielu ciekawych artystów. Bądźcie czujni bo szykują się nam bardzo fajne premiery. Co do pytania – moim zdaniem do kwestia odrobiny szczęścia, a później dużą rolę odgrywają znajomości. Jeżeli dochodzi do tego talent to mamy murowany sukces, który podparty intensywną pracą może trwać przez lata. O gustach się nie dyskutuje i to niezrozumienie artysty według mnie też nie jest do końca najważniejsze. I tak każdy interpretuje piosenkę po swojemu. Jeżeli piosenka jest dobra, dobrze brzmi – jest po prostu świetna produkcja z sensownym tekstem, to jesteśmy w domu. 

Artur Pruziński: Twoja największa wpadka koncertowa, np. przyszły 2 osoby na koncert, w tym realizator i akustyk, a może zapomniałeś tekstu?

Gracjan Kalandyk: Ja:„Siema Katowice!” Kolega z zespołu: „…Psss, stary jesteśmy w Krakowie.” Kurtyna. 

Artur Pruziński: Dziękuję za wywiad.

Artur Pruzinski