Jak zostać gwiazdą sceny muzycznej? – szczere i barwne pogawędki z Michałem Czekałą

Michał Czekała
 Fot: Jan Macierewicz

Jak zostać gwiazdą muzyki, jak działać, aby twój talent i pracę dostrzegli ludzie i doceniły media oraz o tym, jak się współpracuje z gwiazdami polskiej i amerykańskiej sceny muzycznej. Niezwykle szczery, barwny wywiad z Michałem Czekałą – Road Managerem Afromental, kierownikiem muzycznym zespołu Gienka Loski i Film Jazz Project oraz muzykiem współpracującym z wieloma znakomitymi artystami.

Artur Pruziński: Michał, jak zaczęła się Twoja przygoda z managementem, przecież z wykształcenia jesteś kontrabasistą?

Michał Czekała: Od zawsze największą przyjemność sprawiało mi granie koncertów, ale żeby to robić trzeba działać, nie wystarczy czekać na telefon. Wziąłem więc swój i zacząłem dzwonić. Okazało się, że znajduję w tym dużą satysfakcję. Najpierw były to oczywiście małe i typowo zarobkowe grania, jednak z czasem przyszły większe, niekoniecznie opłacalne, ale dające ogromną frajdę. Między innymi koncert projektu Happy Funk Friends, potem koncert bandu Kamila Skorupskiego, gdzie po raz pierwszy oficjalnie byłem managerem zespołu. Miał to być koncert jazzowo – groovowy, instrumentalny, dużo improwizacji, a w tym wszystkim patronat RADIA ESKA Białystok – rozumiesz – totalnie nie ich klimat, ale spodobało im się moje zaangażowanie i w to wchodzą! Co godzinę był puszczany wywiad, a w tamtym momencie, wiesz… Radio ESKA w Białymstoku to konkretne zasięgi, zupełnie nie patrzyłem na to, co grają… Biegałem z plakatami po mieście i wszędzie, gdzie się dało, pytałem, czy mogę je powiesić: u fryzjera, w bibliotece, kebabie… wszędzie. Miałem z tego ogromną radochę. Fajne czasy. Najbardziej owocna okazała się jednak trasa koncertowa „Film Jazz Project – zagraniczni artyści grają polską muzykę filmową”, po której dostałem propozycję pracy w Sony Music.

Artur Pruziński: Film Jazz Project – opowiesz o tym trochę więcej?

Michał Czekała: Historia projektu zaczęła się, kiedy grałem w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, z którą pojechaliśmy na koncerty do Hiszpanii. Podczas jednego z wolnych wieczorów wspólnie z Dominikiem Jastrzębskim trafiliśmy na jam session z fantastycznymi jazzmanami. Ja zagrałem, a Dominik pogadał z tamtejszymi muzykami i to w jego głowie zrodził się pomysł ściągnięcia ich do Polski. W drodze powrotnej do kraju nocowaliśmy w niemieckim Aachen, gdzie obok hotelu również odbywał się jam. Sytuacja się powtórzyła, w wyniku czego muzycy z Hiszpanii i Niemiec zgodzili się przyjechać do nas i zagrać „za zwroty”. Wystarczyło załatwić koncerty, dopiąć wszystko logistycznie i zaaranżować utwory. Udało się na wyrost. Dzięki temu mogliśmy pozwolić sobie na zaproszenie do projektu muzyków z USA, którzy oprócz świetnego poziomu artystycznego wnieśli również „nazwisko”. Byli to Nathan Williams oraz Michael „Patches” Stewart – trębacz Marcusa Millera. Zresztą Patches do dzisiaj nie tylko gra, ale też bardzo angażuje się w projekt. Jesienią planujemy wyjątkową trasę koncertową: z wizualizacjami, ciekawą scenografią i co najważniejsze – polską muzyką filmową.

Film Jazz Project
Fot: Nathan Williams

Artur Pruziński: Jesteś również Road Managerem zespołu Afromental. Na czym w praktyce polega twoja praca i czym się różni od pracy Managera zespołu?

Michał Czekała: Najkrócej mówiąc Road Manager to logistyk wyjazdu. Jest odpowiedzialny za przygotowanie planu – godzinówki wyjazdu, jedzie z ekipą, sprawdza wywiązanie się organizatora czy też firmy odpowiedzialnej za sceno-technikę z riderem zespołu, dba o komfort przeprowadzenia próby i koncertu, briefuje służby ochronne, a czasem… odwołuje koncert. Taką rolę mam w Afromental, plus sporo przedkoncertowych spraw. Manager z kolei to człowiek odpowiedzialny za całą resztę. Od wypuszczenia informacji road’iemu, po kierowanie wizerunkiem Artysty, często pojawia się na koncertach lub pełni obie funkcje. W Afromental jest nim Adam Szarmach, od którego ja mam przyjemność się uczyć.

Prawda jest taka, że z jednym artystą wykonujesz ściśle koncertową robotę, z innym jesteś jego managerem, road’im, kierowcą, przyjacielem, psychologiem, stylistą, muzykiem. To zależy, ile serducha wkładasz w robotę, z kim i jak Ci się współpracuje, ale najważniejsze jest to, aby dobrze się w tym czuć, dzięki temu współpraca jest współpracą. W tym zawodzie musisz się z artystą lubić, jarać się jego muzą i mieć wspólny cel. Inaczej nie da rady.

Artur Pruziński: Otrzymujesz dużo zgłoszeń od mniej znanych zespołów odnośnie współpracy, czy może sami szukacie „perełek” na rynku?

Michał Czekała: Sporo. Myślę, że przynajmniej kilka razy w miesiącu otrzymuję propozycję prowadzenia debiutującego zespołu, niestety zazwyczaj muszę odmówić – powody są różne – najczęściej nie jest to wspólny kierunek muzyczny.

Artur Pruziński: Sytuacja, jakich pełno: młody zespół nagrał demo. Próbuje nim zainteresować stacje radiowe, media – bezskutecznie. Wiem od znajomych radiowców, że dziennie dostają bardzo dużo maili z nagraniami i zazwyczaj wszystko ląduje w koszu. Z drugiej strony mamy firmy fonograficzne, którym ze zrozumiałych względów zależy, żeby w mediach królowały ich piosenki. Jak ty byś ocenił skalę trudności zaistnienia w mediach przez nowicjuszy?

Michał Czekała: Uważam, że jeśli czegoś naprawdę chcemy, to jesteśmy w stanie to osiągnąć, a poziom trudności rodzi się w głowie. Wiele zespołów odpada poprzez selekcję naturalną, ponieważ nie mają charyzmy, nie podchodzą poważnie do tego co robią i nie mają jaj. Skala trudności rośnie odwrotnie proporcjonalnie do jakości tego, co robisz. Wyobraź sobie, że sprzedajesz produkt, który lubisz i wiesz, że jest zajebisty vs. produkt, który wiesz, że jakościowo nie jest najlepszy, nie wiadomo czy zadziała. Na pierwszy poświęcasz dużo czasu, energii, a jego sprzedaż kończy się turbo radochą. Zupełnie odwrotnie jest z drugim produktem. Tak samo jest z promowaniem siebie. Jeśli szczerze wierzysz, że Twoja muza i zespół jest tym czym musisz się podzielić z innymi, że są ludzie, którzy muszą usłyszeć o czym śpiewasz, a jeśli tak się nie stanie to „świat zapłacze”- w takim przypadku nie ma możliwości, żeby się nie udało. No nie ma. Do tego potrzebna jest praca – oczywiście, ale w momencie gdy wszystko się zgadza, nie traktujesz jej „stereotypowo”.

Artur Pruziński: Ile jest w stanie zyskać niedoświadczony, ale dobrze rokujący zespół dzięki sprawnemu managerowi?

Michał Czekała: Taki „dobrze rokujący”, znaczy – pracowity, charyzmatyczny, z własną barwą, ciekawym tekstem, klejącą się muzą i pełen dobrej energii? Bardzo dużo. Przykład zespołu ENEJ, który z Łukaszem Kojrysem jest chyba od początku. Od momentu, kiedy grali w klubach dla kilkunastu osób, aż po dziś dzień. Łukasz jest bardzo sprawnym managerem, idealnie wykorzystał trampolinę jaką było Must be the Music, ale też wykonał masę dobrej roboty przed programem. Kolejnym świetnym przykładem jest Kuba Parowicz i jego sukces z Natalią Nykiel.

Artur Pruziński: Krótko o tych bardziej znanych – ciężko pracuje się z artystami z górnej półki? Mają swoje obyczaje, humory?

Michał Czekała: A Ty masz…? (śmiech)

Artur Pruziński: Tylko w dni nieparzyste (śmiech).

Michał Czekała: Każdy ma. Artyści to zwykli ludzie, którzy zamiast talentu w liczeniu, kopaniu piłki czy składaniu motocykli, dostali talent do tworzenia muzyki i należy to odbierać właśnie w taki sposób. Oczywiście jest to specyficzny zawód i bez wątpienia pośród artystów jest dużo więcej freaków niż w gronie mechaników samochodowych czy stomatologów, ale na pewno nie więcej niż wśród programistów (śmiech).

Artur Pruziński: No patrz. Zaczynałem pracę zawodową od programowania, a teraz mogę się chyba nazwać już artystą. Czyli w głowie poprzestawiane (śmiech). Ale zejdźmy na ziemię. Na sam koniec, jakbyś mógł w kilku zdaniach poradzić młodym wykonawcom, jak się promować, co robić, aby usłyszał o nich ktoś więcej poza gronem znajomych.

Michał Czekała: Młode bandy, młodzi artyści powinni grać możliwie najwięcej koncertów. Budować markę, fanbase, ogrywać materiał, słuchać innych live’owych koncertów, jeździć na festiwale, brać udział w konkursach, nagrywać materiał, wypuszczać w internet, komponować swoją oryginalną muzę. Mieć oczy i uszy szeroko otwarte, aby nie przegapić szansy, która przy uczciwej pracy, w końcu przyjdzie. Uważam, że do pewnego momentu nie jest potrzebny „manager”. Potrzebne jest zaangażowanie całego zespołu i energia, która go będzie nieść. Jeśli zespół widzi podobieństwo w swojej muzyce i wizerunku do znanego już bandu, może pójść jego śladami, może pogadać z ich managerem – nie twierdzę, że z każdym się da, ale próbować trzeba. Przede wszystkim dzwońcie, umawiajcie się na spotkania i do momentu, kiedy nie otrzymacie jednoznacznego „nie”- próbujcie do skutku.

Artur Pruziński: Serdeczne dzięki za niezwykle ciekawy wywiad.

Michał Czekała
Fot: Rafał Woliński

Michał Czekała – absolwent studiów I stopnia Uniwersytetu Muzycznego F. Chopina w Warszawie, wydziału instrumentalno – pedagogicznego w Białymstoku w klasie kontrabasu klasycznego prof. Leszka Sokołowskiego oraz absolwent Policealnego Studium Jazz’ owego w klasie kontrabasu jazzowego prof. Andrzeja Święsa, wcześniej prof. Zbigniewa Wegehaupta i prof. Michała Barańskiego. W latach 2007 – 2013 kontrabasista m. in. orkiestr Filharmonii Warmińsko – Mazurskiej i Opery na Zamku w Szczecinie, a w 2015-2016 basista i kierownik muzyczny zespołu Haliny Młynkovej. Muzycznie ma na koncie współpracę z m. in. Macy Gray, Michaelem „Patches” Stewartem, Grzegorzem Hyży, Kasią Cerekwicką oraz managamentowo z m. in. Moniką Borzym, Dawidem Podsiadło i Haliną Młynkovą. Obecnie kierownik muzyczny zespołu Gienka Loski, Film Jazz Project oraz road manager zespołu Afromental. 

Artur Pruzinski

One Comment

  1. Trzeba mieć osobowość jak Michał – dla niego nie ma rzeczy niemożliwych 😉

Comments are closed.