KA1 – drugi ODDECH

Album, który przeszedł swoją drogę

To jest krótka historia zespołu i płyty, której nie znajdziecie w żadnej publikacji prasowej. Popełniam ją bowiem z wnętrza samego jądra, z akcentem na fakty, których nie koloryzuję. 26 kwietnia przyszedł na świat drugi krążek zespołu KA1, zatytułowany ODDECH. Gram w tym bandzie i czuję się dumnym, szczęśliwym współojcem, tudzież współmatką. Albumu możecie posłuchać, podobnie jak i pierwszej płyty EP-KA1, praktycznie na wszystkich platformach streamingowych, jakie powołał do życia cyfrowy świat. Dystrybuuje je AGORA. Wyprodukowaliśmy również niewielką pulę płyt fizycznych dla pasjonatów, co to wielbią taki format, lubią zapach tłoczni bądź smakują organoleptykę okładki. Można je nabyć w cenie 40 zł, kontaktując się z zespołem poprzez fanpage lub stronę www KA1. Albo ze mną bezpośrednio. Jestem kontaktowy.

KA1 Oddech Okładka

Batman – Początek

Zespół powstał wczesną wiosną 2015 roku. Kumple ze studiów i sąsiedzi z Kamiennej 1 poznali się w moim mieszkaniu. Jammowaliśmy do 2 w nocy. Mieszkańcy bloku nie chcieli nas znieważyć, woleli się dołączyć do kapeli. Taki stan rzeczy spowodował, że mój lokal zrobił się za mały (a trzeba Wam wiedzieć, że działo się to jeszcze przed erą butów mej kochanej Kasi). Ambicje rosły, przenieśliśmy się latem do sali prób do Jacka Kiedo (pozdrawiamy Cię Jacku, nikt tak nie gra w czołgi, jak ty).

To był czas intensywnych poszukiwań brzmień, własnego stylu, ale i nazwy dla zespołu. Mieliśmy kilku faworytów, od „Daj Banana”, przez „Centrum Muzyczne Damiana”, aż do mojego ulubionego „Przestań Mariusz”. Tak pieszczotliwie zwracała się do naszego perkusisty Szatana jego ówczesna luba, której imienia nie zdradzę (pozdrawiamy Cię Marina). Stanęło na KA1, co do dziś się na nas mści. Nie to, żeby nas było pełno w mediach, ale pojawiamy się tu i ówdzie, często walcząc z wiatrakami w postaci deprecjacji naszego dorobku kryjącego się pod szyldem  pisowni „K1”. Przy okazji wyjaśnię, dlaczego Mariusz Skodowski ma ksywę „Szatan”. Na jednej z prób Damian Całka – wokalista – zapomniał, że Mariusz ma na imię Mariusz i przedstawił go w czasie próby koncertowej do wyimaginowej publiki per „Szatan”. Przyjęło się. Nie ma za co Szatan.

Developer z Pragi

Wiosną 2016 roku udaliśmy się z Arcadiusem Mauritzem (klawiszowcem i mym sąsiadem) na biznesowe spotkanie z developerem bloku przy ulicy Kamiennej 1. Reprezentująca firmę Marta (pozdrawiamy Cię dziewczyno rodem z Kielc!) zainteresowała się historią lokalnego bandu. Tym samym uzyskaliśmy fundusze na pierwszą płytę, której premiera miała miejsce w czerwcu tegoż roku. Od tego czasu przez kolejne 2 lata regularnie koncertowaliśmy, z reguły na trzeźwo, czasem w ciut gorszym stanie, innym razem na fali euforii, jak choćby przed zespołem Kult w Gdyni, tudzież z nutką niepewności, jak w zakładzie karnym w Siedlcach (pozdrawiamy wszystkich ówczesnych słuchaczy jak i służbę więzienną na czele ze Zbyszkiem Śpiewakiem). Skład ulegał drobnym fluktuacjom, ale niezmiennie stawialiśmy na oryginalność brzmienia i doboru instrumentarium.

O tym, jakie to fajne poznawać ludzi

Pod koniec roku 2016 wystartował projekt Ciekawie o Kulturze (wtedy jeszcze Ciekawie o Muzyce). Jednymi z pierwszych gości były dyrygentka Kasia Płońska oraz kompozytorka Anna Maria Huszcza. Zakumplowaliśmy się. Namówiłem dziewczyny do wspólnego projektu. Ania wzięła na warsztat dwa utwory KA1 z pierwszej płyty (Dziewczynka oraz Arkadia), zaaranżowała na chór, po czym Kasia zebrała swoich chórzystów i nagraliśmy w studiu u Piotra Mazurka (prawdziwy człowiek z pasją!) te dwie piosenki na nowo. W Arkadii dodatkowo zadebiutowała nasza nowa, druga wokalistka Monika Wierbiłowicz, dogrywając kilka solowych partii. Utwory te zamykają płytę ODDECH. Do jednego z nich powstała nawet sesja video.

Równolegle zdecydowaliśmy się nagrać kilka zupełnie nowych piosenek w RedRum Studio tzw. metodą na setkę. Zauważyliśmy, że mamy najlepszy sound, gdy występujemy na żywo, a nie sztucznie dogrywamy poszczególne partie instrumentów do bezdusznego komputera. Z tej sesji wybraliśmy Pełen Oddech oraz Western, odpowiednio numery 6 i 7 na płycie.

Schody (do nieba)

Nie wiem, czy wiecie, ale statystycznie 98% artystów na świecie zarabia pieniądze na czymś innym, niż sztuka którą kreują. Tak gdzieś, kiedyś usłyszałem. Źródła nie pamiętam, ale uwierzcie na słowo. Znaleźliśmy się zatem w szacownej większości. Mieliśmy prawie połowę płyty i równocześnie nowy materiał gotowy do zarejestrowania, ale brak stosownych funduszy i wsparcia Sonów ni to Universalów.

Nie wiem, czy wiecie co to crowdfunding? Pewnie tak, ale dla tych, co nie wiedzą, chodzi o wsparcie finansowe na konkretny cel. W zamian Ci, co zbierają, oferują coś w zamian. To mogą być różne rzeczy. Ostatnio widziałem, że zaprzyjaźniony z nami zespół Frank & Love proponował wspólną konsumpcję kebaba w ramach swojej zbiórki. Będzie zresztą o tym wywiad! Ale, do meritum – zaoferowaliśmy ludziom bardzo różne rzeczy, od płyt do lekcji gry na instrumentach czy też spersonalizowanych neonów. Pojawiły się fantastyczne dusze, znalazły się pinionżki i weszliśmy do Diamentowego Psa (tak się nazywa studio wspomnianego już człowieka z pasją… nie pytajcie). Jeszcze pod koniec roku 2018 zrealizowaliśmy pierwszy teledysk promujący płytę ODDECH – choreografię taneczną autorstwa mojej Kasi, Quoca i Ani.

Jak zwykle mogliśmy liczyć na grono ludzi, znajomych, którzy ochoczo wystąpili w teledysku oraz na Kubę i Sebastiana, którzy stanęli za kamerami. Na początku 2019 roku, gdy album ODDECH znajdował się już na tłoczni, nawiązałem kontakt z Justyną Romul z nadania Martynki (cudownej wokalistki z innego zespołu, w którym gram – SUOVA – również serdecznie polecam). Justynka to prawdziwe złote dziecka animacji. Robi piękne rzeczy i ma styl! Polecam serdecznie. A o to i efekty – nasz główny singiel promujący płytę ODDECH – czyli utwór „Nowi my”:


Na sam koniec podaję linki dla chętnych lecz leniwych: