Sztuka i muzyka jako forma autoterapii

Bart i Marta Jankowska

Rozmawiam z artystą o pseudonimie Bart Moscow, odpowiedzialnym za niezwykle off-owy projekt muzyczno-wizualny o nazwie Gardanta. Inaczej niż w przypadku wielu artystów (a może nie?) Bart zaczął tworzyć, aby poradzić sobie z własnymi lękami, tym samym sztukę traktując jako formę autoterapii. O tym chciałem z nim porozmawiać i skonfrontować całość ze znaną psychoterapeutką Martą Jankowską. Czy muzyka, sztuka może radykalnie pomóc w pracy nad własnymi emocjami?

Artur Pruziński: Muzyka jest dla Ciebie formą autoterapii. Komponujesz za namową terapeuty, przyjaciół, czy może sam zdecydowałeś się na taką drogę walki z własnymi demonami?

Bart Moscow: Nikt mnie do tego nie namawiał, ale zawsze ciągnęło mnie do zajęć artystycznych. Wiele lat temu przyjaciel opowiadał mi jak to spisuje swoje myśli na papier i jak mu to pomaga w spojrzeniu na świat z dystansu. Spróbowałem jego sposobu, ale nie pomogło, po paru latach samowolnie wytworzyłem alternatywną wersje radzenia sobie z samym sobą i problemami – przez muzykę, a dokładnie tworzenie, komponowanie i granie.

Artur Pruziński: Wspomniałeś „w kuluarach”, że wcześniej w codziennym życiu towarzyszył Ci zespół amotywacyjny. Co to takiego?

Bart Moscow: Mówi się, że zespół amotywacyjny występuje jedynie u osób, które regularnie odurzają się marihuaną (i innymi pochodnymi), co nie jest do końca prawdą. Żadne badania na ten temat nie dały jednomyślnego wyniku. Zespół amotywacyjny to permanentna sytuacja, w której chronicznie nic Ci się nie chce i leżysz całymi dnami w łóżku.

Artur Pruziński: Odkąd zacząłeś tworzyć, od razu poczułeś się lepiej, czy też jest to długotrwały, „rozpisany” (a może spontaniczny) proces?

Bart Moscow: Jest to raczej spontaniczny proces. Gdy mam wenę sam siebie nakręcam do robienia „rzeczy”, jestem w stanie zapełniać całe tygodnie tworzeniem muzyki i mieć fantastyczny nastrój.

Artur Pruziński: Muzyka, tworzenie pomaga ci w nabieraniu pewności siebie. A co z krytyką? Nie boisz się negatywnych reakcji? Potencjalnie mogą one sprowadzić Cię do punktu wyjścia, zachwiać twoją samooceną.

Bart Moscow: Kiedy wybrałem swoją drogę w muzyce i postawiłem wszystko na eksperymenty z formą wiedziałem, że raczej nie zostanę okrzyknięty drugim Davidem Bowiem, a przynajmniej nie od razu (śmiech). Krytyka mi nie przeszkadza, im bardziej brutalna, tym lepiej, lecz boję się, że moje spojrzenie na własną twórczość jest zniekształcone. Krytyka pomaga spojrzeć mi na sztukę z dystansu, nawet jeśli sprowadza się do negowania efektów mojej pracy w kontekście tejże sztuki. Na szczęście, jak do tej pory, jeszcze się to nie stało.

Artur Pruziński: Spotkałeś inne osoby, które podjęły podobne wyzwanie, to jest zdecydowały się przełożyć swoje lęki na sztukę? Dla kogo twoim zdaniem taka forma autoterapii może być pomocna?

Bart Moscow: Do pewnego stopnia, świadomie czy nie, większość kolegów w „branży” uskutecznia jakąś autoterapię przez muzykę. Wydaje mi się, że sztuka może być pomocna dla każdego, nie obowiązkowo tworzenie muzyki – dla jednych malarstwo może być tym czymś, co pomoże w samorealizacji, da szansę uwierzyć w siebie, dla innych może to być pisanie wierszy czy może nawet zwyczajnie doświadczanie czyichś dzieł.

Artur Pruziński: Jak skutecznie zaplanować proces twórczy, który sam w sobie zazwyczaj nie jest uporządkowany, tak aby stanowił systematyczną, konsekwentną pracę nad sobą?

Bart Moscow: Polecam stworzenie rytuału. Na przestrzeni czasu, trochę nieświadomie, wytworzyłem wiele rytuałów, które pomagają mi wejść w odpowiedni nastrój. Polecam wplątanie do rytuału zapachów/smaków, które będą uaktywniać konkretne wspomnienia w naszym mózgu, dzięki którym łatwiej się skupić, wzbudzić coś na kształt transu. Dla przykładu, gdy oglądałem ‚U nas w Filadelfii’ w przerwie między odcinkami lubiłem wypić kawę, zapalić papierosa i pograć na ukulele czy basie. Jeżeli nie zależy komuś na zostaniu mistrzem w swojej dziedzinie to nie polecam zmuszania się do robienia tego codziennie, raz w tygodniu stanowczo wystarczy.

Marta Jankowska (psychoterapeutka osób dorosłych), komentarz:

Marta JankowskaŚwiadome doświadczanie sztuki jako twórca bądź odbiorca może mieć cechy autoterapeutyczne. Kreatywność i ekspresja emocjonalna są jak nierozłączne przyjaciółki sztuki, bez których życie staje się jałowe i mechaniczne.  Samouzdrawianie może się zadziać, jeśli pozwolimy sobie na kontakt z doświadczeniami emocjonalnymi i poddamy je refleksji. Konstruktywne wnioski, które prowadzą do realnych zmian, będą autoterapią. Przeżywanie i odreagowywanie emocji będzie formą ekspresji, która może dawać chwilową ulgę. Życie na chwilę stanie się bardziej znośne. Nie zmieni jednak naszego stosunku do siebie, innych osób lub życia.

Sto lat temu nie było psychoterapeutów. Ich rolę pełniła sztuka, poezja, literatura piękna i muzyka klasyczna. W plemionach i małych społecznościach wsparcia udzielała starszyzna. Ludzie byli bliżej siebie. Wielopokoleniowe rodziny przekazywały sobie codziennie mniej lub bardziej trafne mądrości życiowe. 

Wygląda na to, że Bart odnalazł własną formę wyrazu emocjonalnego w muzyce. Ekspresja emocjonalna jest jednym z kilku aspektów inteligencji emocjonalnej. Oprócz wyrażania emocji ważne są także samokontrola i samoświadomość. Nie chodzi o to, by z wycofania przejść do nadmiarowej ekspresji. Emocje są jedynie informacją o zaspokajaniu potrzeb.  Kluczem do zdrowia jest odnalezienie skutecznych i zdrowych dróg realizacji swoich potrzeb.

Bart prawdopodobnie intuicyjnie dociera do tego sam.  Uwalniające może już być samo nazwanie tego, co emocjonalnie nie daje spokoju. To szybki sposób na doświadczenie ulgi. Spisywanie myśli, pisanie listów są wykorzystywanymi technikami w psychoterapii.

Praca z głosem (śpiew bądź krzyk) są także stosowanymi formami uwalniania blokad emocjonalnych. W swojej praktyce zachęcam także do konkretnej literatury, czasem do obejrzenia  filmu. Sztuka daje możliwość projekcji własnych doświadczeń na zewnętrzną formę.  Jednak trwały aspekt terapeutyczny uzyskujemy poprzez zwiększanie świadomości mechanizmów, które nami rządzą oraz korygowanie ich na bardziej sprzyjające w życiu.

Bart odnalazł kontakt z samym sobą w wybranej formule artystycznej. Odważnie też dzieli się swoją twórczością. Zachęcam tu jednak do ostrożności osoby wrażliwe na krytykę. Słowa rzucane w Internecie mogą ranić podwójnie i w efekcie nasilać lęki.

Cienka jest też granica pomiędzy dzieleniem się swoja twórczością a ekshibicjonizmem emocjonalnym. Szczegół tkwi w intencjach i oczekiwaniach, które chce osiągnąć dana osoba. Żyjemy w czasach narastającego narcyzmu. Łatwo można ulec wrażeniu, że warto i należy mówić o wszystkim. Znika intymność. Jedno kliknięcie i stajemy się kimś widzianym. Uderza dopamina – natychmiastowa nagroda. Jeśli dzielenie się częścią siebie pozostaje w świecie wirtualnym, a w codzienności nadal króluje lęk, to będzie się uaktywniał mechanizm uzależnienia. Nie potrzebna jest do tego marihuana. Mechanizm uzależnienia behawioralnego np. od social mediów, jest dokładnie taki sam. A potem może się pojawić apatia, niechęć i niska motywacja.

Sztuka i terapia się zazębiają. Anna Peszek jako gość specjalny konferencji psychiatrycznej w lutym 2017 r. mówiła, że zarówno artyści, jak i psychoterapeuci dotykają duszy człowieka. Mają inne narzędzia pracy, lecz ten sam cel – dać ulgę w doświadczaniu cierpienia.

Strona www Marty Jankowskiej

Projekt Gardanta by Bart Moscow

Artur Pruzinski