The Segue i Holograms

The Segue i Ciekawie o Kulturze

3/4 zespołu The Seque, a więc całkiem nietypowe metrum jak na nich, odwiedziło domową redakcję Ciekawie o Kulturze. Karolina Wiercioch, Robert Wiercioch i Marcin Essen w wywiadzie, z którego dowiecie się interesujących rzeczy nie tylko na temat albumu „Holograms”, ale i choćby procesu kształcenia artystów w Polsce.

Artur Pruziński:  Karolina, Robert – długo jesteście małżeństwem?

Karolina Wiercioch: Robert, ile jesteśmy małżeństwem? Zobaczymy, czy pamiętasz 😊

Robert Wiercioch: W lipcu jest rocznica, tylko piąta, czy czwarta, hmm…

Karolina Wiercioch: Piąta i czwartego lipca. A znajomości już dziesięć lat, także mamy dwie okrągłe rocznice w tym roku. 

Artur Pruziński:  No to pięknie, gratuluję. Spytałem o to, bo wiem, że zespół istnieje już kilka dobrych lat i zastanawiałem się, czy poznaliście się przy okazji tego projektu czy przed nim. Teraz już wiem. Zatem The Segue to była wasza wspólna inicjatywa?

Karolina Wiercioch: Tak, dokładnie.

Artur Pruziński:  I potem zaprosiliście m.in. basistę, jeszcze nie Marcina?

Karolina Wiercioch: Tak, właściwie to przez zespół przewinęło się trzech basistów. Różnie bywało, albo brak czasu albo nie rozumieliśmy się do końca z poprzednimi muzykami.

Artur Pruziński: Czyli Marcin to już taki docelowy basista?

Karolina Wiercioch: Mamy nadzieję. Z Marcinem nam się super układa.

Marcin Essen: To ja mam nadzieję 😊 Chyba najdłużej z wami gram.

Artur Pruziński: Ale czujesz się już taką ważną osobą w zespole?

Marcin Essen: Czuję się członkiem składu. Gramy razem dwa lata, nagrałem większość materiału na „Holograms”.

Artur Pruziński: Widziałem zresztą na jednym z teledysków, że jesteś fanem basu spod znaku linii sygnowanej nazwiskiem Marcusa Millera…

Marcin Essen: Tak. Mam dwie basówki z tej linii, jestem bardzo zadowolony z ich brzmienia. Fajnie się spisują.

Artur Pruziński: Przejdźmy do płyty. Wczoraj wnikliwie ją przesłuchiwałem, wzbudziła we mnie dużo emocji. Słychać, że macie bardzo solidny warsztat. Akademie w Krakowie i Katowicach, gdzie część z Was studiowała, to chyba zatem jedne z najlepszych szkół jazzowych w Europie? Podzielacie ten pogląd?

Robert Wiercioch: Na pewno w jakimś sensie tak. My z Karoliną poznaliśmy się w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Niewątpliwie tam tej nauki było najwięcej, a w Katowicach to już utrwalenie wiedzy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że będąc na akademii poruszasz się w środowisku muzyków, co bardzo motywuje do pracy.

Karolina Wiercioch: Ja miałam wielu znakomitych nauczycieli, ale najwięcej dały mi chyba zajęcia z Piotrem Kalickim, który znakomicie przekazywał wiedzę. To były moje początki z jazzem. Wiele wyniosłam z tych lekcji. Potem bywało różnie, trochę błądziłam, trochę sama się uczyłam, równocześnie studiowałam jeszcze na czwartym i piątym roku stomatologię. Serdecznie dziękuję dziekanowi, który umożliwił mi taki podwójny tryb zajęć, bo trzeba wiedzieć, że studia na kierunkach medycznych są bardzo intensywne i czasochłonne. Przez ostatnie pół roku mam też dwóch świetnych nauczycieli i czuję, że w tym czasie zrobiłam więcej niż przez wcześniejsze kilka lat, gdzie czułam, że trochę błądzę.

Artur Pruziński: A jakie jest wasze zdanie na temat edukacji muzycznej tej ostatniego stopnia? Pytam, bo jako niedouczony muzyk, w zasadzie laik, miałem przyjemność grać z absolwentami akademii muzycznych i jazzowych i na temat edukacji wypowiadali się najczęściej albo pozytywnie albo negatywnie. Napotkałem sprzeczne opinie. Marek Pędziwiatr z EABS, z którym akurat nie grałem, ale robiłem kiedyś wywiad (tutaj można obejrzeć), powiedział mi, że on najwięcej nauczył się na ulicy, bodaj w Londynie, o ile dobrze pamiętam.

Robert Wiercioch: Myślę, że najwięcej muzykowi daje jednak praca w domu, szukanie, ćwiczenie. Plus koncertowanie i jamm sessions. Sama akademia, zależy w jakim kto jest momencie rozwoju, ale w moim przypadku to była w dużej mierze powtórka.

Karolina Wiercioch: Każdy ma swoją drogę. W ogóle sam proces nauki muzyki jest niesłychanie trudny. Szczególnie, jeśli w rodzinie nie ma muzyków i trzeba samemu szukać drogi kształcenia. Najważniejsze to poświęcić jednak dużo czasu na ćwiczenia, ale dobry nauczyciel również jest niesłychanie istotny. Może cię nakierować, zaoszczędzić ci czasu i wskazać właściwe drogi rozwoju, zdyscyplinować. W przypadku pianina, moim zdaniem, absolutna podstawa to przejście szkoły klasycznej. To daje podstawy techniczne. Gdyby ktoś mnie spytał, jak nauczyć się grać jazz, to powiedziałabym, zacznij od klasyki.

Artur Pruziński: Marcin, a ciebie kto uczył?

Marcin Essen: Studiów nie ukończyłem, więc nie będę się chwalił 😊 W pewnym momencie, szczególnie na początku drogi, bardzo ważne jest, aby funkcjonować w środowisku muzycznym. To bardzo mobilizuje. Warto być też, chociaż na chwilę, w jakiejś szkole, akademii muzycznej, aby mieć pod ręką ludzi, którymi można się inspirować, z którymi można grać i dzielić się wrażeniami.

Artur Pruziński: To wracam do emocji. Płyta jest bogata w rozbudowane aranżacje, mamy pokręcone metrum w niektórych numerach, ekscytujące solówki, czuć bogactwo kompozycji i aranżu. No i bardzo fajnie, ale tak się zastanawiam, czy to nie będzie za trudne w odbiorze dla ludzi. Ta płyta jest chyba dla smakoszy. Gdzie melodia, metrum 4/4, beat co chwyta i nie zmusza do intelektualnego wysiłku?

Robert Wiercioch: Niektóre metra wyszły bardzo naturalnie. Nie kombinowaliśmy na siłę.

Karolina Wiercioch: Ja nigdy nie robiłam tak, że teraz wymyślę sobie metrum 15/16. Po prostu komponuję, gram i często okazuje się, że efekt jest nieregularny. Nigdy nie robiłam konkretnego metrum na siłę. Może nie umiem zrobić melodii na 4/4? 😊

Artur Pruziński: Materiał na płytę powstawał cztery lata. Czy zatem to jest jednorazowe wydawnictwo, czy też najważniejsze dla was to grać i się dobrze bawić, a czas pokaże, co dalej?

Karolina Wiercioch: Najważniejsze to grać i się dobrze bawić. Mamy oczywiście marzenia, ale nie oczekujemy nie wiadomo czego. Bardzo lubimy grać i ćwiczyć i chcielibyśmy to robić w życiu.

Robert Wiercioch: Holograms powstawały cztery lata z kilku powodów. Mieliśmy różne przejścia z muzykami, skład nie był ustabilizowany, teraz jest. Po drodze miały miejsce inne projekty, zespoły. Także te cztery lata są trochę naciągane, bo efektywna praca to był ułamek tego czasu.

Marcin Essen: Niektóre utwory też dojrzewały. Myślę m.in. o numerze Torrent, który zupełnie inaczej wyglądał na początku. Rodził się w bólach i narodził się, ale w innej formie.

Artur Pruziński: Planujecie koncerty?

Marcin Essen: Tak. Wybór klubów u nas też nie jest oczywisty. Bo to nie jest do końca materiał jazzowy, ani rockowy.

Robert Wiercioch: Płyta sprzedaje się zresztą dobrze za granicą. W Japonii, w Ameryce. Chętnie byśmy pograli również poza Polską.

Artur Pruziński: A planujecie wprowadzić wokal do zespołu?

Karolina Wiercioch: Totalnie instrumentalnie.

Robert Wiercioch: Jeden utwór z wokalem powstał. Śpiewał mój kuzyn z Kanady – Wiktor, ale nie skończyliśmy tego numeru, zresztą nie pasował klimatem do reszty albumu.

Artur Pruziński: To tak na koniec powiedzcie proszę: gdybyście mieli okazję zagrać na scenie z dowolnym muzykiem ze świata bądź z Polski, to kogo byście zaprosili do jammu?

Marcin Essen: Chris Dave. Choć byłbym chyba przerażony.

Karolina Wiercioch: O tak, Chris Dave!

Robert Wiercioch: Dla mnie chyba gra za ładnie 😊 Może coś bardziej w klimacie Bryana Bellera albo Marco Minnemanna, czyli fusion i rock.

Karolina Wiercioch: Z Polski to może z Robertem Kubiszynem.

Artur Pruziński: Dziękuję Wam bardzo i życzę, abyście mieli jak najwięcej okazji do grania, również za granicą!

Artur Pruzinski